„Nazywam się Violetta Kraskowska, jestem dziennikarką z wieloletnim stażem, zawodowo zajmuję się m.in. opisywaniem świata gwiazd polskiego show-biznesu. Jednocześnie jestem (jeszcze) żoną dziennikarza śledczego Leszka Kraskowskiego. Tego samego, który został zatrzymany przez policję 6 czerwca, a trzy dni później sąd w Piasecznie aresztował go na trzy miesiące. Sąd zastosował środek zapobiegawczy, wykonywany w przypadku, gdy podejrzany może uciekać, niszczyć dowody lub stanowi bezpośrednie zagrożenie. Czytając uzasadnienie aresztu, które jest dostępne na stronie internetowej Sądu Okręgowego w Warszawie, rozumiem powody, dla których uznano, że wolnościowe, nieizolacyjne środki zapobiegawcze w tym przypadku będą niewystarczającymi prawnymi instrumentami w postępowaniu karnym. Bo ów aresztowany dziennikarz ma bogatą kartotekę »kontaktów z policją i wymiarem sprawiedliwości« – i między innymi tego zagadnienia dotyczy to oświadczenie” – napisała żona Leszka Kraskowskiego.
Czytaj więcej
Na polecenie Prokuratury Rejonowej w Piasecznie zatrzymany został dziennikarz Leszek Kraskowski. Trzy dni później, 9 czerwca Sąd Rejonowy w Piasecz...
„Chcę również przeciąć dziwne spekulacje medialne, źle zaadresowane tropy polityczne oraz słowa obrońcy Leszka Kraskowskiego, które wskazują niezbicie, że tak zwane wrzutki medialne są elementem przyjętej przez niego – i przez niektórych akolitów – strategii obrony jego klienta” – dodała.
„Niech te słowa padną od razu: obawiam się, że Leszek Kraskowski może zrobić krzywdę – mnie, moim dzieciom, mojemu partnerowi lub innym osobom. Pisząc wprost: obawiam się o zdrowie i bezpieczeństwo. Uważam, że równość wobec prawa i ewentualne konsekwencje powinny być jednolite: niezależnie od tego, czy osobą z zarzutami jest sprzedawca w markecie, sprzątaczka, naukowiec czy dziennikarz śledczy”.
Violetta Kraskowska: Prawda jest boleśnie banalna
„Nazwisko, które noszę, jest w ostatnich dniach na paskach telewizji informacyjnych i w internecie. Niektóre media, blogerzy oraz dziennikarze reprezentujący jedno ze skrzydeł polskiej sceny politycznej – ale nie tylko: również ci z innych stron barykady, którzy pamiętają Leszka Kraskowskiego z jego starych, dobrych, dziennikarskich czasów i jednocześnie nie znają wszystkich faktów, opierając się na medialnych wrzutkach i przeciekach – zrobili z niego ofiarę »reżimu obecnego premiera Tuska«, a fakt aresztu ma być rzekomo spowodowany chęcią przejęcia materiałów dziennikarskich lub zemstą” – napisała małżonka Leszka Kraskowskiego w oświadczeniu.
„Z części przekazu medialnego wyłania się obraz niezłomnego dziennikarza-męczennika w imię walki z sugerowanymi aferami byłego wicepremiera Giertycha lub po prostu osoby, która jest prześladowana przez swoją pracę jako dziennikarz śledczy. W przestrzeni publicznej padają mocne oskarżenia pod adresem organów ścigania / prokuratury / sądu, ocena dowodów, jak również supozycje, kłamstwa i wielkie słowa” – dodała.
„Tymczasem prawda jest zupełnie inna, boleśnie banalna i zupełnie niepolityczna. Drodzy państwo, tutaj nie chodzi o jakiegokolwiek polityka, o jakiekolwiek prześladowanie, o uciszenie niewygodnego dziennikarza – tylko o zwykłą sprawę »prywatną«, o ile można to tak nazwać. O przemocowca, domowego ninja, agresora, który znęca się nad swoją rodziną od wielu lat. O sytuacje, które w połączeniu z niestabilnym zachowaniem Leszka Kraskowskiego oraz jego medialnym wzmożeniem i charakterem, dopuszczającym miotanie obelg, gróźb i innych agresywnych przejawów, rozwinęły się w taką formę” – stwierdziła.
Violetta Kraskowska: chcę, aby moje córki dostały choć namiastkę normalnego dorastania
„Chcę, aby moje córki dostały choć namiastkę normalnego okresu dorastania. I aby wszyscy, którzy przeczytają te słowa, zrozumieli, że w życiu nie można się bać, chować głowę w piasek bądź dać się zakrzyczeć narracji osób silniejszych lub piastujących stanowiska, gdzie ich głos brzmi donośniej. Chcę, aby scenariusz rodem z filmu „Dom dobry” występował jak najrzadziej, a status „redaktora” lub „dziennikarza śledczego” nie był wygodną przykrywką do robienia rzeczy, które nie licują z powagą tego zawodu, są złe, straszne, nieakceptowane społecznie i po prostu podlegają penalizacji w obowiązującym w Polsce kodeksie karnym. Nad ewentualnym karygodnym zachowaniem dziennikarzy – nie tylko tymi, które wpisują się w ich pracę zawodową, ale również tymi niezwiązanymi z ich działalnością medialną, nie powinien być rozciągnięty parasol ochronny” – napisała w oświadczeniu żona Leszka Kraskowskiego.
Czytaj więcej
Dziennikarz Leszek Kraskowski został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy za nielegalne posiadanie broni oraz groźby pod adresem komenda...
Violetta Kraskowska odniosła się też do zarzutów kierowania gróźb karalnych wobec komendanta policji w Piasecznie. „Nie umiem odnieść się w zakresie statusu »winny« lub »niewinny« w zarzucanych Leszkowi Kraskowskiemu czynach, w wysłanym mailu z groźbą śmierci komendanta policji w Piasecznie i w nielegalnym posiadaniu broni. Nie mam takiej wiedzy. W sobotę, 6 czerwca, gdy zatrzymano Leszka Kraskowskiego, przebywałam w Warszawie u koleżanki, a mój partner był w samolocie, podczas przelotu z Polski do Azji Południowo-Wschodniej. Natomiast odnośnie ostatniego zarzutu posiadam wiedzę aż nadto wystarczającą i chcę się nią podzielić” – napisała.
„Jeżeli Leszek Kraskowski jest winny i zostanie mu to udowodnione podczas procesu sądowego, niech poniesie karę przewidzianą w kodeksie karnym za konkretne paragrafy i popełnione czyny, tak jak każdy człowiek i reprezentant każdego zawodu, bez taryfy ulgowej w postaci innego traktowania jako dziennikarz śledczy. Tak powinno działać prawo” – napisała. „Jeżeli jest chory i zostanie to zdiagnozowane, niech trafi w ramach natychmiastowej hospitalizacji na oddział psychiatrii sądowej jednego z aresztów śledczych lub do szpitala więziennego na przymusowe leczenie (nie wierzę w jego dobrowolne działania w tym zakresie). Jeśli stan zdrowia uniemożliwia przebywanie w areszcie śledczym, niech sąd zamieni areszt na inny środek zapobiegawczy. Jeżeli jest niewinny – niech zostanie wypuszczony” – dodała.
Wątpliwości wokół zatrzymania Leszka Kraskowskiego
Leszek Kraskowski został zatrzymany w sobotę 6 czerwca o godzinie 19:40. W tym samym dniu – według prokuratury – miał mailem skierować groźby wobec komendanta piaseczyńskiej policji Macieja Cepila. Tego samego dnia podczas przeszukania u dziennikarza znaleziono broń gazową. 9 czerwca decyzją Sąd Rejonowy w Piasecznie aresztował go na trzy miesiące.
Czytaj więcej
Zarzuty, które posłużyły do aresztowania dziennikarza oparto na poszlakach, a nie dowodach. Nie zbadano kluczowych metadanych maila z pogróżkami, b...
Prok. Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, przyznał też w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że w momencie aresztowania Kraskowskiego prokuratura i sąd nie dysponowały bezpośrednimi dowodami na to, że to Kraskowski osobiście wysłał mail z groźbami.
Pistolet gazowy produkcji włoskiej Bruni Modi i 54 sztuki amunicji miał otrzymać od „instruktora strzelectwa spod Radomia”, poznanego zaledwie kilka godzin wcześniej.