Reklama
Rozwiń
Reklama

Nowa minister zdrowia: Niemówienie o pieniądzach w ochronie zdrowia było błędem

Nie możemy udawać, że wyzwania stojące przed sektorem ochrony zdrowia są takie same jak kilkanaście lat temu – mówi w pierwszym wywiadzie prasowym minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Publikacja: 14.10.2025 04:30

Nowa minister zdrowia: Niemówienie o pieniądzach w ochronie zdrowia było błędem

Foto: PAP/Adam Warżawa

Czy do Narodowego Funduszu Zdrowia trafi w tym roku dodatkowe 14 mld zł z budżetu państwa? Tyle wynosi luka w finansach NFZ.

Mam nadzieję, że środki będą wystarczające. Prowadzimy teraz rozmowy z Ministerstwem Finansów i widzę, że wykazuje ono zrozumienie. W prognozach widać już, że pieniądze to problem nie tylko tego roku, ale i przyszłego. Myślę, że wszyscy, którzy pracujemy od lat w sektorze ochrony zdrowia, spodziewaliśmy się, że system w którymś momencie nie będzie wydolny ze względu na to, że wpływy ze składki zdrowotnej nie zabezpieczają wszystkich potrzeb. Sądzę, że ta dotacja budżetowa, która jest jednak z roku na rok coraz większa, była w przewidywaniach resortu finansów i w tej chwili intensywnie pracujemy z ministrem Domańskim nad tym, żeby pieniędzy wystarczyło, bo niezakłócony proces leczenia pacjentów jest naszym absolutnym priorytetem.

Reklama
Reklama

Możliwe, że do NFZ trafi jednak mniej niż brakujące 14 mld zł?

Te 14 mld zł to są prognozy; są oparte na podstawie aktualnego poziomu wykonania świadczeń w szpitalach, natomiast dzisiaj nie wiemy na pewno, czy to będzie 14 mld zł, czy może trochę mniej. Ja akurat zakładam, że być może uda się tę kwotę zmniejszyć, natomiast już teraz uruchamiane są pierwsze środki w wysokości niemal 1 mld zł, dzięki czemu to, co było prognozowane jeszcze niedawno, czyli obniżanie w październiku wysokości kontraktów (zawartych przez NFZ ze szpitalami – red.), szczególnie na Mazowszu, nie będzie miało miejsca.

Czytaj więcej

Szpitale na Mazowszu zagrożone cięciem kontraktów. Kolejki do lekarzy mogą się wydłużyć

Skąd pochodzi ten 1 mld zł?

W tej chwili prowadzimy rozmowy z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów i z Ministerstwem Finansów. To są pieniądze, które mają być uruchomione głównie ze środków KPRM.

Czyli pacjenci nie powinni się martwić o to, że w tym roku świadczeń „nie wystarczy” dla wszystkich?

Na pewno musimy zapłacić za świadczenia nielimitowane, w związku z tym tutaj pacjenci nie muszą się martwić; na pewno musimy też zapłacić za to, co jest zakontraktowane w limitach i tu też nie ma obaw, ponieważ do tych płatności będziemy przygotowani w oddziałach NFZ. Zresztą, zgodnie z tym, co zapowiedział minister finansów, na to pieniądze będą.

Reklama
Reklama

Jeżeli mówi się o faktach – a to sobie wszyscy tutaj obiecaliśmy – to nie należy się denerwować, tylko jeśli jest jakiś problem do rozwiązania, to trzeba się z nim po prostu zmierzyć. Tak jak mówił premier – który włączył się w te rozmowy – system ma być zorientowany na pacjenta. Mnie też na tym zależy. Przed nami nie tylko zabezpieczenie środków na ten rok, ale również perspektywa tego, co w latach następnych. W związku z tym siądziemy do rozmów na temat ustawy podwyżkowej. Mamy już stanowiska niektórych samorządów – mówię tutaj o Związku Powiatów Polskich i o Związku Województw RP – i spływają do nas inne opinie. Usiądziemy ze wszystkimi interesariuszami i wierzę, że uda nam się wypracować kompromis.

Nawet jeśli dojdzie do zamrożenia minimalnych wynagrodzeń w ochronie zdrowia, to nadal wpływy ze składki zdrowotnej będą pokrywać nieco ponad 80 proc. kosztów NFZ, a pozostałe kilkanaście procent trzeba będzie dokładać z budżetu państwa. Jeśli nie podwyżka składki zdrowotnej, to jak finansować rosnące koszty ochrony zdrowia w Polsce?

To jest pytanie przede wszystkim do Ministerstwa Finansów i pewnie do koalicjantów, natomiast padła wyraźna deklaracja pana premiera, że podwyższenia składki zdrowotnej nie będzie. Myślę, że nastąpi poszukiwanie środków z budżetu państwa, ze źródeł innych niż składka zdrowotna.

Jakie rozwiązania rozważa pani, jeżeli chodzi o zmiany w tzw. ustawie podwyżkowej?

Na razie jesteśmy w procesie konsultacji, ale wyłania się z tego już jakiś obraz, czyli być może zamrożenie ustawy podwyżkowej. Jednym z wariantów jest przesunięcie okresu rozliczeniowego, jeżeli chodzi o podwyżki płac, o pół roku (z 1 lipca na 1 stycznia – red.). Strona społeczna bardzo by chciała, żeby został ustalony górny poziom zarobków personelu medycznego na kontraktach, więc rozmawiamy w tej chwili z Agencją Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji na temat wycenienia kwoty, która byłaby pułapem dla lekarzy czy w ogóle dla przedstawicieli zawodów medycznych pracujących na kontrakcie. Są również propozycje, żeby wskaźnik podwyżek minimalnego wynagrodzenia pracowników ochrony zdrowia uzależnić od poziomu inflacji. Odbieram też sygnały o problemach z kwalifikacją do określonych grup zawodowych, szczególnie w przypadku zawodu pielęgniarki, gdzie jest duży problem z uznawaniem kompetencji, które decydują o wysokości minimalnego wynagrodzenia. Mam nadzieję, że uzyskamy konsensus ze środowiskiem pielęgniarek i położnych; do tego jest potrzebna pani wiceminister Katarzyna Kęcka, która ma bardzo dużą wiedzę w tym zakresie, wywodzi się ze środowiska pielęgniarek i ma gotowe propozycje uporządkowania kompetencji pomiędzy zawodami medycznymi.

Czytaj więcej

Ochrona zdrowia: impas w sprawie ustawy podwyżkowej. „Konin to dopiero preludium”

W ochronie zdrowia wszystko sprowadza się teraz do pieniędzy. Nie czuje się pani zakładniczką ministra finansów?

Nie czuję się zakładniczką, dlatego że od wielu lat o pieniądzach w systemie ochrony zdrowia rozmawiam. Wiem, że jeszcze 15 lat temu – kiedy szpitale, którymi zajmowałam się na Pomorzu w ramach procesów restrukturyzacyjnych, były pozadłużane – rozmawianie o ekonomii w ochronie zdrowia było źle odbierane. Mówiło się, że zdrowie to jest wartość bezcenna, że tu o pieniądzu nie mówimy. To był taki trochę temat tabu: „szpital nie może upaść, nic nie może upaść”. Ja się z tym nie utożsamiałam. Zawsze mówiłam, że owszem – zdrowie to jest wartość bezcenna, natomiast musimy za coś kupować leki, sprzęt, utrzymywać całą organizację, wypłacać wynagrodzenia. A to jest pieniądz. Niemówienie o nim w ochronie zdrowia było błędem.

Być może dlatego, że kierownictwo Ministerstwa Zdrowia jest teraz apolityczne, to łatwiej jest nam prowadzić rozmowy. Nie realizujemy jakichś programów wyborczych, tylko mówimy o tym, że zdrowie jest bardzo ważną wartością dla Polaków

Jolanta Sobierańska-Grenda

Reklama
Reklama

Dzisiaj rozmawiamy o pieniądzach i wiemy, że bez nich nie da się tego systemu utrzymać. Dlatego nie czuję się zakładniczką; ja się czuję partnerem w rozmowach z Ministerstwem Finansów i cieszę się, że zdrowie staje się priorytetem. Być może dlatego, że kierownictwo Ministerstwa Zdrowia jest teraz apolityczne, to łatwiej jest nam prowadzić rozmowy. Nie realizujemy jakichś programów wyborczych, tylko mówimy o tym, że zdrowie jest bardzo ważną wartością dla Polaków. Do przeprowadzenia zmian w ustawie podwyżkowej potrzebne są nam dialog z otoczeniem pana prezydenta i zrozumienie po tej stronie. Absolutnie wierzę w to, że nawet trudne problemy, jeżeli się o nich mówi otwarcie i opierając się na faktach, w którymś momencie będą rozwiązywane. Takie mam doświadczenie z województwa pomorskiego.

Ile placówek chciałaby pani objąć procesem konsolidacji na podstawie możliwości, jakie stworzyła ustawa o reformie szpitali?

Prowadzimy wiele rozmów, natomiast na jaką skalę samorządy skorzystają z tego rozwiązania, tego nie wiem; pierwsze liczby będą nam znane być może za ok. trzy miesiące. Wolę działać, więc nie chcę dzisiaj mówić: „Hurra, teraz wszystko w Polsce będzie skonsolidowane”. Dzisiaj opracowujemy narzędzia, aktualizujemy dokumenty wdrożeniowe tak, aby planowane wsparcie było przemyślane i celowe. Wygospodarowaliśmy 1 mld zł z Funduszu Medycznego na inwestycje, zakup sprzętu, reorganizację oddziałów. To ma być zachęta. Rozmawiamy z samorządowcami na temat ich pomysłów i wiemy, że chęci są, natomiast chcemy, żeby mogli skorzystać z tych pieniędzy w sposób mądry; taki, który w perspektywie czasu przeniesie dobry efekt dla regionu, z uwzględnieniem jego demografii i potrzeb. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że mamy wielu właścicieli publicznych szpitali i że to nie jest takie proste, że my dzisiaj będziemy podejmowali za kogoś decyzje. Jesteśmy regulatorem, który może dawać narzędzia.

Jakie jeszcze narzędzia?

Rozmawiamy z Narodowym Funduszem Zdrowia, który jest przygotowany na wdrożenie różnego rodzaju narzędzi, z których będą mogli skorzystać dyrektorzy, szczególnie małych szpitali. To rozwiązania, które mają zdjąć z nich niektóre obowiązki, np. konieczność zatrudniania tak dużych obsad. Wiemy, że wiele procesów, dziejących się w szpitalach, jest uzależnionych od restrykcyjnych wymogów, np. tych, które określają, ilu lekarzy specjalistów musi być zatrudnionych na oddziale. Dlatego bardzo prosiłam wszystkich dyrektorów oddziałów wojewódzkich NFZ i zarząd centrali, żeby pomogli podmiotom leczniczym w budowaniu bezpiecznego i odpornego systemu ochrony zdrowia.

Musimy się przyjrzeć demografii. Nie możemy udawać, że wyzwania stojące przed sektorem ochrony zdrowia są takie same, jak kilkanaście lat temu, bo wiemy, że w 2035 r. Polaków w wieku 65+ będzie między 20 a 30 proc. Trzeba przygotować sektor na te wyzwania, a nie siedzieć i myśleć, że nagle wydarzy się coś takiego, co diametralnie zmieni tę sytuację. Jestem w stanie pomóc niektórym samorządowcom. Mogę podpowiadać, pokazywać gotowe rozwiązania, nie tylko z Pomorza. My – jako ludzie – generalnie nie lubimy zmian, ale ja sama co jakiś czas wychodzę ze strefy komfortu. Teraz chcę w sposób odpowiedzialny przeprowadzić szpitale przez zmiany. Kiedy patrzę na zadłużenie niektórych z nicg, to żal mi jest tego, że pieniądze idą na obsługę odsetek. Wolałabym, żeby były przeznaczane na leczenie pacjentów i na poprawę warunków w szpitalu.

Jak rozumie pani termin „prywatyzacja w ochronie zdrowia”?

Pomysł łączenia SPZOZ-ów (samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej – red.) ze spółkami prawa handlowego, który pojawił się podczas prac nad reformą szpitali, faktycznie wywołał u niektórych interesariuszy obawy, że dojdzie do prywatyzacji, choć właściwe słowo to tutaj „komercjalizacja”.

Reklama
Reklama

Foto: Rzeczpospolita

Jeżeli ktoś prześledzi moją historię zawodową, to żaden ze szpitali, które restrukturyzowałam lub przekształcałam w spółki prawa handlowego, nie został sprywatyzowany. We wszystkich stuprocentowym właścicielem jest samorząd województwa czy samorząd powiatowy. Sama „konsolidacja” to już w ogóle pojęcie, które jest dalekie od prywatyzacji, ponieważ mówimy o łączeniu szpitali publicznych. Dlatego ja bym tej prywatyzacji absolutnie nie wkładała do terminu „konsolidacja”. Gdyby przeprowadziła pani wśród pacjentów sondę z pytaniem o to, czy szpital działa w formie SPZOZ czy spółki prawa handlowego, to okazałoby się, że to nie do końca ich interesuje. Pacjent chce mieć usługę na NFZ, w miarę szybko, profesjonalnie i w dobrych warunkach, a reszta jest kwestią zainteresowania pracowników, czasami też polityków. Wydaje się, że dzisiaj na szczęście te terminy nam się trochę w Polsce zadomowiły i już wiemy, że ta spółka prawa handlowego to nie jest coś strasznego i to nie jest powiązane wprost z prywatyzacją.

Dla pani minister to nie jest coś strasznego, ale dla np. Lewicy może być już strasznym. Nie obawia się pani nacisków politycznych?

Ja z politykami pracuję właściwie całe swoje życie, bo pracuję w sektorze publicznym. Zawsze właścicielem szpitala czy szpitali, które restrukturyzowałam, był samorząd, który w mniejszym lub większym stopniu jest jednak polityczny. Wierzę, że jeżeli w zdrowiu postawi się na priorytety, czyli na leczenie ludzi, na bezpieczny szpital dla pacjenta, to z politykami można uzyskać kompromis. A szpital jest naprawdę ostatnim miejscem, do którego należałoby kierować jakąś akcję propagandową. Tam ludzie są w już dostatecznym stresie i należy zająć się leczeniem pacjenta, a nie uprawianiem polityki.

