Reklama

Beata Morawiec: Warto bronić się przed bezprawnymi poczynaniami władzy

– Wierzę, że doczekam czasu, gdy standardy konstytucyjne nie będą łamane, a obywatel będzie czuł się bezpiecznie w demokratycznym państwie prawnym – mówi po wyroku ETPCz w Strasburgu Beata Morawiec, sędzia SO w Krakowie, b. prezes tamtejszego sądu i b. prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis.

Publikacja: 23.02.2026 04:32

Beata Morawiec: Warto bronić się przed bezprawnymi poczynaniami władzy

Warszawa, 18.11.2024. Wezwana w charakterze świadka, sędzia Beata Morawiec na posiedzeniu sejmowej Komisji Śledczej ds. inwigilacji systemem Pegasus

Foto: Albert Zawada/PAP

Od czwartkowego wieczoru wszyscy mówią o prezydenckim wecie do ustawy o KRS, ale i jego propozycjach zmian w sądownictwie. Jak pani je ocenia?

Prezydent nie tylko zawetował uchwaloną przez Sejm ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, uniemożliwiając przywrócenie standardów konstytucyjnych przy wyborze nowych członków KRS – powołując się na bezsensowne, nierzetelne i sprzeczne z konstytucją argumenty – ale przedstawił równocześnie projekt „naprawy sądownictwa” – nową ustawę „kagańcową na sterydach”. Ustawę mającą legalizować bezprawne działania ministra Ziobry, budującą efekt mrożący, by nie powiedzieć: zastraszającą sędziów, grożąc im wysokimi karami pozbawienia wolności, między innymi za stosowanie prawa europejskiego lub korzystanie z rozproszonej kontroli konstytucyjnej. Nie wróży to dobrze na przyszłość.

Czytaj więcej

Prezydent wetuje reformę Krajowej Rady Sądownictwa. Proponuje własny projekt i mówi o referendum

Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał 5 lutego wyrok w pani sprawie. Uznał, że Izba Dyscyplinarna nie jest „sądem ustanowionym ustawą”. Stwierdził, że środki podjęte przez władze w celu uchylenia pani immunitetu sędziowskiego i zawieszenia jej w czynnościach sędziowskich można określić jako strategię mającą na celu jej zastraszenie, a środki te musiały mieć „efekt mrożący”. Jednym słowem, wygrała pani. Jest satysfakcja?

Oczywiście, że tak. W końcu uzyskałam potwierdzenie tego, o czym wiedziałam od początku.

Wraz z satysfakcją ETPC zasądził pani 21 tys. euro z tytułu szkody niemajątkowej oraz 6 tys. euro z tytułu kosztów i wydatków.

Nie poszłam do Strasburga po pieniądze. Jakbym chciała domagać się pieniędzy, to mogłabym spokojnie wystąpić przeciwko Skarbowi Państwa z pozwami o odszkodowanie i zadośćuczynienie. Ja tego nie robię, bo nie czuję takiej potrzeby. Postanowiłam walczyć o zasady.

Minister Adam Bodnar, gdy objął tekę Ministra Sprawiedliwości, próbował zawrzeć ze mną ugodę. Zaproponował mi odszkodowanie w takiej samej wysokości, w jakiej teraz orzekł ETPC. Ja nie chciałam pieniędzy. Zależało mi na tym, żeby zapadł wyrok, który w swoim uzasadnieniu pokaże, że to, co się stało, było i jest bezprawne. Wszystko po to, by w przyszłości wszyscy wiedzieli, że warto się bronić przed bezprawnymi poczynaniami władzy. Żeby wiedzieli, na co są narażeni, jakie niebezpieczeństwo na nich czyha, kiedy władza zaczyna mieć charakter autorytarny. Z tego powodu czekałam rok dłużej na orzeczenie trybunału. I wreszcie się doczekałam. Z pełną satysfakcją przyjmuję treść uzasadnienia tego wyroku i sam fakt, że trybunał uznał moje racje za zasadne.

Reklama
Reklama

Finał nastąpił w Strasburgu. A wszystko zaczęło się wiele lat wcześniej…

Dokładnie w listopadzie 2019 r. Byłam na urlopie, kiedy odwołano mnie, bez uzasadnienia, z funkcji prezesa Sądu Okręgowego w Krakowie. Poinformowano o tym w komunikacie opublikowanym na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości. Wynikało z niego, że nie tylko źle zarządzałam sądem, którego wyniki były niezadowalające według jakichś statystyk, których nikt na oczy nie widział, ale równocześnie zarzucono mi brak nadzoru nad dyrektorem Sądu Okręgowego w Krakowie, nadzoru, którego nie miałam prawa sprawować. Dyrektor tego samego dnia został zatrzymany w celu przedstawienia mu zarzutów w tzw. aferze krakowskiej. Zatrzymano wówczas większość dyrektorów sądów apelacji krakowskiej. Wszyscy oni zostali z czasem uniewinnieni, a czterech z nich nie doczekało wyroku.

