Reklama

Berlinale 2026: Złoty Niedźwiedź dla „Yellow Letters”

Znakomita edycja festiwalu berlińskiego pokazała jak ważne może dziś być bezkompromisowe spojrzenie artystów na świat

Publikacja: 22.02.2026 16:25

Ilkera Catak, reżyser „Yellow Letters”, ze Złotym Niedźwiedziem.

Ilkera Catak, reżyser „Yellow Letters”, ze Złotym Niedźwiedziem.

Foto: EPA/FABIAN SOMMER

To nie było łatwe zadanie. Poziom berlińskiego konkursu był wysoki i wyrównany, co najmniej kilka filmów mogło więc walczyć o najwyższą nagrodę. Powiedział to zresztą przewodniczący jury Wim Wenders: „Wyłoniliśmy trzy tytuły, z których każdy wydawał nam się równie wspaniały i mógł dostać Złotego Niedźwiedzia. I bardzo długo dyskutowaliśmy”.  Ostatecznie Złotym Niedźwiedziem jurorzy nagrodzili „Yellow Letters” Ilkera Cataka – opowieść o małżeństwie artystów z Ankary – pisarzu i aktorce, którzy będąc wielkimi gwiazdami – nagle stali się ofiarami państwowego systemu represji. Stracili wszystko – pracę, dom. Razem z trzynastoletnią córką musieli przenieść się do mieszkania matki, do Stambułu. Catak pokazał zniszczoną rodzinę, w której każdy reaguje inaczej. Mąż pozostaje wierny własnym przekonaniom, żona przyjmuje rolę w soap-operze w reżimowej telewizji. Reżyser nie ocenia niczyjej postawy, portretuje kaleki wstrząsany przez reżim świat. 

Reklama
Reklama

Mocne kino polityczne na Berlinale

— To film, który konfrontuje polityczny język totalitaryzmu z empatycznym językiem kina – powiedział Wim Wenders, dodając, że to, co widzowie zobaczyli na ekranie może stać się w niedalekiej przyszłości doświadczeniem coraz większej liczby krajów.

Srebrny Niedźwiedź – Grand Prix Jury powędrował do „Salvation” Emina Alpera – historia walki o władzę, ziemię i „rząd dusz”, jak toczy się w tureckiej wiosce położonej wysoko w górach. Film, w którym – jak określili to jurorzy – nie ma miejsca na proste recepty. Jest pogłębiające się lekceważenie prawdy i narastający strach. 

Odbierając statuetkę, Alper wygłosił mocne, polityczne przemówienie, upominając się o ludzi prześladowanych, którzy doznają przeraźliwej samotności. Mówił o Palestyńczykach w Gazie, Irańczykach zabijanych na ulicach, o swoich przyjaciołach z Turcji skazanych na długoletnie więzienie za „nieprawomyślność”. „Nie jesteście sami” – powtarzał reżyser.

Reklama
Reklama

Tragedia zamknięta w czterech ścianach

I wreszcie trzeci film – tym razem nie polityczny: „Queen at Sea” Lance’a Hammera. Bolesna, trudna i niejednoznaczna historia rodziny, w której seniorka choruje na Alzheimera. Film o miłości, ale też bezradności, o odpowiedzialności za bliskiego człowieka i własne życie. „Ten obraz każe zastanowić się, co należy do sfery prywatnej, co publicznej. Czym jest godność człowieka i jakie mamy prawa jako ludzie. Jak wybieramy swoje życiowe drogi. Film pokazuje również hipokryzję instytucji, które powinny nieść pomoc” – argumentowali swoją decyzję jurorzy. „Queen at Sea” jest opowieścią o trzech pokoleniach tej samej rodziny i odbierając Niedźwiedzia Lance Hammer podziękował swoim aktorom, przede wszystkim grającej córkę Juliette Binoche oraz wcielającym się w stare małżeństwo Annie Calder-Marshall i Tomowi Courtenayowi. Ta ostatnia dwójka została przez jury uhonorowana nagrodami aktorskimi za najlepsze role drugoplanowe. 

Czerń i biel obrazu podkreślają dramat

Nagrodę za rolę pierwszoplanową odebrała Sandra Hüller za fenomenalną kreację kobiety, która w toczącym się na początku XVII wieku dramacie „Rose” przyjeżdża do rodzinnej wioski w kostiumie wojownika, ukrywając swoją płeć. Żyjąca w patriarchalnym społeczeństwie bohaterka uznała, że tak będzie jej łatwiej zachować swoją niezależność. Ale po latach walki i tułaczki chce osiąść gdzieś na stałe. I choć powoli zdobywa zaufanie wiejskiej społeczności, choć zmuszona do małżeństwa układa sobie życie z narzuconą jej partnerką, jej historia musi skończyć się osądem i tragedią. Bo jak ktoś do niej mówi, „chciała żyć życiem niemożliwym”. A czasem nie można wygrać z normami ustanawianymi przez społeczeństwo i kulturę. 

Nagrodę za reżyserię odebrał Grant Gee za interesujący i – podobnie jak „Rose” – czarno-biały film „Everybody Digs Bill Evans” o dramacie legendarnego pianisty jazzowego, który nie może podnieść się i tworzyć po tragicznej śmierci swojego przyjaciela, basisty Scotta LaFaro. Obraz lat sześćdziesiątych XX wieku jest tu rzeczywiście bardzo interesujący, ale odbierając nagrodę Gee zachował się więcej niż skromnie. Na scenie zapewniał, że niewiele miał na planie do roboty jako reżyser, bo film robili jego współpracownicy i aktorzy, a jego główną zasługą było to, że ich świetnie dobrał. 

Mocna edycja Berlinale

Kilku pominiętych przez jury filmów trochę szkoda, może najbardziej „Flies” Fernanda Eimbcke, ale program konkursowy był silny, a werdykt generalnie wydaje się trafny i ciekawy. Pokazuje, jak różne były w tym roku na Berlinale filmy: od mocnych obrazów politycznych jak „Yellow Letters” poprzez opowieści o artystach jak „Everybody Digs Bill Evans” aż do analiz rozpadu rodziny czy tragedii spowodowanych starością i chorobą jak przejmujący, niestereotypowy „Queen at Sea”. Ale wszystkie te tytuły, nawet te, których akcja toczyła się przed wiekami, łączyła refleksja na temat dzisiejszego świata. Rozdartego wojnami i społecznymi konfliktami, zagrożonego totalitaryzmem, rządzonego przez mocarzy biznesu nie liczących się z niczyją krzywdą, pełnego ludzi, którzy łakną ciepła, nie radzą sobie z życiem. Ten znakomity wybór filmów sprawił, że przez dziesięć dni festiwal stał się miejscem, gdzie artyści wykrzyczeli swoje przerażenie rzeczywistością wokół i upominali się o ludzi na co dzień niewidocznych. 

Reklama
Reklama

Brawa dla nich i dla Tricii Tuttle, która oddała im głos. Znakomita i świetnie występująca publicznie nowa dyrektorka Berlinale ożywiła festiwal i udowodniła, że nawet bez wielkich gwiazd w stylu Leonarda DiCaprio czy Michaela Douglasa można stworzyć wspaniałą, bardzo ważną filmową imprezę. 

 

 

Film
Berlinale: Złoty Niedźwiedź dla mocnych „Yellow Letters” na festiwalu pokaleczonego świata
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Film
Berlinale 2026: Pierwsze nagrody rozdane
Film
Legenda wraca na ekrany. Co wiemy o nowym filmie „Adam”?
Film
Nie żyje Eric Dane, gwiazdor serialu „Chirurdzy”. Miał 53 lata
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama