W marcu 2026 r. w reklamie wyborczej opublikowanej przez republikanów kandydat demokratów do Senatu czytał przed kamerą swoje kontrowersyjne tweety sprzed lat, uśmiechając się i komentując: „O, ten też uwielbiam”. Problem w tym, że James Talarico nigdy tego nie powiedział. Zdradzał to dopiero mały napis „AI GENERATED” w prawym dolnym rogu ekranu.
Obecnie, przeglądając internet i media społecznościowe, cały czas natrafiamy na treści generowane przez sztuczną inteligencję, często nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że ich autorem nie jest człowiek. Ma się to zmienić od 2 sierpnia. Wraz z wejściem w życie art. 50 AI Act oznaczanie treści wygenerowanych lub zmodyfikowanych przez sztuczną inteligencję stanie się obowiązkowe. Jednak sama etykieta może nie wystarczyć w walce z tzw. AI slopem. Dlatego największe firmy technologiczne, takie jak Adobe, Google, Microsoft i Meta, rozwijają standard C2PA (Coalition for Content Provenance and Authenticity), który pozwala zapisywać w plikach cyfrowych informacje o pochodzeniu materiału i jego historii zmian, dzięki czemu można sprawdzić, kto i w jaki sposób go stworzył lub zmodyfikował.