W książce „Miłość nie istnieje” prof. Tomasz Szlendak pokazuje zmieniające się role, oczekiwania i szanse obu płci na rynku matrymonialnym. – Znacząca część mężczyzn zostaje na mieliźnie. Ich szanse się zmniejszają – mówi socjolog w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Reklama
Reklama

Jak rozsypał się scenariusz miłości romantycznej wraz z systemem randkowania

– Świat się zmienił. Inne są okoliczności kulturowe, społeczne i ekonomiczne, które decydują o tym, że kobiety i mężczyźni na rynku matrymonialnym coraz częściej się mijają. Również dosłownie – przebywają w zupełnie innych miejscach. Do tego rozsypał się scenariusz miłości romantycznej wraz z systemem randkowania. Chcemy, żeby to działało jak do tej pory, ale w technoczasach nie będzie – opowiada prof. Szlendak.

Czytaj więcej

Aplikacje randkowe. Przekleństwo czy dobrodziejstwo?

W swojej najnowszej książce socjolog wyjaśnia, że dla większości ludzi miłość romantyczna nie jest tym, co ich trwale wiąże, ale jest ona pewną społeczną przyjemnością. – Część z nas nie natrafia na miłość. Czeka nas przyszłość, w której miłość będzie doświadczeniem mniejszej grupy ludzi – mówi „Rzeczpospolitej”.

Singielka nie jest samotna, bo otaczają ją przyjaciółki. Bardziej samotni są single

W społeczeństwie wciąż jednak panuje przekonanie, że jedynym lekarstwem na samotność jest miłość romantyczna. A to – według prof. Szlendaka – prowadzi do katastrofy. – Polscy mężczyźni kilkadziesiąt lat temu pytani o to, kto jest ich najlepszym przyjacielem, odpowiadali, że żona. W upowszechnionym przez kulturę scenariuszu miłości romantycznej łączą się fenomeny takie jak przyjaźń, bliskość, pożądanie. Dziś następuje ich rozszczepienie. Brak miłości romantycznej lub opartego na niej związku – zwłaszcza dla kobiet – jest równoznaczny z samotnością. To nieprawda. Singielka, przy założeniu heteroseksualności, nie jest samotna, bo otaczają ją przyjaciółki. W trudniejszym położeniu są mężczyźni – jeśli nie mają partnerki, zazwyczaj brakuje im również przyjaciół. Single są bardziej samotni niż singielki. Chodzi o wypchniętych z rynku matrymonialnego mężczyzn, którzy najczęściej nie mają nikogo.

– Posypał się scenariusz miłości romantycznej, a to decyduje o tym, że ludzie mają ogromny problem z wiązaniem się w pary. Dlatego nie rodzą się dzieci. Zawodzą wszystkie narzędzia, po jakie sięgali politycy, by to zmienić.

Pełna wersja rozmowy z prof. Tomaszem Szlendakiem jest dostępna tutaj.