Pierwsze kilkadziesiąt sekund filmu: na ekranie pojawiają się zdjęcia z poprzednich filmów o Spider-Manie, tych z Uniwersum Marvela – od „Homecoming” do „Bez drogi do domu”. Dziewczyna MD, przyjaciel Ned, ciotka May. Ale wspomnienia zaczynają zacierać się i znikać, w końcu Peter zostaje sam. I tyle wspomnień. Po czterech latach próbuje ułożyć swoje życie, ale przede wszystkim skupia się na walce z nowojorską przestępczością.
Filmy „superbohaterskie” nie miały ostatnio zbyt dobrej passy, jednak „Spider-Man. Całkiem nowy dzień” otwiera kolejny rozdział w ich historii.
Człowiek-Pająk broni porządku w Nowym Jorku
24 lata po pierwszym filmie wyreżyserowanym przez Sama Raimiego i 5 lat po ostatnim przygotowanym przez Jona Wattsa, na kolejną odsłonę przygód Człowieka-Pająka zaprasza Destin Daniel Cretton. Reżyser zmienił się więc, ale aktorzy nie: to Tom Holland jako Peter Parker, Zendaya jako MD, Jacob Balaton jako Ned. Bo główni bohaterowie są ci sami. Choć rozłączeni: kiedyś, ratując świat, Pete musiał wymazać się z pamięci bliskich mu osób. I teraz żyje samotnie. Próbuje jakoś odnaleźć się w rzeczywistości, a przede wszystkim walczy o bezpieczeństwo Nowego Jorku. Jak zawsze z poświęceniem, zwisając nad miastem w swoim niebiesko-czerwonym kostiumie. Wspiera go Frank Castle (Punisher), stając się jego mentorem. Choć przecież wiele ich różni. Castle jest bezkompromisowy, dla przestępców nie ma żadnej litości. Peter wciąż jeszcze chce wierzyć w dobro.
Bo ten chłopak, oprócz supermocy, ma też zwyczajne, ludzkie tęsknoty. Tęskni za MD, za Nedem. A oni? Czy są w stanie wyciągnąć z zakamarków mózgu dawne relacje? MD ma chłopaka, ale z nieznajomym Peterem czuje się dziwnie dobrze. Przychodzi też moment, gdy Ned gada z nim jak za starych czasów… Jest w tej opowieści o zagrożeniach cywilizacji i superbohaterze także opowieść o samotności, tęsknocie za bliskim człowiekiem. Coś delikatnego i wzruszającego.
Zendaya, Holland i inni
W ostatnim filmie do Hollanda, Zendayi, Balatona i Marka Ruffalo (Bruce Banner) dołączyli nowi wykonawcy, m.in. Jon Bernthal (Punisher) czy dwie ciekawe aktorki Florence Pugh i Sadie Sink.
Czytaj więcej
264,1 mln dol. w pierwszy weekend. Po następnych dwóch dniach liczba ta wzrosła do około 300 mln. Tyle zostawili już widzowie w kasach kin kupując...
Zendaya, Holland i Bernthal to zapewne najbardziej dochodowe trio od lat. Kasowe triumfy święci „Odyseja” z ich udziałem, a „Spider-Man” – według pierwszych wyników i wszelkich prognoz – może pobić kolejne rekordy. Już w pokazach przedpremierowych film zebrał 72 mln dol.. A to dopiero „skromny” początek.
Pierwsze szacunki zakładały, że dziewiąty „Spider-Man” może w Stanach i Kanadzie w weekend otwarcia przynieść 260-280, a na świecie dodatkowe 275-300 mln. Są to jednak podobno przewidywania w miarę ostrożne. Dziś już pojawiają się liczby w granicach 700 mln dol. globalnie. Taki wynik po pierwszym weekendzie byłby wyjątkowym prezentem dla Sony Pictures, kin, nie mówiąc już o Zendayi i Tomie Hollandzie, którzy niedawno wzięli ślub.