Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakimi narzędziami gospodarczymi i hybrydowymi Rosja próbuje zatrzymać prozachodni kurs Erywania.
  • Na czym polega strategia Armenii, która ma zapewnić jej niezależność od rosyjskich surowców i szlaków handlowych.
  • Jaką rolę w nowej architekturze bezpieczeństwa regionu odgrywają Stany Zjednoczone oraz projekt „Szlaku Trumpa”.
  • Dlaczego nadchodzące wybory parlamentarne mogą trwale zmienić układ sił na Kaukazie Południowym.

Natarcie Rosji w obliczu zbliżających się w Armenii wyborów parlamentarnych (odbędą się 7 czerwca) ruszyło w ubiegłym tygodniu, gdy Rospotrebnadzor (rosyjski urząd ochrony konsumentów) wprowadził embargo na import owoców, warzyw, kwiatów, wody mineralnej i niektórych napojów alkoholowych.

Wtedy rosyjskie władze przekonywały, że decyzja ta nie ma nic wspólnego z pogarszającymi się relacjami pomiędzy krajami, a tamtejsze media uspokajały, że lubianych w Rosji „koniaków ormiańskich” nie zabraknie, bo dostawy z dwóch najpotężniejszych zakładów wciąż są. Jeden należy do prorosyjskiego armeńskiego polityka, a drugi do francuskiej korporacji, i produkcja stamtąd z powodu sankcji dociera do Armenii poprzez państwa trzecie. Był to jedynie początek wypowiedzianej przez Kreml Armenii wojny handlowej.

Czytaj więcej

Więcej niż Ararat. Jak Armenia robi zwrot ku Turcji

Kreml rozpoczyna presję gospodarczą na Armenię

Rosyjski rząd zagroził władzom Armenii, że jeżeli będzie kontynuowała integrację z Unią Europejską, Rosja rozwiąże zawarte ponad dekadę temu porozumienia dotyczące dostaw gazu, produktów ropopochodnych i nieobrobionych diamentów, które Erywań otrzymywał dotychczas na preferencyjnych warunkach (m.in. bez ceł). Niedwuznaczną sugestię Kremla, jak donosi rosyjski dziennik „Kommiersant”, miał wysłać 25 maja do swojego armeńskiego odpowiednika minister energetyki Rosji Siergiej Ciwilew. Głos w sprawie Armenii kilkakrotnie w ostatnim czasie zabierał rosyjski MSZ, rzecznik Putina, ale też sekretarz Rady Bezpieczeństwa Siergiej Szojgu, który, będąc ministrem obrony, był jednym z architektów trwającej już piąty rok wojny Rosji z Ukrainą.

– Szukają ochrony u bezpośredniego źródła zagrożenia – tak zbliżenie Armenii z Zachodem Szojgu komentował podczas spotkania sekretarzy Rad Bezpieczeństwa państw Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, w której Armenia zawiesiła swoje członkostwo. – Trzeba jednak jakoś wybrać pociąg, który jedzie w twoim kierunku, w kierunku twojego kraju i twojego narodu – mówił.

– Już od dziesięcioleci słyszymy groźby Rosji i jesteśmy szantażowani – mówi „Rzeczpospolitej” znany armeński politolog Stepan Grigorian. Jak twierdzi, dzisiaj Armenia jest już gotowa na presję gospodarczą ze strony Kremla. – Możemy kupować gaz z Iranu. Obecnie kupujemy już benzynę i olej napędowy z Azerbejdżanu, kwestią czasu jest budowa gazociągu. Nie bez powodu (26 maja – red.) z krótką wizytą do Armenii udał się sekretarz stanu USA Marco Rubio – mówi.

Sekretarz stanu USA Marco Rubio na lotnisku w Erywaniu

Sekretarz stanu USA Marco Rubio na lotnisku w Erywaniu

Foto: Julia Demaree Nikhinson/Pool via REUTERS

Wizyta Amerykanina rzeczywiście nie była przypadkowa. Zatrzymał się na godzinę w Erywaniu, wracając z Indii, by podpisać porozumienie dotyczące „wszechstronnego partnerstwa strategicznego” pomiędzy oboma krajami. Ale nie tylko. Podpisano umowę ramową dotyczącą wydobycia metali ziem rzadkich oraz współpracy przy tworzeniu tzw. Szlaku Trumpa na rzecz Międzynarodowego Pokoju i Dobrobytu (TRIPP).