Czytaj więcej

Represje wobec sędzi Morawiec miały jeden cel. Wyrok ETPCz

Wróćmy do pani sprawy…

Pod moją nieobecność zaczęły się we wszystkich mediach pojawiać dwuznaczne informacje dotyczące mojego odwołania. Przedstawiono mnie jako szefa zorganizowanej grupy przestępczej, emitowano np. obraz przedstawiający osoby zatrzymane w dniu mojego odwołania, gdzie pokazywano zakryte twarze dyrektorów i moje zdjęcie jako szefa zorganizowanej grupy przestępczej, który nimi kierował. Tak to było publicznie przedstawiane i odbierane. Szargano moje dobre imię, wieloletni dorobek zawodowy, jak i moją godność osobistą. Moja rodzina, znajomi i przyjaciele byli w szoku. Mama podupadła na zdrowiu i musiała skorzystać z pomocy lekarskiej. Z tych też powodów zaraz po powrocie z urlopu, przy pomocy moich przyjaciół, zorganizowałam konferencję prasową, udzieliłam wywiadu telewizji ogólnopolskiej, gdzie odniosłam się do sposobu odwołania mnie z funkcji prezesa sądu okręgowego, no i skrytykowałam działania ministra Ziobry i kierowanego przez niego Ministerstwa Sprawiedliwości. Poparło mnie wtedy wielu sędziów. Złożyłam też pozew do sądu o ochronę dóbr osobistych przeciwko Ministrowi Sprawiedliwości.

Poranne przeszukanie w pani domu było najbardziej traumatycznym przeżyciem w tej sprawie?

Traumatycznych przeżyć w tym czasie było kilka. Najpierw było odwołanie mnie ze stanowiska prezesa, w następnej kolejności postępowanie karne i wniosek o uchylenie immunitetu, o którym dowiedziałam się od dziennikarza, który zadzwonił do mnie, pytając, co ja na to. Zrobiłam wielkie oczy, bo przecież nic nie wiedziałam, że cokolwiek przeciwko mnie się toczy. Nie przesłuchano mnie nawet na notatkę, nie mówię o całej reszcie, np. przesłuchaniu w charakterze świadka. Kiedy już zapoznałam się z zarzutami – przypomnę, że chodziło m.in. o opinię prawną, której rzekomo nie wydałam – stwierdziłam, że większych bzdur jak żyję nie słyszałam i nie czytałam. Opublikowałam na Facebooku pierwszą stronę opracowania, które przygotowałam 5 lat wcześniej. Następnego dnia o godzinie 6.30 rano pojawiły się u mnie służby z postanowieniem prokuratora, zezwalającym na przeszukanie mojego domu i żądaniem wydania rzeczy w postaci laptopa i wszystkich nośników, na których mogłabym mieć zapisane to opracowanie. Laptopa służbowego z danymi objętymi tajemnicą służbową. Nie mając nic do ukrycia, laptopa wydałam, lecz to jeszcze nie wystarczyło. Zabrano jeszcze drukarkę z mojego gabinetu w pracy.

Drugi z zarzutów dotyczył przyjęcia korzyści majątkowej – aparatu telefonicznego od podsądnego, którego sprawę pani miała prowadzić…

To czysty absurd. Byłam członkiem trzyosobowego składu orzekającego rozpoznającego apelację od wyroku sądu pierwszej instancji. Nie byłam sprawozdawcą w tej sprawie. W ogóle nie kojarzyłam sprawy tego człowieka. Rzeczywiście, jak potem sprawdziłam, doszło do zmiany wyroku sądu pierwszej instancji, jednak ze względów proceduralnych, a nie na skutek argumentów podniesionych przez apelującego. Całe szczęście, że sporządzono w tej sprawie uzasadnienie wyroku na piśmie, bo w ogóle nie wiedziałabym, o co chodzi. A co do telefonu, to liczba wersji przedstawianych przez rzekomych świadków w tej sprawie, jak i absurdalność ich wywodów, nie pozwala mi na rzetelne odniesienie się do nich. Teraz dowiaduję się natomiast, że kilku głównych podejrzanych w tej tzw. sprawie krakowskiej było wypytywanych o haki na mnie i innych sędziów. Stosowano wobec nich areszt wydobywczy. Nie udało się.