Nie możemy udawać, że wyzwania stojące przed sektorem ochrony zdrowia są takie same, jak kilkanaście lat temu, bo wiemy, że w 2035 r. Polaków w wieku 65+ będzie między 20 a 30 proc.

Jolanta Sobierańska-Grenda

Czy w rządzie jest opór przed wprowadzeniem zakazu nocnej sprzedaży alkoholu w całym kraju i na stacjach benzynowych?

Zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych oraz inne decyzje, podejmowane przez lokalne władze w zakresie polityki wobec alkoholu, należą do kompetencji samorządów. Ja im kibicuję jako była zarządzająca dwoma SOR-ami w Wejherowie i Gdyni. Wiem, co się tam działo nocą. Nie są to sytuacje komfortowe również dla pacjentów, którzy przychodzą po pomoc i muszą spędzać czas z osobami pod wpływem alkoholu. Wiem też do jakich dochodziło sytuacji, jeżeli chodzi o agresję wobec medyków i wobec pacjentów, którzy byli obok.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

PO jest przeciw antyalkoholowym pomysłom. Pomocną rękę może jednak wyciągnąć PiS

Dzisiaj w ponownych konsultacjach publicznych mamy ministerialny projekt ustawy, w którym proponujemy szereg rozwiązań z zakresu skutecznej polityki przeciwalkoholowej. On musi uzyskać konsensus po stronie rządowej. Natomiast ja takich oporów nie widzę. Toczy się merytoryczna rozmowa i jest wiele opcji, bo każdy ma spojrzenie z innej perspektywy. Według mnie, jeżeli nie potrafimy w sposób świadomy spożywać alkoholu, to wydaje się, że jednak pewne restrykcje muszą być wprowadzone, bo tych pacjentów naprawdę z roku na rok jest coraz więcej. Wszystkie podejmowane działania w ramach toczącego się procesu legislacyjnego mają na celu zapewnienie najwyższej jakości regulacji, przy czym nadrzędnym priorytetem pozostaje zdrowie Polek i Polaków.

Rozmówczyni

Jolanta Sobierańska-Grenda

Od 2017 roku pełniła funkcję prezesa samorządowej spółki Szpitale Pomorskie, w której przeprowadziła skuteczną restrukturyzację.
Karierę zawodową rozpoczęła w administracji samorządowej, w Starostwie Powiatowym w Malborku, gdzie pełniła funkcję kierowniczki Biura Rady Powiatu, a w latach 2007-2011 sekretarza powiatu malborskiego.
Jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. Ukończyła studia MBA dla Kadry Medycznej oraz Advanced Management Program w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Posiada tytuł doktora w dziedzinie ekonomii i finansów.

Czy do Narodowego Funduszu Zdrowia trafi w tym roku dodatkowe 14 mld zł z budżetu państwa? Tyle wynosi luka w finansach NFZ.

Mam nadzieję, że środki będą wystarczające. Prowadzimy teraz rozmowy z Ministerstwem Finansów i widzę, że wykazuje ono zrozumienie. W prognozach widać już, że pieniądze to problem nie tylko tego roku, ale i przyszłego. Myślę, że wszyscy, którzy pracujemy od lat w sektorze ochrony zdrowia, spodziewaliśmy się, że system w którymś momencie nie będzie wydolny ze względu na to, że wpływy ze składki zdrowotnej nie zabezpieczają wszystkich potrzeb. Sądzę, że ta dotacja budżetowa, która jest jednak z roku na rok coraz większa, była w przewidywaniach resortu finansów i w tej chwili intensywnie pracujemy z ministrem Domańskim nad tym, żeby pieniędzy wystarczyło, bo niezakłócony proces leczenia pacjentów jest naszym absolutnym priorytetem.

Pozostało jeszcze 94% artykułu
/
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Reklama
Ochrona zdrowia
Prof. Piotr Czauderna, doradca prezydenta: Potrzebujemy sieci bezpieczeństwa medycznego
Materiał Promocyjny
Startupy poszukiwane — dołącz do Platform startowych w Polsce Wschodniej i zyskaj nowe możliwości!
Ochrona zdrowia
Awantura o zdrowie. Sojusz taktyczny lekarzy z PiS?
Ochrona zdrowia
Szpitale przygotowują się do dużej reformy. Na czym ma polegać?
Ochrona zdrowia
Wiceminister zdrowia: Nie jestem zwolenniczką limitu zarobków lekarzy
Ochrona zdrowia
Wiedza, inspiracja i wzór
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama