Drugi front wojny na Bliskim Wschodzie, ten w Libanie, jest faktem. Choć nie mamy do czynienia z izraelską operacją lądową. Wisi ona w powietrzu – to znaczy Izrael jest do niej gotowy, ale gotowość nie musi przejść w realizację.
Pierwsza rakieta Hezbollahu nad Tel Awiwem
Działania na drugim froncie nie są prowadzone wyłącznie z powietrza. Izrael dokonywał też precyzyjnych ataków na ludzi Hezbollahu – to nowość na tę skalę – dzięki ładunkom podłożonym w urządzeniach komunikacyjnych. Nie tylko na dowódców, ale i – to też nowość – tysiące niższych rangą bojowników.
Czytaj więcej
Ofiary śmiertelne w Libanie liczone są już w setkach, a to dopiero początek zmasowanych bombardowań. Iran nie wydaje się być gotów do pomocy swemu...
Hezbollah odpowiada tradycyjnie, odpalaniem rakiet, teraz jedna doleciała, to też nowość, prawie do Tel Awiwu. Zdaniem odpalających jej celem była siedziba izraelskich służb, Mosadu. Rakieta została przechwycona, nie wyrządziła szkód, ale pokazała możliwości zastraszania ze strony szyickich terrorystów z Libanu.
Już wiele razy wydawało się, że za chwilę negocjacje zakończą się sukcesem. Tak się nie stało, a winę za to ponosi nie tylko Hamas, ale i Netanjahu
To z powodu ostrzałów rakietowych północnego Izraela trzeba było stamtąd ewakuować dziesiątki tysięcy Izraelczyków. Ich bezpieczny powrót, czyli spowodowanie, że następne rakiety nie będą masowo odpalane z Libanu, to cel, który łączy premiera Beniamina Netanjahu z jego przeciwnikami politycznymi. Także tymi, którzy masowo protestują przeciwko polityce szefa rządu. Delikatnie mówiąc, nieskutecznej wobec głównego celu wojny prowadzonej na południowym-wschodzie, w Strefie Gazy.
Uderzenie na Hezbollah w Libanie jeszcze bardziej oddala w czasie uwolnienie izraelskich zakładników w Gazie – a to główny cel trwającej od roku wojny
Ten cel to powrót do domów zakładników uprowadzonych 7 października ubiegłego roku przez Hamas i inne palestyńskie organizacje terrorystyczne. Nie wróciła ponad setka, część nie żyje. O wymianie ich na więźniów palestyńskich w połączeniu z zawieszeniem broni w Stefie Gazy mówi się od początku roku. Już wiele razy wydawało się, że za chwilę negocjacje w tej sprawie zakończą się sukcesem. Tak się nie stało, a winę za to ponosi nie tylko Hamas, ale i Netanjahu, dla którego wojna jest szansą na polityczne przetrwanie.
Czytaj więcej
Przygotowania do izraelskiej inwazji na Liban idą pełną parą. Ministerstwo Obrony w Tel Awiwie oświadczyło właśnie, że na granicy działa już aktywn...
Uruchomienie frontu północnego, w Libanie, oznacza, że uwolnienie zakładników jeszcze oddala się w czasie, czyli zwalczanie Hezbollahu odbywa się kosztem ofiar Hamasu. To oddalanie może się stać nieznośną nieskończonością, bo Hezbollah jest silniejszy militarnie od Hamasu, a na dodatek jego rola w Libanie nie ogranicza się do posiadanych rakiet, to ważny gracz polityczny, organizacja regulująca życie libańskich szyitów. Liban to wielka Gaza, jeżeli do dzisiaj Izraelczykom nie udało się zlikwidować lidera Hamasu Jahji Sinwara, któremu zostało prawdopodobnie kilkanaście tysięcy bojowników, to jak chcą dobić mający prawdopodobnie 100 tysięcy ludzi z bronią Hezbollah?
Iran nie pali się do wielkiej wojny w regionie, obecny stan jest dla niego korzystny
Jeszcze nie padła nazwa Iran. To on wspiera i Hamas, i Hezbollah. To on został upokorzony przez Izraelczyków – zabiciem 31 lipca, na jego terenie, lidera Hamasu Ismaila Haniji. I to głównie od Irańczyków zależy, czy wojna się rozszerzy, wciągając przy okazji sojusznika Izraelczyków – Amerykę. Nie tylko Teheranowi wydaje się to celem Beniamina Netanjahu.
Czytaj więcej
Podkreślanie, że premier Izraela Beniamin Netanjahu jest najważniejszym w historii politykiem zagranicznym dla USA, to nie jest dobry pomysł. Zwłas...
Daje to nadzieję, że Irańczycy nie zaangażują się militarnie w obronę swoich podopiecznych w Gazie i Libanie, nie zechcą wystąpić w roli sprowokowanych przez izraelskiego premiera. I wybiorą mniej zagrażającą światu formę zemsty za upokorzenia.
Zwłaszcza że wojenne poczynania Izraela są dla nich politycznie korzystne. Oddalają budowę nowego Bliskiego Wschodu, w którym Izrael tworzyłby blok z sunnickimi państwami przeciwko szyickiemu Iranowi. Do tego potrzebna jest normalizacja stosunków Izraela z najważniejszą sunnicką monarchią Arabią Saudyjską, bliska realizacji rok temu. Teraz niemożliwa.
Służy im też to, jakie wnioski z działań Ameryki wobec trwającego konfliktu mogą wyciągnąć państwa regionu i całe globalne Południe. Z jej słabości dyplomatycznej i z bezwarunkowego wsparcia militarnego dla mającego coraz gorszy wizerunek Izraela, którego rządowi ton nadają nacjonaliści i rasiści.