Niebawem przy pośrednictwie Amerykanów rusza właśnie budowa nieco ponad 40-kilometrowego korytarza transportowego, który ma połączyć Azerbejdżan z jego eksklawą Nachiczewanem (graniczącym z Turcją), przebiegającego przez południową prowincję Armenii – Sjunik. To nie tylko droga i kolej, ale też gazociąg i ropociąg, z których korzystać będzie mogła również Armenia, tym samym uniezależniając się od rosyjskich surowców.

Armenia szuka wsparcia USA i otwiera się na Turcję oraz UE

– Nie będziemy pokładać nadziei w jednej drodze, w jednym sojuszniku ani w jednym rurociągu – przemawiał premier Armenii Nikol Paszynian na wiecu wyborczym. Wcześniej ogłosił, że Armenia otrzymała dostęp do kolei łączącej Tbilisi z tureckim Karsem. W ten sposób kraj po raz pierwszy otrzymał niezależne od Rosji połączenie kolejowe z Europą.

Paszynian postawił też pod znakiem zapytania przyszłość lokalnych kolei zarządzanych (według umowy międzypaństwowej do 2038 r.) przez Rosyjskie Koleje Państwowe, które zostały objęte sankcjami Zachodu i tym samym stwarzają, jak sugeruje Paszynian, ryzyko dla Armenii. Zaproponował więc, by Rosja przekazała koncesję na zarządzanie kolejami jednemu z państw przyjaznych zarówno dla Moskwy, jak i Erywania. Wspominał m.in. o Kazachstanie, ZEA i Katarze, ale Rosja odrzuciła tę propozycję.

Czytaj więcej

Policzek dla Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenki. Wołodymyr Zełenski w Armenii

Już tylko kwestią czasu może być podpisanie ostatecznego porozumienia pokojowego z Azerbejdżanem, z którym Armenia znacząco poprawiła swoje relacje od przegranej wojny o Górski Karabach. Erywań dąży też do otwarcia granicy z Turcją, nieustannie pracuje dwustronna grupa międzyrządowa zajmująca się prostowaniem napiętych przez dekady relacji. Władze w Erywaniu przestały również naciskać na Turcję w sprawie uznania ludobójstwa Ormian przez Imperium Osmańskie. Parlament Armenii ustawowo zatwierdził natomiast dążenie kraju do przystąpienia do UE.

Wszystko wskazuje na to, że Moskwa w przypadku utrzymania władzy przez Paszyniana definitywnie może utracić swoje dawne wpływy w Armenii. Wówczas pod znakiem zapytania zostanie postawiona przyszłość 102. bazy wojskowej w Giumri – ostatniego bastionu Rosji na Kaukazie Południowym.

Premier Armenii Nikol Paszynian

Premier Armenii Nikol Paszynian

Foto: Vahram Baghdasaryan/Photolure via REUTERS

Z przeprowadzonego na początku maja przez Międzynarodowy Instytut Republikański sondażu wynika, że prowadzi partia premiera Umowa Obywatelska, z kolei pozostałe ugrupowania (w większości prorosyjskie) nie przekraczają 10 proc. lub znajdują się pod progiem wyborczym. Wiele wskazuje na to, że o wyniku wyborów przesądzą niezdecydowani (23 proc.) lub ci, którzy odmówili odpowiedzi na pytania (21 proc.).

– Wszyscy najważniejsi politycy w Rosji dzisiaj mówią o Armenii i to nic dobrego dla nas nie wróży. Ataki hybrydowe już trwają. Mieliśmy już ataki na serwery instytucji rządowych, ale też dochodzi do dziwnych pożarów. Myślę, że Rosja przygotowuje się do scenariusza siłowego. Nie chodzi o wojnę, lecz o działania wymierzone w poszczególnych polityków i instytucje – twierdzi erywański politolog.

Czytaj więcej

Wizyta wiceprezydenta Vance’a na Kaukazie Południowym. Jak Trump wkracza na teren Putina

– Dzisiaj już nie jesteśmy skazani na Rosję. Mamy już porozumienia dotyczące strategicznej współpracy z USA, Francją, Indiami, Belgią, Holandią, Wielką Brytanią. Armenia ma dokąd iść – dodaje Grigorian.

Nieoczekiwanie Paszynian zdobył też potężnego sojusznika w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych. Prezydent USA Donald Trump po powrocie Rubio z Erywania nazwał premiera Armenii „cudownym przyjacielem i liderem” i poparł jego starania o reelekcję.