W Nowym właściwie nic nowego – można powiedzieć, rozpoczynając oglądanie najnowszego spektaklu Krzysztofa Warlikowskiego. Prostokątna scenografia Małgorzaty Szczęśniak znów gotowa na Awinion, a na pewno Salzburg. Ci sami aktorzy co zawsze: Magdalena Cielecka, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Maja Ostaszewska, Magdalena Popławska, Andrzej Chyra, Bartosz Gelner.
Tyle że w przestrzeni zaprojektowanej przez Szczęśniak nie ma tym razem sanitariatów (nikt tu niczego z siebie nie zmyje?), a jest szkolna sala. Teoretycznie do połowy pomalowana na czerwono, ale to przecież umarła klasa z ławkami, gdzie krew podchodzi aż pod tablicę, zaś w metalowym boksie po prawej wypalona do czerni ściana wywołać może tylko płacz zdjęciami tych, którzy zostali zamordowani.
Jaka jest „Europa” w Nowym Teatrze w inscenizacji Krzysztofa Warlikowskiego?
Z minuty na minutę coraz mocniej dochodzi do nas to, co Warlikowski pokazywał i mówił w swoim teatrze o okrucieństwie świata od lat – o tym, że jest bardziej z antyku i antycznej tragedii niż z dającego nadzieję i poczucie sensu istnienia chrześcijaństwa czy oświeceniowego racjonalizmu. Jednak do nas to nie docierało. Woleliśmy mieć nadzieję po zwycięstwie Solidarności (ale jakiej?), upadku komunizmu, w czasie transformacji, oczekując na wejście do luksusowej, a jednocześnie socjalnej Unii Europejskiej, i będąc już w niej, oraz zyskując członkostwo i ochronę NATO. To wszystko się dokonało, więc dlaczego jesteśmy tak bardzo przerażeni sobą, Polską, światem?
To prawda: od 1989 r. mordowano się na Bałkanach, w Afganistanie, Iraku, Iranie. Runęło World Trade Center. Jednak trzeba było dopiero drugiej agresji Rosji na Ukrainę, rzezi w Buczy i w Gazie, byśmy zdjęli różowe okulary i zaczęli na poważnie zastanawiać się, kim naprawdę jesteśmy, jaki jest człowiek, jaka ludzkość?
Magdalena Cielecka jako Assia i Andrzej Chyra (Europa)