Chcąc zawetować ustawę o udziale Polski w unijnym mechanizmie finansowania obronności SAFE, prezydent skonstruował zasłonę dymną. Jego konkurencyjny fundusz też ma się finansować z długu, tyle że droższego niż unijny. Bo zysk NBP to na razie miraż.
Przepisy prezydenckiej ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych (PFIO) zawieszone na prezydenckich stronach z jednej strony nie zostawiają złudzeń, z drugiej rozczarowują. Rozczarowują, bo ustawa nie zawiera żadnej, ale to żadnej obietnicy panaceum dotyczącego środków na polską obronność. Nie zostawiają też złudzeń, że naprawdę liczy się jakaś inna ścieżka, niż kredyty, pożyczki, czy obligacje.
Tekturowy pomysł SAFE 0 proc., pokazany przez prezydenta i prezesa NBP, który ma zapewnić Polsce środki na uzbrojenie, jest tylko elementem rozgrywki między głową państwa a większością parlamentarną. To wojna, która toczy się od momentu objęcia urzędu przez Karola Nawrockiego. Po prostu nowy odcinek walki o władzę nadawany w prime timie.
W czasie kształtującej przyszłość bezpieczeństwa świata wojny w Zatoce Perskiej i wykuwania się systemu finansowania naszej obrony, politycy prawicy nie mogą się zdecydować, czy gorsze jest OZE-sroze, czy ETS-sretes.
Skarbówka ma bieżący dostęp do faktur w nowym systemie i może je od razu weryfikować. Zapewnia jednak, że wolnoamerykanki nie będzie. Dostęp do firmowych danych jest bowiem reglamentowany.