Natarcie Rosji w obliczu zbliżających się w Armenii wyborów parlamentarnych (odbędą się 7 czerwca) ruszyło w ubiegłym tygodniu, gdy Rospotrebnadzor (rosyjski urząd ochrony konsumentów) wprowadził embargo na import owoców, warzyw, kwiatów, wody mineralnej i niektórych napojów alkoholowych.
Wtedy rosyjskie władze przekonywały, że decyzja ta nie ma nic wspólnego z pogarszającymi się relacjami pomiędzy krajami, a tamtejsze media uspokajały, że lubianych w Rosji „koniaków ormiańskich” nie zabraknie, bo dostawy z dwóch najpotężniejszych zakładów wciąż są. Jeden należy do prorosyjskiego armeńskiego polityka, a drugi do francuskiej korporacji, i produkcja stamtąd z powodu sankcji dociera do Armenii poprzez państwa trzecie. Był to jedynie początek wypowiedzianej przez Kreml Armenii wojny handlowej.