Reklama

Wielka Brytania czuje na plecach oddech polskiej gospodarki

Deklaracje premiera Tuska i ministra Domańskiego o dogonieniu Wielkiej Brytanii na początku kolejnej dekady nie są bezpodstawne. Taki scenariusz rysuje dla nas Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Publikacja: 25.02.2026 04:02

Wielka Brytania czuje na plecach oddech polskiej gospodarki

Londyn

Foto: Adobe Stock

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie ambitne cele gospodarcze stawia sobie Polska na najbliższą dekadę?
  • Jakie czynniki mogą wpłynąć na przyszły wzrost gospodarczy Polski?
  • Co różni gospodarki Polski i Wielkiej Brytanii, mimo zbliżenia ich wskaźników ekonomicznych?
  • Jak Polska zbliża się do Wielkiej Brytanii pod względem zadowolenia z życia obywateli?

– Chcę zagwarantować: następne miesiące i lata to też będzie czas stabilnego, ambitnego rozwoju. Andrzej Domański obiecał, że za pięć lat dogonimy Wielką Brytanię. Dogoniliśmy Japonię, doganiamy Nową Zelandię, Izrael, Hiszpanię. Nie widzę powodu, żeby nie sięgać po jeszcze wyższe cele – mówił w zeszłym tygodniu podczas konferencji „Rok przyspieszenia” premier Donald Tusk.
– Przyjmuję wyzwanie: pięć-sześć lat na dogonienie Wielkiej Brytanii PKB per capita, skorygowanym o poziom cen – odpowiadał minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.

Te śmiałe zapowiedzi nie wzięły się znikąd. Taką ścieżkę kreśli bowiem dla Polski Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Zgodnie z jego wyliczeniami, w 2025 r. polski PKB na osobę, według parytetu siły nabywczej (tzw. PPP), liczony w tzw. dolarach międzynarodowych (w cenach stałych), wyniósł około 47,5 tys. Tym samym rzeczywiście prześcignęliśmy w tej mierze Japonię (47 tys.). Gwoli wyjaśnienia: porównania według PPP pozwalają wyrównać różnice cenowe między gospodarkami.

Czytaj więcej

Konsumpcja napędza gospodarkę. Styczeń pokazuje siłę portfeli Polaków

Szacunki MFW wskazują też, że w 2026 r. pod względem tej miary powinniśmy przegonić Izrael, Hiszpanię i Nową Zelandię i w kolejnych latach (do 2030 r.) ustabilizować swoją pozycję względem nich. W horyzoncie prognoz Funduszu (2030 r.) wciąż widzimy plecy Wielkiej Brytanii, ale gdyby ekstrapolować trendy na kolejne lata, to około 2032 r. powinniśmy Brytyjczyków wyprzedzić, podobnie jak Włochy i Słowenię. W 2025 r. pod względem PKB per capita według PPP byliśmy na poziomie około 87 proc. wyniku Wielkiej Brytanii. Jeszcze w 2017 r. ten wskaźnik wynosił 65 proc. PKB. Oczywiście, to nie tylko skutek siły Polski – która wyprzedzała w ostatniej dekadzie kolejne kraje (z europejskich m.in. Estonię i Portugalię) – ale też słabości Brytyjczyków. Dość zauważyć, że pod względem analizowanego miernika Wielka Brytania spadła poniżej średniej dla całej UE.

Reklama
Reklama

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Utrzymać tempo wzrostu

Prognozy instytucji międzynarodowych są dla polskiej gospodarki raczej pozytywne: nasz potencjał wzrostowy będzie hamował, acz wciąż pozwoli gonić Zachód. Szacunki MFW wskazują, że w latach 2027-2031 będziemy realnie rosnąć w tempie 2,5-2,7 proc. Prognozy Komisji Europejskiej sięgają jeszcze dalej i zakładają, że w latach 2028-2036 mamy rosnąć w tempie 2,1-2,6 proc. rocznie.

– Oczywiście: im dalej w przyszłość, tym więcej niepewności. Zawsze wzrost gospodarczy może spowolnić – mówi Karol Pogorzelski, ekonomista banku Pekao. – Czynniki ryzyka są znane: wyczerpujące się fundusze unijne, demografia, sztuczna inteligencja jako zagrożenie dla polskiego sektora usług biznesowych. Dodatkowo, im większa jest gospodarka, tym po prostu trudniej jej szybko rosnąć. Inna sprawa, że są to powolne, stopniowe procesy, które nie grożą gwałtownym spowolnieniem tempa wzrostu gospodarczego – wyjaśnia.

Na przeciwwadze stawia jednak dotychczasową historię polskiego sukcesu gospodarczego. Jak zauważa, w 2015 r. też mówiliśmy m.in. o słabej demografii – acz wówczas wsparciem okazała się fala migracji z Ukrainy. – Też można było prognozować, że 5-procentowe wzrosty PKB się nie powtórzą. Tymczasem rzeczywistość okazała się bardziej optymistyczna od tego, czego można się było spodziewać. To powinno nam dać dozę optymizmu na przyszłość – wskazuje Pogorzelski.

Polskiej gospodarce wciąż sprzyja wiele czynników, m.in. jej duża dywersyfikacja. W obliczu wyzwań demograficznych ekonomiści liczą też na kluczowy wpływ poprawy produktywności. Na swój sposób możemy tu korzystać z „renty zapóźnienia” związanej z nadal niskim poziomem robotyzacji, automatyzacji czy wdrożenia rozwiązań sztucznej inteligencji.

Reklama
Reklama

– Mobilizacja do wprowadzania rozwiązań podnoszących produktywność będzie silna – oczekuje Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska. Zwraca uwagę jeszcze na dwa czynniki. Po pierwsze, swego rodzaju większą „zwinność” polskich firm. – Adaptują się do szoków szybciej niż przedsiębiorstwa z wielu krajów UE – ocenia. Po drugie, rosnącą stopę oszczędności gospodarstw domowych. Zgodnie z danymi Eurostatu, w trzecim kwartale 2025 r. przekroczyła ona 10 proc. To najwięcej od dwóch dekad, z pominięciem jednorazowych wyskoków w danych (np. w pandemii, gdy oszczędności były wymuszane przez lockdowny). – Wyższa stopa oszczędności krajowych ułatwia doganianie, bo zwiększa pulę środków, które mogą zostać wykorzystane do sfinansowania inwestycji – zauważa Borowski.

W ocenie życia już tuż-tuż za Brytyjczykami

W bazowych scenariuszach prognoz, pogoń Polski za Zachodem w najbliższych kilku latach jest niezagrożona. Należy natomiast mieć przy tym na uwadze, że PKB per capita w PPP, jakkolwiek jest użyteczną miarą, ma swoje ograniczenia. Jest on pewnym przybliżeniem tego, na ile przeciętnego Polaka stać w Polsce, Japończyka w Japonii, Brytyjczyka w Wielkiej Brytanii. Gdy jednak przeciętny Japończyk przyjedzie do Polski, będzie mógł sobie pozwolić na dużo więcej niż Polak w Japonii.

– Jesteśmy tanim krajem względnego dobrobytu. Bardzo istotny jest bowiem niższy poziom cen w Polsce – mówi dr Michał Możdżeń z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. – Miary w ujęciu bieżącej wartości danej waluty, np. euro czy dolara, są dla naszego kraju zwykle o około 30 proc. niższe od tych w parytecie siły nabywczej. To, że ludzie w Polsce nie do końca widzą dobrobyt, jest do pewnego stopnia efektem tego, że my po prostu jesteśmy wciąż tani dla międzynarodowego kapitału. Dla nas jest z kolei stosunkowo drogo za granicą. W relacji do tych cen mamy też wciąż niskie płace – zauważa naukowiec.

Naszą konwergencję widać też np. w AIC, czyli wskaźniku rzeczywistej konsumpcji prywatnej. To wartość wszystkich towarów i usług, z których korzystamy. Zgodnie z danymi Eurostatu, po uwzględnieniu parytetu siły nabywczej, w 2024 r. byliśmy tu na poziomie około 77 proc. Wielkiej Brytanii, podczas gdy dekadę wcześniej ten wskaźnik był o 12 pkt proc. niższy.

Znacznie bliżej, właściwie już o krok od Wielkiej Brytanii, jesteśmy pod względem naszego zadowolenia z życia. Tak przynajmniej wynika z corocznych badań Instytutu Gallupa. Pod względem średniej z ostatnich trzech badań, Polska miała tu wynik około 6,67 pkt (na 10), Wielka Brytania zaś 6,73 pkt Jeszcze kilka lat temu różnica sięgała jednego punktu. Wynik dawał Polsce 26. wynik na świecie. Dekadę temu byliśmy w okolicach 60. miejsca.

Gospodarka
Miliardy euro popłynęły do Polski. Pierwszeństwo dla energetyki i obronności
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Gospodarka
Tajwan rośnie w siłę dzięki półprzewodnikom. Czy USA odbiorą mu przewagę?
Gospodarka
Viktor Orbán wetuje wszystko. Budapeszt widzi zmowę Kijowa z UE i węgierską opozycją
Gospodarka
Nowe amerykańskie cła jednak wyższe
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama