W debacie „Bezpieczeństwo gospodarcze przestało być hasłem, stało się strategią”, którą podczas poniedziałkowego Forum Gospodarczego poprowadził Marcin Piasecki, redaktor zarządzający „Rzeczpospolitej”, udział wzięli eksperci budownictwa, bankowości, przemysłu rolno-spożywczego, farmacji, energetyki, eksportu i instytucji finansowych. Wspólnie postawili diagnozę, że bezpieczeństwo gospodarcze nie jest dziś jednym resortowym zadaniem, ale systemem naczyń połączonych, który obejmuje energię, żywność, leki, infrastrukturę, kapitał, eksport, technologię, rynek pracy i stabilność regulacyjną.
W praktyce oznacza to, że o odporności państwa decydują nie tylko armia i granice, ale także to, czy firmy mają dostęp do przewidywalnych regulacji, czy przemysł ma tanią energię, czy rolnik może sprzedać surowiec, czy szpital ma leki, czy eksporter ma narzędzia pozwalające bezpiecznie wychodzić na nowe rynki, a prywatny kapitał chce inwestować w kraju.
Bez podziału ryzyka inwestycje będą zagrożone
Dla branży budowlanej bezpieczeństwo gospodarcze oznacza przede wszystkim zarządzanie ryzykiem – przekonywał Andrzej Sterczyński, prezes Unibep S.A. – Bezpieczeństwo gospodarcze w każdej branży przejawia się tym samym: szukaniem sposobu mitygacji wszelkich ryzyk po to, żeby zwiększać wartość organizacji dla swoich akcjonariuszy – mówił. Jak podkreślał, budownictwo jest szczególnie wrażliwe na takie ryzyka, bo działa na niskich marżach. Rentowność dużych firm często mieści się w pojedynczych procentach, więc gwałtowny wzrost kosztów materiałów, energii czy pracy natychmiast odbija się na wynikach.
Największym problemem są kontrakty ryczałtowe, które nie pozwalają automatycznie przenosić rosnących kosztów na stronę przychodową. – Nasze kontrakty mają charakter stały. To są kontrakty ryczałtowe, czyli nie mamy możliwości automatycznie zwiększać przychodów w stosunku do tego, co dzieje się po stronie kosztowej. Jak inflacja rośnie, od razu widać to u nas na wynikach – wyjaśniał prezes Sterczyński. Dlatego branża zabiega o klauzule waloryzacyjne. Prezes Unibepu zaznaczał, że pozytywnym sygnałem są rozwiązania w kontraktach publicznych, w tym zapowiadana waloryzacja na poziomie 20 procent. Jednocześnie apelował, by mechanizmy te były stosowane równomiernie w różnych typach inwestycji: drogowych, kolejowych czy wojskowych.
Drugim wyzwaniem jest dostępność pracowników. Jak mówił prezes Sterczyński, na placach budów w Polsce pracuje ok. 1,2 mln osób, z czego tylko około 20 procent to obcokrajowcy. Tymczasem stoją przed nami ogromne projekty infrastrukturalne i energetyczne, które będą wymagały kolejnych tysięcy pracowników. – Jeżeli mamy sprostać wyzwaniom budowy potencjału gospodarczego państwa, musi zostać zaadresowany temat pracowników – podkreślał. Ostrzegał też, że koszty zaniechania poniesie cała gospodarka. W budownictwie lawinowo rośnie liczba restrukturyzacji finansowych. – Za zeszły rok było 1150 takich postępowań. To pokazuje, z jakimi problemami boryka się nasza branża. A za to zapłacą wszyscy: banki, podatnicy, cała gospodarka – wymienił szef Unibep S.A.
Potrzebna jest tania i rozproszona energia
Michał Popiołek, dyrektor zarządzający ds. bankowości globalnej i inwestycyjnej w mBanku, przypomniał, że silny system finansowy jest naturalnym krwiobiegiem gospodarki, jednak dziś jednym z najważniejszych warunków bezpieczeństwa jest energetyka. – To, że banki są krwiobiegiem gospodarki, jest oczywiste. Natomiast to, co chciałbym podkreślić, to bezpieczeństwo energetyczne – mówił. W jego ocenie nie chodzi wyłącznie o cenę energii, lecz także o jej dostępność i strukturę systemu. Przypomniał, że doświadczenie Ukrainy pokazało, jak ryzykowne może być oparcie się na dużych, centralnych źródłach wytwarzania. – Chodzi o dostęp do energii w miarę stabilnej, taniej i bezpiecznej. To znaczy takiej, która nie jest umiejscowiona w jednym miejscu jako centralna elektrownia, którą – co pokazują doświadczenia Ukrainy – łatwo zaatakować, tylko o energetykę rozproszoną – wskazywał.
Dyrektor Popiołek mówił również o energetyce jądrowej. Zaznaczał, że jest ona Polsce potrzebna, ale nie odpowiada na najpilniejsze potrzeby gospodarki. – Ona jest nam potrzebna, ale dzisiaj, a nie za 17 lat. Za 17 lat będziemy już pewnie zupełnie gdzie indziej – stwierdził.
Kolejnym ważnym wątkiem, którego dotknął ekspert z mBanku, był patriotyzm gospodarczy. Dyrektor Michał Popiołek zwracał uwagę, że największe gospodarki europejskie mocno wspierają własny biznes, i to obok państwowego również prywatny. – To jest coś istotnego, co obserwujemy wśród innych krajów, również w Unii Europejskiej. W największych gospodarkach, takich jak Niemcy, Francja czy Włochy, bardzo silnie wspiera się własny biznes. Nie tylko państwowy czy quasi-państwowy, ale także prywatny – mówił. I dodawał: – Biznes prywatny jest często największą wartością, jeśli chodzi o tworzenie innowacji.
W jego ocenie Polska powinna mocniej wykorzystywać krajowy rynek kapitałowy. Jako duża gospodarka z własną walutą ma potencjał, by zatrzymywać kapitał i kierować go na inwestycje. – Pieniądze są. Przypływają, odpływają; to kwestia regulacji i bezpieczeństwa regulacyjnego. Powinniśmy rynek kapitałowy podkręcić, żeby te pieniądze zostały w Polsce i służyły inwestycjom – podkreślał dyrektor mBanku.
Bez żywności nie ma odporności państwa
Temat bezpieczeństwa żywnościowego podjął Adam Grabowski, członek zarządu Grupy Polmlek. – Bezpieczeństwo żywnościowe to bezpieczeństwo gospodarcze, to bezpieczeństwo państwa – tłumaczył. Przywołał przykład Ukrainy, która zdołała przetrwać pierwsze wojenne zimy mimo przerw w dostawach energii, ale bez żywności byłoby to znacznie trudniejsze. Wskazywał, że polska branża rolno-spożywcza jest jedną z najważniejszych gałęzi eksportowych i podstawą funkcjonowania wielu innych sektorów.
– Branża rolno-spożywcza jest podstawą naszej gospodarki, wspiera i potrzebuje wszystkich innych elementów gospodarczych – mówił Grabowski. Jednocześnie zwracał uwagę, że ten sektor jest uzależniony od energii i sprawnych łańcuchów dostaw. W mleczarstwie ten problem jest szczególnie wyraźny. – Energia jest naszym wielkim problemem, ponieważ bez prądu będzie brak odbioru płodów rolnych. W naszym przypadku to jest jeszcze większy problem, bo chodzi o codzienne odbiory mleka – mówił Grabowski. Podkreślał, że jeśli gospodarstwa mleczne zostaną zmuszone do zwijania działalności, bardzo trudno będzie je później odbudować. Dlatego tak ważna jest ciągłość całego łańcucha: od rolnika i dostaw pasz, przez odbiór mleka, po magazynowanie produktów szybko się psujących. – To są wszystko naczynia połączone. Dla nas istotny jest łańcuch dostaw: od rolnika zaczynając, przez dostawy pasz, nasze odbiory, a następnie magazynowanie produktów, które szybko się psują – powtórzył. Zwracał też uwagę, że o branży rolno-spożywczej często mówi się dopiero wtedy, gdy pojawia się problem: niedobór, nadmiar, zakłócenie dostaw czy wpadka jakościowa. – To jest branża, którą trzeba wspierać i rozwijać, bo to jest nasze dobro. Jesteśmy w tym bardzo dobrzy, mamy dobrą reputację i dobrą jakość – wymieniał Adam Grabowski z Polmleku.
Leki też są elementem suwerenności
Bezpieczeństwo farmaceutyczne zbyt rzadko jest traktowane jako część bezpieczeństwa gospodarczego. Na to zwróciła uwagę Barbara Misiewicz-Jagielak, dyrektor ds. relacji zewnętrznych w Polpharmie i wiceprezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego – Krajowi Producenci Leków. Podzieliła się sceną z kuluarowej rozmowy, gdy zapytano ją, czy na Forum Gospodarczym jest panel farmaceutyczny, a kiedy odpowiedziała, że nie, usłyszała pytanie: „To co ty tu robisz?”.
– Odpowiedziałam: pracuję na PKB – opowiadała. Idąc dalej tym torem, podała, że gospodarkę tworzą ludzie zdrowi albo chorzy, ale prawidłowo leczeni. – Nie ma ochrony zdrowia bez leków. We współczesnej medycynie nawet chirurg nie poradzi sobie bez leków – zaznaczyła Misiewicz-Jagielak. Produkcja leków w kraju wzmacnia jednocześnie bezpieczeństwo lekowe i gospodarkę.
Dyrektorka Polpharmy przypomniała, że 100 zł wydane na produkt wyprodukowany w Polsce generuje 118 zł PKB. Tymczasem leki importowane wzmacniają gospodarki tych państw, w których są produkowane. – Im więcej leków będzie produkowane w Polsce, tym większy będzie wpływ na bezpieczeństwo lekowe i na polskie PKB – przekonywała. Podkreślała także innowacyjność sektora farmaceutycznego i zjawisko „odwróconego drenażu mózgów”. Po utworzeniu Polpharmy Biologics część specjalistów zaczęła wracać z emigracji, bo pojawiły się dla nich atrakcyjne miejsca pracy w Polsce. Wspomniała również o otwartej przez Polpharmę pierwszej w Polsce i jednej z nielicznych w Europie platform technologii RNA. – Stworzyliśmy ją na bazie polskich naukowców i polskiej myśli naukowo-technologicznej. W Polsce będą powstawały leki w technologii RNA – zapowiedziała dyrektor Misiewicz-Jagielak. Jej zdaniem potrzebny jest jednak poważny dialog państwa z branżą.
Trzeba odpowiedzieć na pytanie, jakie leki są najważniejsze z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski i czy jesteśmy gotowi zapłacić więcej za produkcję krajową. – Receptą jest poważny, konkretny dialog. Jakie leki chcielibyśmy produkować w Polsce? Czy jesteśmy gotowi za leki produkowane w Polsce zapłacić więcej? – pytała. A skoro państwo płaci ogromne pieniądze za bezpieczeństwo militarne, powinno także poważnie potraktować bezpieczeństwo zdrowotne. – Musimy płacić za zdrowie i życie pacjentów – podkreślała dyrektorka Polpharmy.
„Jest wsparcie, potrzeba odwagi firm”
Rolę instytucji wspierających eksport wziął na siebie Janusz Władyczak, prezes KUKE. – Cieszę się, że zaczęliśmy rozmowę o odporności i szeroko pojętym bezpieczeństwie. Nie mówimy tylko o aspekcie militarnym – podkreślił. KUKE jako spółka Skarbu Państwa, wspiera polskie firmy poprzez ubezpieczenia należności, gwarancje i instrumenty eksportowe. Władyczak akcentował misyjny charakter tej działalności. – Naszą misją jest wspieranie polskich firm w eksporcie. Razem z Grupą PFR i w ramach Team Poland tworzymy ekosystem wsparcia polskich firm na różnych etapach rozwoju, od budowania potencjału w kraju po ekspansję zagraniczną – tłumaczył Janusz Władyczak, dodając: – Wspieramy ich tu i teraz w Polsce, zanim często będą gotowi, żeby wyjść na zewnątrz.
Prezes KUKE zaznaczył, że polskie instrumenty wsparcia eksportu są bardzo szerokie, a KUKE została nagrodzona jako najlepsza agencja wsparcia eksportu na świecie. Problemem nie jest więc wyłącznie brak narzędzi, ale także zbyt mała liczba firm gotowych do ekspansji. – Chcielibyśmy mieć więcej firm odważnych, które wychodzą na zewnątrz – wyraził nadzieję. Pytany o koszty budowania bezpieczeństwa, odpowiadał wprost: – Jeśli chcemy zrobić to tu i teraz, szybko i z dużym rozmachem, ktoś musi za to zapłacić. Zapłacimy wszyscy po trochu – mówił prezes Władyczak. Zastrzegał jednak, że będzie to inwestycja, która w przyszłości powinna wrócić do gospodarki w postaci silniejszych firm, tańszej energii i większej odporności.
Liczy się przedsiębiorczość, UE i technologia
Systemową diagnozę przedstawił Michał Wypychewicz, przewodniczący Rady Nadzorczej ZPUE. Jego zdaniem, mówiąc o bezpieczeństwie, trzeba najpierw zapytać, co naprawdę dało Polsce sukces gospodarczy ostatnich dekad. Wskazał dwa fundamentalne źródła: uruchomienie prywatnej przedsiębiorczości po 1989 r. oraz wejście Polski do Unii Europejskiej i wspólnego rynku. – Jeżeli spojrzymy na strukturę PKB Polski w latach 80. i dzisiaj, największą różnicą jest udział polskich firm. Mamy świetnych championów, którzy nie muszą być państwowi, żeby osiągać rewelacyjne sukcesy – mówił. Jednocześnie ostrzegał, że w Polsce słabnie gotowość młodych ludzi do zakładania firm. – Tylko 3 procent młodych Polaków chce zostać przedsiębiorcami. Jeżeli będziemy żyli w kraju, w którym przedsiębiorczość umarła, wykreślamy jeden z krytycznych czynników sukcesu – mówił.
Drugim filarem bezpieczeństwa pozostaje, jego zdaniem, członkostwo w Unii Europejskiej. – Zbyt rzadko mówi się, jak krytyczne dla naszego bezpieczeństwa jest bycie w Unii Europejskiej – podkreślał.
Trzeci element to technologia. Wypychewicz zaznaczał, że Polska musi tworzyć warunki, w których przedsiębiorcy i inwestorzy chcą rozwijać nowe technologie w kraju, a nie przenosić kapitał za granicę. – Musimy tworzyć państwo, w którym przedsiębiorcy i inwestorzy chcą budować polską technologię – apelował.
W debacie dużo miejsca poświęcił również energetyce. Jego zdaniem Polska stoi przed bardzo poważnym kryzysem, a dotychczasowy model oparty na kontroli państwa nie wystarcza. – W biznesie, kiedy słyszę słowo „kontrola”, to znaczy, że brakuje wizji i pomysłu, dokąd chcemy iść – stwierdził. Jego zdaniem bez szybkich inwestycji w nowe moce wytwórcze i technologie problem drogich cen energii będzie narastał. – Jeżeli szybko nie zwiększymy inwestycji w generację i technologie związane z wytwarzaniem energii elektrycznej, problem drogiej energii będzie znacznie większy – ostrzegał.
Na pytanie, kto zapłaci za bezpieczeństwo, odpowiedział, że właściwe pytanie powinno brzmieć inaczej: – Kto zapłaci za brak bezpieczeństwa? Jeżeli nie będzie bezpieczeństwa, koszt będzie znacznie wyższy – podkreślił przewodniczący Wypychewicz.
Bezpieczeństwo jako inwestycja, nie koszt
Uczestnicy debaty podnosili, że bezpieczeństwo gospodarcze nie jest jednym programem ani zadaniem jednej instytucji. To system naczyń połączonych, obejmujący przywoływane już elementy, jak energia, żywność, leki, infrastruktura, eksport czy kapitał.
Dla budownictwa bezpieczeństwo z pewnością oznacza mądrzejszy podział ryzyka w kontraktach i dostęp do pracowników. Dla banków będzie to stabilna, tania i rozproszona energia oraz silniejszy rynek kapitałowy. Dla sektora rolno-spożywczego liczy się ciągłość dostaw energii i ochrona gospodarstw. Dla farmacji – krajowa produkcja leków i dialog z państwem. Dla przemysłu technologicznego liczyć się będą takie warunki, w których kapitał i innowacje zostają w Polsce. A dla innych eksporterów – instytucje, które pomagają firmom bezpieczniej wychodzić na świat.
Pewne jest, że bezpieczeństwo nie powinno być traktowane jako koszt, który można odsunąć w czasie, bo jest warunkiem rozwoju. Cena zaniechania może być znacznie wyższa niż cena inwestycji. Najmocniej sformułował to Adam Grabowski z Grupy Polmlek, który na zakończenie debaty powiedział: – Bezpieczeństwo nas nie kosztuje. Brak bezpieczeństwa kosztuje zdecydowanie więcej. To jest must have.