30 lipca, w czasie rosyjskiego ataku na Ukrainę, pilot samolotu F-16 zajmujący się „pilnowaniem” rosyjskiej rakiety, która przekroczyła granicę polskiej przestrzeni powietrznej był o krok od zestrzelenia ukraińskiego samolotu MIG-29. Nie został poinformowany, że operuje on tuż przy polskiej granicy. Mogło dojść do bratobójczego ognia.
Z analizy trasy trasy pocisku manewrującego wynika, że raczej nie miał on żadnego celu alternatywnego na Ukrainie i zmierzał dokładnie tam, gdzie uderzy – mówi „Rzeczpospolitej” gen. dyw. pil. dr Ireneusz Nowak, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych.