Panie ministrze, spółki Skarbu Państwa i państwowe konglomeraty w obecnych czasach – cofającej się globalizacji, coraz większego geopolitycznego chaosu – to państwowe srebra rodowe, które są bardziej kulą u nogi czy orężem w budowaniu polskiej pozycji na świecie?
Wydarzenia ostatnich lat wojna w Ukrainie, pandemia, sytuacja w cieśninie Ormuz, napięcia na Bliskim Wschodzie – uświadamia nam wszystkim, jak kluczową kwestią jest bezpieczeństwo, którego elementem jest wpływ państwa na pewne obszary gospodarki. W Polsce kiedyś trwała dyskusja: po co lista firm o specjalnym znaczeniu dla gospodarki, skoro wszystko powinno być sprywatyzowane, a państwo nie powinno pełnić aktywnej funkcji właścicielskiej? Tymczasem dziś okazuje się, że to bardzo istotne narzędzia z punktu widzenia kreowania bezpieczeństwa, ochrony polskiego rynku i polskiej gospodarki. Państwo musi w sposób aktywny podejmować decyzje, które w układzie czysto wolnorynkowym mogłyby być kwestionowane, ale z punktu widzenia interesu państwa, społeczeństwa i obywateli są w pełni uzasadnione. Polska nie jest tu wyjątkiem. Wstaję bardzo wcześnie i czytam wówczas poranne serwisy, głównie amerykańskie. Paradoksalnie okazuje się, że w kraju, który jest symbolem wolnego rynku i gospodarki opartej na zasadach liberalnych, rola państwa jest coraz większa. Państwo w pewnym sensie narzuca albo kreuje politykę, a za nią idą spółki prywatne, które również realizują te zadania. Żyjemy w specyficznych czasach.
W czasach, w których granica między ingerencją polityki w gospodarkę a wolnym rynkiem każdego dnia jest przesuwana na korzyść tej pierwszej.
Jeszcze niedawno wszyscy mieliśmy poczucie, że w świecie powojennym i w globalnej gospodarce wolnorynkowej będziemy się tylko bogacić, optymalizować łańcuchy dostaw i korzystać z najtańszych źródeł surowców. Widać konsekwencje takiego myślenia, zwłaszcza w Europie, która pozwoliła sobie na znaczącą utratę pozycji konkurencyjnej w niektórych gałęziach przemysłu i uzależnienie się od dostawców z krajów azjatyckich, z Chinami na czele. Przy tąpnięciu geopolitycznym wszystkie te rzeczy spowodowały, że staliśmy się w pewnym stopniu bezbronni. To może już ostatni moment, aby świadomie wpłynąć na nasz wspólny europejski rynek. Mówię nie tylko o integracji europejskiej, oczywistej z perspektywy geopolitycznej batalii i przeformatowywania się świata, ale również z perspektywy naszego interesu wewnętrznego i bezpieczeństwa. Utraciliśmy w wielu obszarach kompetencje, zachłysnęliśmy się w dużej części kwestią zielonej gospodarki. Okazuje się jednak, że musimy mieć swoje nawozy, substancje czynne, z których będziemy produkowali leki, musimy odbudować albo zachować tam, gdzie jeszcze są, kompetencje w niektórych gałęziach przemysłu ciężkiego, których znaczenie wydawało się odchodzić w przeszłość.
Chce pan powiedzieć, że wpierw bezpieczeństwo energetyczne, odbudowa przemysłu, a dopiero później cele klimatyczne?
To są dwie rzeczy. Oczywiście nie mówimy o odstąpieniu od celów klimatycznych, ale inaczej rozkładać akcenty. Natomiast bezpieczeństwo energetyczne, właściwy miks energetyczny, dostęp do odpowiednich źródeł energii – przede wszystkim taniej – to jest być albo nie być polskiej i europejskiej gospodarki oraz naszej konkurencyjności. Jeżeli chcemy przyciągać inwestycje i rozwijać się z dotychczasową dynamiką, koszt energii staje się absolutnie kluczową kwestią. Miałem wiele rozmów z przedstawicielami międzynarodowego biznesu, który inwestował w Polsce od lat 90. Oni mówią: my nie mamy problemu z tym, że rosną koszty pracy. To dosyć naturalny proces, akceptujemy go, jesteśmy w stanie wziąć go na swoje barki, ale bolą nas rosnące koszty energii.
I co im pan wtedy odpowiada?
Jesteśmy zdeterminowani i korzystamy ze wszystkich dostępnych środków, aby zbudować bardziej zrównoważony system. Najbliższa dekada to bilion złotych nakładów na energetykę – jądrową, OZE, w tym energetykę wiatrową offshore i onshore, bloki gazowe, a także węgiel jako element stabilizujący i awaryjny. Węgiel nie będzie już surowcem podstawowym, od którego zależy bezpieczeństwo energetyczne Polski.
Czy spółki Skarbu Państwa powinny być wehikułami do budowania transgranicznych czempionów, czy ich rolą jest jedynie obrona pozycji na rynku krajowym?
Biznes to nieustający rozwój. Jeżeli stoimy w miejscu i akceptujemy zastany stan to zaczynamy się cofać. W zależności od sektora mamy różne uwarunkowania, ale rozwój to także aktywność, transakcje, akwizycje na poziomie międzynarodowym. Mamy bardzo dobry punkt startowy, ponieważ większość strategicznych spółek Skarbu Państwa doskonale sobie radzi w ostatnich latach. Rynek polski będzie się nasycał więc rozwój dla spółek oznacza ekspansję, akwizycje, rozglądanie się w regionie, patrzenie na całą Europę Środkowo-Wschodnią. To dotyczy bardzo wielu firm. PZU ostatnio ogłosiło nabycie największej spółki ubezpieczeniowej w Ukrainie.
A połączenie PZU z Pekao S.A. w końcu będzie czy nie?
PZU już dziś jest jedną z największych grup finansowych w naszej części Europy – to ponad 300 podmiotów, w tym banki Pekao SA i Alior. Tak zwany kompromis duński to projekt, który ma być odpowiedzią na regulacje Solvency II dotyczące wymogów kapitałowych dla instytucji finansowych i ubezpieczeniowych. Komitet sterujący pracuje, przedłużono term sheet, a na stole jest więcej niż jeden scenariusz. To skomplikowana i bezprecedensowa transakcja, z wrażliwym elementem w postaci procesu legislacyjnego.
W wariancie bazowym konieczna jest nowelizacja czterech ustaw, a wiadomo, w jakim jesteśmy momencie kalendarza politycznego i jaki jest stosunek prezydenta do inicjatyw rządowych. Najgorsze dla grupy PZU byłoby, gdyby okazało się, że prowadzimy ten proces z dużą dynamiką, idziemy do prezydenta, a transakcja staje się elementem kampanii politycznej. Ten aspekt też trzeba uwzględniać. Dlatego powstały inne scenariusze, które na końcu mają dać podobny efekt. Z punktu widzenia Ministerstwa Aktywów Państwowych istotne jest – i nikt nie powinien tego kwestionować – zabezpieczenie pozycji Skarbu Państwa przy tej transakcji. Nie wyobrażam sobie, by taka operacja spowodowała utratę naszych uprawnień. To zbyt istotny konglomerat finansowy z punktu widzenia całej gospodarki, by państwo straciło pozycję.
Która spółka Skarbu Państwa ma w plecaku buławę międzynarodowego czempiona?
W sposób naturalny ta, która jest już odnotowywana na liście największych firm, nie tylko w regionie, ale i na świecie – Grupa Orlen. To potężna struktura, jeden z filarów naszej gospodarki, aktywna w układzie międzynarodowym. Ma firmy w Czechach, Niemczech, Austrii, na Węgrzech, na Słowacji, prowadzi interesy na Bliskim Wschodzie, naturalnie rozwija współpracę z Ukrainą, prowadzi rozmowy z Chorwacją i Serbią. To jeden z naszych liderów, który ma na tyle dużą poduszkę finansową i kapitałową, by się dalej rozwijać. Z naszej perspektywy kluczowe jest doprowadzenie do bardziej precyzyjnego sprofilowania grupy Orlen. Odziedziczyliśmy grupę, która w wyniku decyzji głównie politycznych nagle zaczęła zajmować się usługami kurierskimi czy zarządzaniem grupą medialną w postaci Polska Press. To nie jest jej core biznes. Dochodzą do tego projekty inwestycyjne o charakterze raczej politycznym niż merytorycznym, jak Olefiny – obecnie projekt Nowa Chemia, czyli produkcja polimerów, która za rządów Prawicy oderwała się od kontekstu rynkowego. Firma musi skupić się na tzw. core biznesie. Natomiast połączenie projektu Nowa Chemia z aktywami z Grupy Azoty, jest słuszne i uzasadnione rynkowo, ale będzie długotrwałe.
Czy przed wyborami Orlen zdąży się pozbyć biznesu paczkowego i medialnego?
Decyzje biznesowe podejmują zarządy – wiedzą, co mają robić, za co odpowiadają, jaka jest ich odpowiedzialność kodeksowa. Każdy z tych przypadków jest inny. Rozmowy dotyczące Orlen Paczki się toczą; zobaczymy, co z tego wyniknie. Trochę bardziej skomplikowana jest sprawa Polska Press. Mam pewien na to pomysł, którego na razie nie zdradzę, ale jest on racjonalny z punktu widzenia przyszłości Polska Press. Na pewno Orlen nie powinien być docelowo właścicielem polskiej prasy.
Kogo jeszcze widzi pan w roli międzynarodowego czempiona w swojej stajni spółek? KGHM?
Absolutnie tak. Rekordowe wyniki, mimo że swego czasu projekt Sierra Gorda był krytykowany i sprawdzany przez służby. Sierra Gorda jest dzisiaj jednym z głównych driverów biznesowych grupy. Sprzyja temu rynek – miedź włączana jest na listę surowców strategicznych również w Stanach Zjednoczonych. To dobry czas dla KGHM. Spółka ma potencjał akwizycyjny. Jest obecna w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, są interesujące pomysły, co zrobić z aktywami amerykańskimi. Otwiera się przestrzeń w Ameryce Południowej – nie tylko w Chile. Bardzo ciekawe rozmowy toczą się wokół Maroka. Przy pierwszym podejściu nie było tam chęci, by KGHM otrzymał koncesję na wydobycie miedzi, choć złoża są interesujące. W momencie, w którym Polska politycznie odpowiednio zareagowała na kwestie Sahary Zachodniej, klimat dla polskich inwestorów się zdecydowanie poprawił.
A kto jeszcze?
Na pewno PZU, bo ma potencjał. Na pewno PKO BP, bo ma gigantyczny potencjał.