„Patrzę na produkty w moim koszyku. Zamówiłem je w zeszłym tygodniu za 1600 rubli, a teraz są już za 2100. Podrożały o 30 proc.!” – mówi przedsiębiorca, który zarówno sprzedaje, jak i kupuje towary na Wildberries (WB). Podobne historie opowiadają inni kupujący, którzy wcześniej wybrali produkty, ale nie zapłacili za nie przed masowymi atakami Ukrainy na magazyny na platformach handlowych. Szacują wzrost cen w swoich koszykach na 35 proc. W ciągu zaledwie kilku dni.

Czytaj więcej

Ukraińskie drony zaatakowały centrum logistyczne Ozon, rosyjskiego konkurenta Wildberries

Platformy anulują promocje

Sprzedający na platformie potwierdzają wzrost cen o średnio 30 proc. Twierdzą jednak, że ich ceny się nie zmieniły: wzrost wynika z anulowania rabatów oferowanych na produkty WB. Platforma ma prawo ustalać ceny produktów w trakcie promocji bez zgody sprzedawcy, o ile rabat jest oferowany przez platformę. Podwyżki cen niesprzedanych produktów były wcześniej powszechnym zjawiskiem, ponieważ rabat jest dostępny dziś, a jutro nieważny, ale teraz, jak zauważają sprzedawcy, zauważa się powszechne anulowanie rabatów.

„WB po prostu anulowało wszystkie promocje, które prowadziło na własny koszt. Firma ma problemy z przywróceniem logistyki i musi pokryć szkody powstałe w wyniku przepalenia magazynów. Ale w rzeczywistości wszystko znacznie podrożało” – wyjaśnia jeden z głównych sprzedawców działających na czterech wiodących rosyjskich platformach.

Jak przypomina „The Moscow Times”, szesnaście magazynów Wildberries zostało zaatakowanych i zniszczonych przez ukraińskie drony w ciągu dwóch tygodni. Logistyka firmy kuleje, co widać po wydłużonym czasie dostawy praktycznie wszystkich produktów. W przypadku dziesięciu ankietowanych sprzedawców czas ten wydłużył się z 2-4 dni do ponad 10 dni. „W punkcie odbioru w WB brakuje nam obecnie towaru. Pracownicy WB twierdzą, że pożary w magazynie powodują znaczne opóźnienia, a wszystkie dostawy są przeciążone” – mówi mieszkaniec Mytiszczi pod Moskwą.

Od 18 do 31 lipca ukraińskie drony atakowały magazyny WB o powierzchni ponad miliona metrów kwadratowych, co stanowi co najmniej 15 proc. infrastruktury logistycznej RWB – firmy zarządzającej platformą. „Firma nadal posiada wiele innych magazynów; może wynająć brakujące, ponieważ na rynku jest wiele opcji. Jednak ataki dronów uszkodziły jej największe centra, co nieuchronnie wpłynęło na logistykę” – wyjaśnia ekspert z rynku nieruchomości.

W ślad za WB wzrosły też ceny na innych kluczowych platformach e-handlu, takich jak Ozon, którego infrastruktura logistyczna nie ucierpiała. W wypadku tej platformy atak jest trudniejszy, bo ma ona wiele małych magazynów rozsianych po całej Rosji. Według szacunków analityków Alfa Banku, największy magazyn Ozon stanowi zaledwie 2 proc. jego całkowitej powierzchni.

„Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, znaczące działania WB są powielane przez jej głównych konkurentów. Widzimy, że Ozon również obniżył rabaty” – mówi sprzedawca działający na dwóch platformach. Ozon znacząco obniżył swoje „dodatkowe” rabaty, potwierdza inny sprzedawca, co skłoniło przedsiębiorcę do pobierania ponad 60 proc. prowizji od niektórych produktów (odzieży i obuwia). „W rezultacie sprzedaż znacząco spadła nie tylko w WB, ale także w Ozonie” – mówi sprzedający.

Czytaj więcej

Wildberries chce przenieść magazyny do Kazachstanu po ataku dronów

Symboliczne, śmieszne rekompensaty

WB rekompensuje sprzedawcom część strat poniesionych w związku z utratą towarów. 30 lipca firma zrealizowała drugą transzę tych płatności: według firmy otrzymało je 175 tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw. Jednak sami sprzedający uważają te płatności za niepoważne, rekompensujące jedynie niewielką część strat.

„Za pierwszym razem dostałem 30 000 rubli (1414 zł) za 50 artykułów, które się spaliły – jedną czwartą ceny zakupu – a za drugim razem 20 000 rubli (943 zł) za 500 artykułów (!) tego samego produktu. Nie wiadomo, co o tym myśleć. Być może nie wszystko się spaliło, ale na razie nie ma dalszych informacji” – powiedział jeden z poszkodowanych sprzedawców.

„To nie jest żadna rekompensata, a raczej płatności wspierające biznes” – mówi Aleksiej Nikonow, współwłaściciel fabryki mebli Ujutnaja Srieda.

Rząd obiecał również pomoc poszkodowanym przedsiębiorcom. Jedną z omawianych opcji były rekompensaty uzależnione od kosztu towaru, powiedział Nikonow, który uczestniczył w spotkaniu rządu. Omawiano również wakacje kredytowe i preferencyjne pożyczki z Banku Rosji, powiedział Iwan Kurguzow, prezes Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Sieci Punktów Odbioru Zamówień, który również uczestniczył w spotkaniu. Znając jednak złą sytuację rosyjskiego budżetu jak i banków, takie spotkania są w ocenie wielu Rosjan tylko mydleniem oczu. Ludzie nie spodziewają się już, by Kreml ich rzeczywiście wsparł.