Od „Matki Joanny od Aniołów” Jarosława Iwaszkiewicza do premierowego spektaklu Teatru TV Weroniki Szczawińskiej wiedzie kręta droga reinterpretacji złożonej z pomysłów, często jarmarcznych.
Spektakl jest debiutem w Teatrze TV tej reżyserki, która już wielokrotnie deklarowała, że interesuje ją rewizja klasyki, a także kobieta w centrum zdarzeń i świata. Dostała od szefów Teatru TV wolną rękę przy wyborze utworu. Pierwotnym była „Rebeka”, powieść Daphne du Maurier, brytyjskiej pisarki z 1938 r., ale był problem z prawami autorskimi. Opowiadanie Iwaszkiewicza zawiera w sobie, zdaniem Szczawińskiej, podobny potencjał.
Beata Bandurska (Matka Joanna) i Piotr Wawer Jr (Suryn) w "Matce Joannie od Aniołów"
Kariera „Matki Joanny od Aniołów”
By trzymać się faktów: w 1942 r. Jarosław Iwaszkiewicz napisał opowiadanie „Matka Joanna od Aniołów”. Opowieść osnuta została wokół głośnej historii opętania zakonnic we francuskim Loudun w XVII wieku. U Iwaszkiewicza akcja toczy się w małym polskim Ludyniu, gdzie w klasztorze mieszkają opętane przez złe duchy siostry urszulanki z przeoryszą Joanną, na czele.
Bardzo interesuje mnie świecka duchowość oderwana od systemów religijnych
Przyjeżdża tam jezuita Suryn, by je egzorcyzmować. Bez skutku. A i samo opętanie matki Joanny nie jest takie pewne. Iwaszkiewicz zadbał, by stworzony przez niego świat pełen był pytań o poczucie winy, grzech, brak wiary, zło, dobro. Opowiadanie zainspirowało wielu twórców, wśród nich i Jerzego Kawalerowicza, który w 1960 r. nakręcił film, adaptując wcześniej z Tadeuszem Konwickim tekst Iwaszkiewicza. Kreacje Lucyny Winnickiej jako matki Joanny i Mieczysława Voita – Suryna – zapisały się w historii polskiego filmu. W Teatrze Telewizji „Matka Joanna od Aniołów” była realizowana dotąd przez Adama Hanuszkiewicza (1965) i Marka Fiedora (2006).
Szukając świeckiej duchowości
Planem Teatru TV wyreżyserowanego przez Szczawińską był zdesakralizowany kościół ewangelicki w Pisarzowicach. Jego podniszczona struktura, faktura ceglanych murów porastanych wdzierającą się do wnętrza naturą, i okna, przez które wpadające światło budowało nastrój i dawało wymiar duchowości – to zalety tego przedsięwzięcia. Dalej jest chaos form i konwencji, które w zamyśle autorów koncepcji (obok Szczawińskiej jest nim Piotr Wawer Jr, także autor adaptacji) złożyć się miały we współczesne odczytanie klasycznego tekstu.
Czytaj więcej
O ponadczasowości talentu Moliera zaświadcza błyskotliwie uwspółcześniony „Tartuffe” zrealizowany dla Teatru Telewizji. Wciąż ma siłę.
Klamrą jest pomysł, by aktorzy wchodzili w filmowaną przestrzeń kreacji i z niej wychodzili, czyli by widz widział ich przed rejestracją, w jej trakcie i po zakończeniu. Na planie przez cały czas przebywają wszyscy aktorzy. Męskie postaci parobków: Kaziuka i Juraja powierzono aktorkom (Weronika Kozłowska i Zuzanna Filipkowska), ale trudno zorientować się, dlaczego. Elementem inscenizacji są też zakonnice – tancerki. Realizatorzy zadbali, by reprezentowały różne style i były w różnym wieku. Jest i lalka Krysia, zamiast dziecka, którego obecność na planie stwarzałaby niewątpliwie dodatkowe trudności. Z tym, że to pomysł bez dalszego uzasadnienia.
Weronika Kozłowska z lalką Krysią w "Matce Joannie od Aniołów"
To adaptacja, która dzieje się w kościele, który nie jest kościołem, nie ma klasztoru, Boga, krzyża, ani kapłańskich szat. Kim jest szatan i jaka jest jego rola w tej historii – pozostaje pytaniem bez odpowiedzi. „Bardzo interesuje mnie świecka duchowość oderwana od systemów religijnych” – po przedpremierowym spektaklu deklarowała Weronika Szczawińska.
Na facebookowej stronie Teatru TV widzowie też przeczytać mogą: „Film Kawalerowicza – kobieta widziana oczami mężczyzny. W obecnej inscenizacji Matka Joanna (Beata Bandurska) to kobieta dojrzała, świadoma siebie i swoich wyborów. Nie prosi o pozwolenie – mówi własnym głosem”. „Kiedyś: kobieta w centrum męskiego spojrzenia. Dziś: kobieta patrząca na siebie. Kiedyś: ascetyczny dramat filmowy. Dziś: teatr, performans, choreografia, kamera jako część opowieści. Ciało staje się narzędziem wyrazu i zyskuje podmiotowość”.
Czytaj więcej
Trzy październikowe premiery poniedziałkowego Teatru TV pokazały po raz kolejny, że najciekawsze spektakle powstają specjalnie dla tego medium. Tak...
Powstała kolejna adaptacja, nośnego, jak widać, utworu Jarosława Iwaszkiewicza. Od ponad 80 lat twórcy znajdują powody, by do niego powracać. Widzowie do ich interpretacji – niekoniecznie. Czas skutecznie odsiewa ziarno od plew.
Tilda Swinton za każdą cenę
W atmosferze triumfu obwieszczona została rejestracja „Embodying Pasolini” podczas odbywającego się w czerwcu tego roku Malta Festiwal w Poznaniu. Pozory mylą.
W „Ucieleśnieniu Pasoliniego”, bo tak wypada tłumaczyć tytuł widowiska, w roli głównej pojawia się Tilda Swinton, brytyjska aktorka owiana legendą i to nie z powodu swojego szlacheckiego pochodzenia sięgającego ponoć 36. pokoleń wstecz, ale dającej świetne efekty współpracy z takimi reżyserami jak Jim Jarmusch, Wes Anderson czy Derek Jarman. Ten ostatni był jednakowoż najważniejszy, bo w jego olśniewającym „Caravaggiu” Swinton zagrała swoją pierwszą rolę filmową w 1986 r., zapoczątkowując serię kolejnych u tego niezwykłego, nieżyjącego już twórcy.
W olśniewającym „Caravaggiu” Dereka Jarmana Swinton zagrała swoją pierwszą rolę filmową w 1986 roku, zapoczątkowując serię kolejnych u tego niezwykłego, nieżyjącego już twórcy.
Do Poznania przyjechała z Olivierem Saillardem, francuskim historykiem mody, z którym od 13 lat realizuje autorskie projekty. Pierwszym był „The Impossible Wardrobe" (2012), kiedy Saillard był dyrektorem paryskiego Palais Galliera czyli znanego muzeum mody w Paryżu.
Tilda Swinton i Olivier Saillard
„Embodying Pasolini” jest ich czwartą wspólną pracą, z premierą w 2021 r.. Pokazywane jest zgodnie z zasadą – raz w roku. Dotąd mogli je obejrzeć widzowie w Rzymie, Paryżu, Atenach i Tajpej. W tym roku był Poznań.
Kostiumy Pasoliniego w roli głównej
Streścić owo dzieło można w kilku zdaniach: w minimalistycznej przestrzeni przypominającej długi wybieg dla modelek, z okazałych pudeł wyjmowane są na światło dzienne, otulone białymi bibułami kostiumy z filmów Piera Paola Pasoliniego, włoskiego reżysera, intelektualisty, ale i skandalisty, zamordowanego w niewyjaśnionych okolicznościach pół wieku temu. Projektował je Danilo Donati, scenograf i kostiumograf współtworzący z Pasolinim siłę jego obrazów. Do każdego obrazu wybierali razem dominującą tkaninę i jej kolor.
Odziana w białą szatę i takież rękawiczki Tilda Swinton staje się mistrzynią ceremonii (pomaga jej Olivier Saillard). Prezentuje, przymierza, pokazuje 29 kostiumów: sukien, płaszczy i kapeluszy. Ożywają. Scenografię dopełniają korpusy manekinów, lustro.
Tilda Swinton w „Embodying Pasolini” w Teatrze TV
Aktorka w ciszy, z namysłem dotyka kolejnych kostiumów, delikatnie, jak to należne muzealnym eksponatom. Tak widzowie mogli zobaczyć wybrane kreacje z takich filmów Pasoliniego jak „Ewangelia wg św. Mateusza”, „Król Edyp”, „Kwiat tysiąca i jednej nocy”, „Dekameron”” oraz „Salò, czyli 120 dni Sodomy”.
Zarejestrowany przez telewizyjną ekipę pokaz Tildy Swinton trwał 99 minut – bardzo długo, jak na rzecz pozbawioną narracji i dramaturgii. Pokazywana była z bliska, z daleka, z góry, w najrozmaitszych zbliżeniach. Jak mówiono w czasie promującego widowisko spotkania zorganizowanego przez TVP – pracowało 14 kamer o różnych możliwościach technicznych, by nie uronić ani jednego gestu Swinton.
Tilda Swinton w „Embodying Pasolini” w Teatrze TV
„Po emisji spektakl nie będzie dostępny na VOD” – uprzedzano też wielokrotnie na facebookowej stronie Teatru TV. Czyli zainwestowano niemało w coś, czego TVP nie może nawet włożyć do archiwum, a tylko chwalić się, że było przez ulotną chwilę. Szkoda też, że nie zadbano, by widzów na to specyficzne widowisko przygotować, serwując im przed emisją – jeśli nie jeden z filmów Pasoliniego, to chociaż opowiadający o nim solidny dokument. Ów twórca nie kręcił filmów dla szerokiej publiczności i nie są one w powszechnym obiegu.
Czytaj więcej
Jan Klata użył drona w „Termopilach polskich” wg Tadeusza Micińskiego, ale jego nowy spektakl rywalizacji z „Heweliuszem” raczej nie wygra. Jest za...
Śladem po obecności Swinton na Malta Festival pozostają jedynie trailery i rozmowa w „Postscriptum”, nagrana bezpośrednio na planie po rejestracji spektaklu w Poznaniu. Na pytanie Grażyny Torbickiej, czy którąś z postaci z filmów Pasoliniego chciałaby zagrać, odpowiedziała: „to wykracza poza granice mojej wyobraźni”.
Wyznała też, że szczególnie bliski jest jej zielony płaszcz i czapka Pasoliniego z „Opowieści Kanterberyjskich” Geoffreya Chaucera. Kostiumy do tego filmu ważą 20-30 kg.
To o wiele więcej niż ulotny pokaz „Embodying Pasolini”.