Reklama
Reklama

Czym tak bardzo naraziła się pani ówczesnej władzy?

Podpisałam wszystkie możliwe pisma kierowane do Unii Europejskiej z prośbą o pomoc w obronie praworządności. Deklarowałam, że będę orzekać zgodnie z prawem europejskim, co bardzo przeszkadzało naszej ówczesnej prezes – aktualnej przewodniczącej Krajowej Rady Sądownictwa. Zabierałam głos w debacie publicznej, organizowaliśmy kafejki prawne w klubie „Pod Jaszczurami” w Krakowie, spotkania z obywatelami, generalnie z pokorą nie przyglądałam się demolowaniu państwa prawa w mojej Ojczyźnie i głośno o tym mówiłam. To wszystko nie podobało się władzy. Żeby jeszcze bardziej mi dokuczyć, cztery lata temu przeniesiono mnie z wydziału II instancji Sądu Okręgowego w Krakowie do pierwszej instancji. Ponieważ był to pion karny, więc nie mogłam się od tej decyzji odwołać do Krajowej Rady Sądownictwa ani nigdzie indziej, bo takie przepisy stworzył pan Ziobro. Tak że przez ponad 3 lata orzekałam w pierwszej instancji. Dopiero minister Adam Bodnar i nowy prezes sądu sprawili, że wróciłam do swojego wydziału sądu, w którym przed przeniesieniem orzekałam 22 lata.

Czytaj więcej

Rusza proces w sprawie afery korupcyjnej w sądzie. W tle miliony złotych

Jednak Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego w październiku 2020 r. uchyliła pani immunitet…

Decyzję o uchyleniu immunitetu wydał pan Adam Tomczyński i to tyle, co mam do powiedzenia w tej sprawie. Po odwołaniu decyzję uchylono. Nastąpiło to po całym dniu posiedzenia i licznych przerwach. Był późny wieczór, prawie noc, kiedy się o tym dowiedziałam. Tak właśnie to wówczas działało.

Strasburg to był ostatni etap pani walki o przywracanie sprawiedliwości?

Niczego więcej w swojej sprawie nie oczekuję. Jest wiele rzeczy, które chciałabym tamtym ludziom powiedzieć, ale jestem dobrze wychowana i po prostu nie wypada.

A przeprosin od ministra za treść komunikatu się pani doczekała?

Nie. Czekam na decyzję Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który decyduje o umorzeniu postępowania odwoławczego prawie przez rok. Mimo wygranych spraw cały czas te przeprosiny nie zostały opublikowane, bo wyrok w sprawie jest nieprawomocny. Minister ma więc związane ręce.

Przejdźmy jeszcze na chwilę do spraw bieżących. Jest pani zadowolona z tempa, w jakim toczą się te zmiany?

Widzę bezsilność władz, które próbują coś zrobić, ale z powodu braku współpracy z prezydentem mają związane ręce. Wszystko, co można było zrobić przy pomocy aktów prawnych niższego rzędu niż ustawa, zostało zrobione. Do KRS i do prezydenta mam żal, że nie tylko nie doprowadzają do powrotu standardów konstytucyjnych, ale pogłębiają chaos w wymiarze sprawiedliwości. 

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Projekt Karola Nawrockiego. Kary więzienia dla sędziów i wyrzucanie ich z zawodu

Naprawdę pani w to wierzy?

Jestem optymistką. Wierzę, że doczekam czasu, gdy standardy konstytucyjne nie będą łamane, a obywatel będzie czuł się bezpiecznie w demokratycznym państwie prawnym. Ja szczęśliwie żegnam się z wymiarem sprawiedliwości. 1 września odchodzę w stan spoczynku, choć jeszcze przez trzy lata mogłabym orzekać, nie prosząc o zgodę KRS. Doszłam do wniosku, że prawie 40 lat pracy dla wymiaru sprawiedliwości to wystarczający czas w życiu człowieka, by powiedzieć sobie stop i troszeczkę odetchnąć.

Nieruchomości
Sąsiad chce zwrotu pieniędzy za płot? Ważne są dwie kwestie
Prawo drogowe
Sąd: odstawienie prawej nogi to błąd eliminujący kierowcę
Praca, Emerytury i renty
1978,49 zł renty z ZUS od 1 marca. Te choroby uprawniają do świadczenia
Praca, Emerytury i renty
13. emerytura nie dla każdego. Ci seniorzy nie otrzymają świadczenia
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama