Reklama
Rozwiń
Reklama

Pielgrzymka Leona XIV. Maronicki mnich o wyjątkowym powołaniu Libanu

Leon XIV będzie się modlił przy grobie św. Szarbela zarówno za chrześcijan, jak i muzułmanów, którzy przedkładają współistnienie nad konflikt, dialog nad strach - mówi „Rzeczpospolitej” Marwan Azar, maronicki mnich i teolog.

Publikacja: 29.11.2025 15:27

Leon XIV

Leon XIV

Foto: PAP/EPA

Papież Leon XIV odbywa pierwszą podróż zagraniczną. Po Turcji odwiedza od niedzieli do wtorku Liban. Jakie nadzieje wiążą z tą pielgrzymką libańscy chrześcijanie, zwłaszcza najliczniejsi, maronici, katolicy obrządku wschodniego?

Jako młody człowiek byłem wśród tych, którzy witali papieża Jana Pawła II w czasie jego historycznej wizyty w Libanie – na drogach, w kościele Matki Bożej Libanu w Harisie i w Bejrucie na wielkiej mszy, podczas której byłem w chórze. Później przyszła wizyta papieża Benedykta XVI, wielkiego teologa i człowieka Bożego. A teraz z radością przygotowujemy się do powitania papieża Leona XIV, nowo wybranego następcy Piotra.

Poprzednie wizyty papieskie pozostawiły głęboki i trwały ślad w zbiorowej pamięci Libańczyków. Wizyta świętego Jana Pawła II w 1997 r., podczas której przedstawił adhortację apostolską „Nowa nadzieja dla Libanu”, była punktem zwrotnym. Zaledwie kilka lat po zakończeniu wojny domowej przyniosła potężne przesłanie pojednania, jedności narodowej i współżycia. Jego deklaracja, że „Liban to coś więcej niż kraj, to przesłanie”, stała się fundamentalnym wyrazem libańskiej tożsamości i powodem do dumy, zarówno dla chrześcijan, jak i muzułmanów. Wizyta papieża Benedykta XVI w 2012 r. miała inny, ale równie istotny wydźwięk. Jako teolog i człowiek dialogu, podkreślał pluralizm, wolność i rolę chrześcijan jako budowniczych pokoju na Bliskim Wschodzie. Obie wizyty wzmocniły moralną odporność kraju i potwierdziły powołanie Libanu jako ziemi dialogu, duchowej głębi i różnorodności kulturowej. 

Czytaj więcej

Pierwsze kroki - na wschód. Papież Leon XIV jedzie do Turcji i Libanu

Czym może się od nich różnić wizyta nowego papieża?

Odbywa się w jeszcze trudniejszym momencie, ale niesie ze sobą ten sam potencjał nadziei, odnowy i wsparcia. Ma wyjątkowe znaczenie dla nas, Libańczyków, zwłaszcza dla chrześcijan, a w szczególności dla maronitów. Dzień po swoim przybyciu papież rozpoczyna swój program rano, 1 grudnia, od wizyty przy grobie św. Szarbela w Annai, mnicha z libańskiego zakonu maronitów, który w tym roku obchodzi 330. rocznicę istnienia. Gest ten jest doniosły: dokładnie sto lat temu, w 1925 r., władze zakonne otworzyły proces beatyfikacyjny św. Szarbela. Został beatyfikowany w 1965 r. i kanonizowany w 1977 r.

Reklama
Reklama

Przez ponad 50 lat – naznaczonych traumą wojny domowej, załamaniem gospodarczym w 2019 r., zniszczeniami po eksplozji portu w sierpniu 2020 r., która pochłonęła ponad 200 ofiar śmiertelnych i ponad 6,5 tys. rannych oraz ciągłymi napięciami regionalnymi – nasz kraj zmagał się z niezwykłymi wyzwaniami. Niepewność polityczna, kruche bezpieczeństwo, masowa emigracja i słabość naszych instytucji wystawiły na próbę odporność naszego społeczeństwa. Obecność papieża jest postrzegana jako głębokie przesłanie nadziei, otuchy i pocieszenia dla wszystkich Libańczyków, a zwłaszcza dla maronitów. 

Każdego dnia Libańczycy i nie-Libańczycy – wyznawcy wszystkich tradycji religijnych – przybywają na modlitwę do Annai, do sanktuarium Matki Bożej Libanu w Harissie i do innych miejsc pielgrzymkowych. To znak, że prawdziwe braterstwo jest możliwe mimo licznych wyzwań. Nasze współistnienie musi być zakorzenione w tym głębokim przesłaniu duchowym, które papież Leon XIV umacnia poprzez swoją wizytę i przez spotkania z prezydentem (maronitą), przewodniczącym parlamentu (szyitą), premierem (sunnitą), patriarchą maronickim Becharą Boutrosem Raï, przedstawicielami wspólnot chrześcijańskich i niechrześcijańskich. Tylko dialog i miłość mogą przezwyciężyć lęk przed drugim człowiekiem.

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Liban jak wielka Gaza. Drugi front wojny na Bliskim Wschodzie jest faktem

Nasz kraj, z bogatą mozaiką wspólnot religijnych, ma wyjątkowe powołanie: być żywym dowodem na to, że chrześcijanie i muzułmanie mogą dzielić nie tylko terytorium, ale także wspólne zaangażowanie na rzecz godności, sprawiedliwości i braterstwa. To nie jest myślenie utopijne. Modlitwa papieża przy grobie św. Szarbela to również modlitwa za wszystkich wiernych Libanu, zarówno chrześcijan, jak i muzułmanów, którzy nadal przedkładają współistnienie nad konflikt, dialog nad strach. 

Czy sytuacja chrześcijan w Libanie pogorszyła się w ostatnich latach, na przykład z powodu wojny w Strefie Gazy?

Tak. Pogorszenie jest wynikiem nakładania się czynników wewnętrznych i regionalnych. Załamanie gospodarcze, niepewność polityczna, paraliż instytucjonalny i utrata zaufania do państwa zmusiły wielu Libańczyków – zwłaszcza chrześcijan – do masowej emigracji. Należy dodać, że od czasu porozumienia z Taif [z 1989 r., kończącego wojnę domową w Libanie – red.] uprawnienia prezydenta Republiki – jedynego chrześcijańskiego przywódcy państwa na Bliskim Wschodzie – zostały znacznie ograniczone i rozdzielone między rząd i parlament. Każda ważna decyzja wymaga obecnie konsensusu, który jest coraz trudniejszy do osiągnięcia. Ta zmiana jeszcze osłabiła pozycję polityczną chrześcijan w Libanie, których sytuacja – pomimo niewielkich rozmiarów kraju – ma bezpośredni wpływ na społeczności chrześcijańskie w całym regionie. Niestabilność regionalna pogłębiła tę delikatną sytuację. Wojna w Strefie Gazy wywołała niebezpieczną eskalację wzdłuż południowej granicy – między Hezbollahem a Izraelem. Wielu się obawia, że po wizycie papieża może dojść do kolejnego wybuchu przemocy. Chrześcijanie nie są bezpośrednio celem tych starć, ale odczuwają wszystkie ich konsekwencje: strach przed szerszym konfliktem, załamanie turystyki, zamrożone inwestycje, stagnację gospodarczą i wszechobecne poczucie niepewności.

Wojna w Strefie Gazy wywołała niebezpieczną eskalację wzdłuż południowej granicy - między Hezbollahem a Izraelem. Wielu się obawia, że po wizycie papieża może dojść do kolejnego wybuchu przemocy. Chrześcijanie nie są bezpośrednio celem tych starć, ale odczuwają wszystkie ich konsekwencje

Reklama
Reklama

Edukacja – filar chrześcijańskiej obecności – również znajduje się pod silną presją. Szkoły chrześcijańskie, zwłaszcza w górskich wioskach, borykają się z problemem utrzymania nauczycieli, wypłacania godziwych pensji i kontynuowania swojej misji. Wiele z nich jest w niebezpieczeństwie. 

Zagrożeniem są i ekstremiści islamscy.

Rozwój ISIS i innych radykalnych ugrupowań w Syrii i Iraku zmusił setki tysięcy chrześcijan do opuszczenia swoich domów. Sam Liban doświadczył zamachów samobójczych, ataków na armię i infiltracji grup ekstremistycznych w kilku obszarach przygranicznych. Wiele syryjskich i irackich rodzin chrześcijańskich, które początkowo szukały schronienia w Libanie, ostatecznie ponownie wyemigrowało, nie mogąc odbudować swojego życia w kraju pogrążonym w kryzysie.

Wspominał ksiądz o masowej emigracji. Czyli społeczność maronicka się kurczy? Traci też wpływy?

W okresie złotego wieku Republiki Libańskiej, szczególnie od uzyskania niepodległości do lat 60. XX wieku, maronici odgrywali decydującą rolę w każdej sferze życia. Ich wkład kulturalny, polityczny, edukacyjny i duchowy ukształtował unikalną tożsamość Libanu jako modelu pluralizmu na Bliskim Wschodzie.

Niestety społeczność maronicka się kurczy, a emigracja jest jedną z głównych przyczyn tego spadku. Zjawisko to nie jest nowe: sięga XIX wieku, choć jego skala i wpływ były wówczas inne. 


Od kilku dekad wielu maronitów, zwłaszcza młodych ludzi, lekarzy, specjalistów, naukowców i wykwalifikowanych pracowników opuszcza Liban. Udają się do Europy, Ameryki Północnej, Australii lub krajów Zatoki Perskiej. Tendencja ta dotyka wszystkich chrześcijan, jednak najbardziej maronitów, którzy stanowią nie tylko większość libańskich chrześcijan, ale i znaczną część wykształconej klasy średniej.

Od kilku dekad – od wybuchu wojny domowej w 1975 r., a tym bardziej od załamania gospodarczego w 2019 r. i eksplozji w porcie w Bejrucie, która zdewastowała obszar zamieszkany głównie przez chrześcijan – wielu maronitów, zwłaszcza młodych ludzi, lekarzy, specjalistów, naukowców i wykwalifikowanych pracowników opuszcza Liban. Udają się do Europy, Ameryki Północnej, Australii lub krajów Zatoki Perskiej. Tendencja ta dotyka wszystkich chrześcijan, jednak najbardziej maronitów, którzy stanowią nie tylko większość libańskich chrześcijan, ale i znaczną część wykształconej klasy średniej. 

Reklama
Reklama

Mamy też znaczny spadek liczby dzieci wśród maronitów, co nie jest wynikiem zmian kulturowych, lecz konieczności ekonomicznej. Rodziny nie mogą sobie pozwolić na utrzymanie dużej rodziny, młode pary odkładają ślub lub pozostają bezdzietne; kobiety pracujące zawodowo stawiają karierę zawodową na pierwszym miejscu w niestabilnych warunkach ekonomicznych.

Diaspora chrześcijańska, a zwłaszcza diaspora maronicka, pozostaje aktywna, zjednoczona i dobrze zintegrowana za granicą. Jednak ta witalność nie może zrekompensować spadku obecności maronitów w samym Libanie, gdzie społeczność ta odgrywa niezastąpioną rolę historyczną, kulturową i instytucjonalną.

Pomimo tych wyzwań, maronici w Libanie pozostają silni i głęboko związani ze swoją ziemią. Nadal utrzymują niezbędne instytucje – szkoły, uniwersytety, szpitale i służby socjalne – służące całej populacji. 

Czytaj więcej

Czy papież Leon XIV odwiedzi Strefę Gazy? Szybka decyzja jest możliwa

Czy w Libanie mówiło się o tym, że papież Leon XIV chciałby odwiedzić Strefę Gazy bezpośrednio po wizycie w Libanie?

Nie, nie ma oficjalnych wskazań, że zamierza odwiedzić Strefę Gazy po swojej podróży do Libanu. Watykan opublikował pełny plan pierwszej podróży międzynarodowej papieża, która obejmuje tylko Turcję i Liban i trwa od 27 listopada do 2 grudnia. Chociaż kryzys humanitarny w Strefie Gazy i konsekwentne działania papieża na rzecz pokoju mogą sprzyjać takim spekulacjom, żadne wiarygodne dowody ani potwierdzenie ze strony Watykanu nie sugerują, że rozważana jest wizyta w Strefie Gazy.

Reklama
Reklama

Marwan Azar

Mnich z zakonu libańskich maronitów, do którego należał Św. Szarbel. Profesor teologii na Uniwersytecie Ducha Świętego w Kaslik (niedaleko Bejrutu)

Papież Leon XIV odbywa pierwszą podróż zagraniczną. Po Turcji odwiedza od niedzieli do wtorku Liban. Jakie nadzieje wiążą z tą pielgrzymką libańscy chrześcijanie, zwłaszcza najliczniejsi, maronici, katolicy obrządku wschodniego?

Jako młody człowiek byłem wśród tych, którzy witali papieża Jana Pawła II w czasie jego historycznej wizyty w Libanie – na drogach, w kościele Matki Bożej Libanu w Harisie i w Bejrucie na wielkiej mszy, podczas której byłem w chórze. Później przyszła wizyta papieża Benedykta XVI, wielkiego teologa i człowieka Bożego. A teraz z radością przygotowujemy się do powitania papieża Leona XIV, nowo wybranego następcy Piotra.

Pozostało jeszcze 93% artykułu
/
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Reklama
Kościół
Pierwsza podróż Leona XIV pokazuje kierunek jego pontyfikatu
Materiał Promocyjny
Startupy poszukiwane — dołącz do Platform startowych w Polsce Wschodniej i zyskaj nowe możliwości!
Kościół
Pierwsze kroki - na wschód. Papież Leon XIV jedzie do Turcji i Libanu
Kościół
Czechy pozbędą się rosyjskiego duchowego podejrzanego o szpiegostwo i molestowanie?
Kościół
Karol III i Leon XIV napisali historię. Papież modlił się z królem Anglii po raz pierwszy od 500 lat
Kościół
Podcast Rzecz w tym: Jan Paweł II, Franciszek, Leon XIV i marzenie o Kościele ubogich
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama