Z każdą kolejną stroną pana książki „Odyseusz. Biografia nieautoryzowana” (Homini, 2025) utwierdzałam się w przekonaniu, że Christopher Nolan dokonał słusznego wyboru, obsadzając w roli herosa Matta Damona.

Pisząc książkę, nie myślałem o żadnym aktorze. Skupiałem się na wizerunku mitycznym, co samo w sobie już było wyzwaniem, bo w mitach rzadko dostajemy informacje o wyglądzie. Nawet Helena nie jest opisywana szczegółowo.

Natomiast postawił pan w niej pytanie: „A zatem jaki jest Odys? Jest taki, jak wam się wydaje”. A dalej zauważył pan: „Opowieść o Odysie pokazuje, że literatura jest w stanie pomieścić w sobie więcej niż jedno życie. Jeśli bowiem postać Odysa jest zwierciadłem (…), to odbija się w nim nie jedna postać, ale dziesiątki, i to różnych”. Tekst, który piszę o filmie Nolana zatytułuje „Odyseusz taki tak ty”. Chodzi o to, że widzowie mogą się utożsamić z Odyseuszem Matta Damona.

Filmowy Odyseusz nie jest wyższy od swoich ludzi. Za to jest niższy od Agamemnona – w ten sposób Nolan pokazał miejsce zajmowane przez Odyseusza w hierarchii. Dodatkowo Odyseusz przed Agamemnonem klęka, co wiele mówi o pozycji tego drugiego.

Możemy czytać „Odyseję” jako utwór o człowieczeństwie. Otwiera ją zawołanie do Muzy, która ma pomóc opowiedzieć historię „aner polytropos” – człowieka, który jest głównym tematem eposu. To nie tylko Odys, ale również drugoplanowi bohaterowie, którzy mierzą się z różnymi przeszkodami lub ograniczeniami. I w tym sensie Matt Damon pasuje, to prawda.

A jeśli nie Matt Damon? Kogo najchętniej zobaczyłby pan w roli Odysa?

Kobietę – gdybym chciał zobaczyć adaptację „Odysei”, która wyrażałaby sens opowieści, ale oddawała istotne dla nas zmiany, do jakich zaszły w XX i XXI wieku. Zastanawiałem się nad tym, oglądając „Powrót Odyseusza” Uberta Pasoliniego – wyobrażam sobie zakończenie, w którym to Penelopa rusza w drogę, a Odys zostaje w domu.

To jeszcze bardziej kontrowersyjne niż czarnoskóra aktorka w roli Heleny Trojańskiej. Od początku: o czym właściwie jest „Odyseja” Homera? O człowieku, tak?

Zaletą eposu jest to, że nie ma jednego tematu. Spójrzmy np. na „Imię róży” Umberta Eco – to więcej niż kryminał: autor w posłowiu wyjaśnia, że książka trafi zarówno do miłośników gatunku, jak i osób zainteresowanych teologią czy naturą człowieka. Chcę przez to powiedzieć, że najlepsze opowieści są wielowątkowe, ale spójne, zawierają w sobie wiele różnych elementów i opowiadają historię na kilku płaszczyznach. „Odyseję” moim zdaniem spina nie podróż, a człowiek, co zapowiada inwokacja: „Męża opiewaj mi, Muzo, obrotnego”.

„Przemyślnego” w spolszczeniu Antoniego Libery.

Lub „bardzo skomplikowanego” w przekładzie Emily Wilson. Zresztą wieloznaczność tego terminu jest bardzo ciekawa.

To człowiek, który sporo przeżył – błądził oraz poznał wiele miast i ludzi (lub szerzej – istot). Wbrew pozorom nie chodzi wyłącznie o Odysa – nieprzypadkowo jego imię pojawia się dopiero w 21 wersie. Homer chce, żebyśmy przyjrzeli się innym – Atenie, Penelopie i jej zalotnikom, towarzyszom Odysa, niewolnikom. Chodzi m.in. o oddanego Odyseuszowi świniopasa Eumajosa, zresztą bardzo ciekawie napisanego przez Nolana. Te wszystkie postaci w różny sposób reagują na kolejne zdarzenia.

Czytaj więcej

„Odyseja" Homera, Nolana i Damona: 250 mln dolarów widać na ekranie

To, jak bardzo podoba mi się drugi plan u Homera, uświadomiłem sobie, pisząc wstęp do nowego przekładu „Odysei” autorstwa dr Anny Maciejewskiej (Homini, 2026 – red.). W „Iliadzie” on właściwie nie istnieje, a na pewno nie jest do tego stopnia rozbudowany. Równie dobrze mogłaby to być – napisana innym językiem – popularna powieść XIX lub XX-wieczna. Kiedy Penguin (założone w 1935 r. brytyjskie wydawnictwo – red.) wydał po raz pierwszy „Odyseję”, jeden z czytelników napisał do wydawnictwa z pytaniem, czy ten dobrze zapowiadający się autor napisał coś jeszcze. Książka wydała mu się współczesna, mimo że scenografia jest taka inna – są tam bogowie i potwory. Bo to po prostu dobra powieść o człowieku, społeczeństwie, radzeniu sobie z przeciwieństwami i problemami rodzinnymi. Jasne, „Odyseja” jest również o jednostce wybitnej, bo Odys – choć inaczej niż Achilles – jest wybitny, z czym muszą się zmierzyć inni bohaterowie. Uważam, że Odys jest wyjątkowo ciekawie rozpisaną na akty postacią i to również świadczy o talencie Homera.

Co czyni go ciekawym? To jest moment, w którym możemy porozmawiać o opisującym go przymiotniku – znaczeniu „obrotnego” poświęcił pan sporo uwagi w książce.

„Wielce obrotny” sugeruje cwaniaka, ale nie o to chodzi. Odyseusz ma sobie poradzić w każdej sytuacji. Nam się jednak coś zdarza lub nie – Odysowi zdarza się zawsze, znajduje przy tym wyjście z różnych perypetii. Choć pamiętajmy, że może przy tym liczyć na wsparcie bogów – w odróżnieniu od zalotników i innych bohaterów. W niektórych sytuacjach nie poradziłby bez Ateny. Choć przeważnie sam wie, co ma zrobić. Ale „obrotny” oznacza również obracany przez los.

Teraz rozumiem. Mówimy przecież: „Wziąć kogoś w obroty”.

Odysowi co chwilę przydarza się coś, co każdemu innemu człowiekowi zdarza się raz na jakiś czas lub wcale. Większość mieszkańców Itaki nigdy nie ruszyła w drogę. A on był dziesięć lat na wojnie i kolejne dziesięć z niej wracał, napotykając co i rusz nowe przeszkody.

Homerowy Odyseusz ma najpewniej cechy pożądane przez Greków epoki archaicznej, czasów kolonizacji i wielkich zmian społecznych związanych z powstawaniem miast-państw, pierwotnych słuchaczy opowieści. Zastanawiałem się, czy takie cechy ma także Odys Nolana – ale on jest chyba mniej skomplikowany.

Różnimy się od starożytnych Greków? Pytam o fenomen „Odysei” Nolana. Nie wierzę, że chodzi tylko o kontrowersje wokół obsady. Dlaczego tylu widzów na całym świecie zdecydowało się pójść do kina, a film zarobił pieniądze, które trudno sobie nawet wyobrazić?

Homer pewnie chciałby tyle zarobić, co Nolan. Być może właśnie liczy tantiemy – w Hadesie. Wiemy, że aojdowie, czy wędrowni pieśniarze, musieli nieustannie wędrować, bo nie byli w stanie utrzymać się, pozostając w jednym miejscu. Nie mieli globalnej publiczności. To, co robili, było wyświetlaniem filmu z własnej taśmy – od kina do kina.

Nie wchodząc w dyskusję o samym Homerze i przyjmując, że „Iliada” i „Odyseja” powstały na przełomie VIII i VI w. p.n.e., jest fenomenem to, że oba eposy już wtedy stały się popularne. I pozostały takie w kolejnych wiekach – przerwały antyk, zrobiły karierę w renesansie, a w XX i XXI wieku ją kontynuują. To najstarszy bestseller jaki znamy. Paradoks polega na tym, że – tak zakładamy – literatura i kultura rozwijają się ewolucyjnie, pierwsze formy są prostsze. Podczas gdy Homer, który był jednym z pierwszych, dał nam opowieści tak skomplikowane i głębokie intelektualnie. Czy na pewno jesteśmy w stanie to wyjaśnić?

Poszukując źródeł fenomenu „Odysei”, zwróciłbym uwagę na to, jak ta historia została opowiedziana: to majstersztyk narracyjny, fabularny – niezależnie od tego, do czego „Iliadę”  i „Odyseję” zobowiązywała tradycja ustna (powtarzalne epitety, czy całe sceny). Sądzę zresztą, podobnie jak Marek Węcowski, że „Odyseja” i „Iliada” musiały zostać spisane.

Należę przy tym do tych badaczy, którzy uważają, że „Odyseja” jest ciekawsza niż „Iliada” – tzn. ma głębię społeczną której pozbawiona jest jej prostsza w wymowie poprzedniczka. „Odyseja” jest też bliska filmowi – zaczynamy od końca, następnie się cofamy; są w niej postaci opowiadające o tym, co wydarzyło się wcześniej. „Iliada” ma inne zalety – wydźwięk moralny, psychologiczny: jak niezwykła jest wymowa sceny, w której Priam całuje dłoń Achillesa, który zabił jego syna, Hektora! Warsztat Homera jest warsztatem geniusza. I dlatego łatwiej mi sobie wyobrazić, że „Iliada” i „Odyseja” miały jednego autora. Tak zresztą wyjaśniano to w XIX w., argumentując, że nie mogło pojawić się dwóch – lub więcej – podobnych geniuszy w jednej epoce. Opowieści o wojnie trojańskiej było wiele – żadna poza pieśniami Homera nie przetrwała. Bo jakość zawsze się obroni.

Wyobraźmy sobie, że Christopher Nolan jest pana studentem. Jaką ocenę dostałby za znajomość i interpretację „Odysei”? Zrobił właściwie film wojenny, a właściwie antywojenny.

Doceniłbym próbę zmierzenia się z Homerem i głęboką znajomość eposu, którą nie zawsze i nie od razu widać, bo skupiamy się na tym, co zrobił inaczej. Ale właśnie to – że robi coś inaczej, po swojemu lub współcześnie – świadczy o tym, że Nolan głęboko przemyślał opowieść Homera. Moim zdaniem najlepszym tego przykładem są sceny – na początku i bliżej końca, co buduje emocje – z udziałem Travisa Scotta. Raper w roli aojdy zamiast grać na instrumencie strunowym, uderza kijem, na którym się wspiera i skanduje słowa: „twarz” (chodzi o Helenę), „flota”, „człowiek” itd.

Podoba mi się także, jak Nolan przepisał spotkanie z Syrenami: bardzo ciekawym pomysłem jest wyłączenie dźwięku, jesteśmy jak załoga – nie słyszymy ich śpiewu, na Odysa patrzymy oczyma jego szwagra, a potem razem z nim pytamy go, o czym śpiewały. I odpowiedź – inna niż u Homera – jest bardzo ciekawa, sprawia, że chciałbym zobaczyć film jeszcze raz. U Nolana to Odyseusz opowiada, jakie struny jego duszy poruszyła ich pieśń – dla niego to opowieść o tym, co utracił, a czego już nie odzyska – przed oczami stają nam dzieciństwo i dojrzewanie Telemacha, jego syna oraz młoda Penelopa. U Homera to wszystkowiedzące, ale, inaczej niż Muzy, śmiertelnie niebezpieczne Syreny, same komunikują, jak rozumieć ich rzucającą śmiertelny urok pieśń.

Takich przykładów zmian, ale przy zachowaniu sensu danego elementu, jest więcej. Nolan dostałby ode mnie 4 z plusem. Reżyser pokazuje, że dobrze zna „Odyseję”, ale chce ją opowiedzieć po swojemu, mówiąc niejako, że każdy ma własną wersję i własne odczytanie eposu, również zależnie od tego, kim jest We współczesny sposób próbuje opowiedzieć też poprzez „Odyseję” to, co zdarzyło się naszej kulturze – stąd antywojenny wydźwięk.

„Powrót Odyseusza” Pasoliniego jest prostszy i bardziej spójny, bo skoncentrowany tylko na części akcji i wracającym do domu weteranie wojennym. Może Nolan chciał zmieścić aż za dużo? Z pewnością Homer poradził sobie z tą wielowątkową fabułą lepiej, ale, cóż, niełatwo nim być.

Kontrowersje wywołała obsada – Sinon, czy czarna Helena. Ale również uzbrojenie. Czy nie razi pana hełm z innej epoki?

Historycy mają problem z chodzeniem do kina, bo za dużo wiedzą. Niektórzy wychodzą z niego po chwili, bo np. guziki od munduru są inne niż były w rzeczywistości. Ja z kolei – a oprócz tego, że historykiem, jestem też filologiem klasycznym – zakładam, że kluczowe są opowieść, przekaz, emocje. Oczywiście, częścią opowieści są także scenografia, stroje czy obsada. Rozumiem, że są widzowie, z których światopoglądem kłócą się określone wybory i nie mogą skupić się na przekazie. Choć ja mam inaczej. Kolor skóry czy hełm nie są w mojej ocenie kluczowe. Tak samo, jak oczekiwanie od „Odysei” rekonstrukcji realiów epoki brązu jest dla mnie przesadzone. Wojna trojańska nie jest historycznym wydarzeniem. Opowieść Homera ma w sobie elementy z różnych epok. Albo inaczej: nie ma czegoś takiego, jak uzbrojenie typowe dla herosa, czyli postaci mitycznej.

Jeśli zbroja Agamemnona ma czemuś służyć, a nie jest jedynie efektem głupiej decyzji, to jestem w stanie to reżyserowi wybaczyć. W tym zresztą widzę jej sens: ona pokazuje pychę Agamemnona, jego hybris, gdy król Argos staje w bramie Troi i w scenach, gdy Odys przed nim klęka. Ale także w historii z Ifigenią, za której śmierć zostanie zresztą srodze ukarany. Pozostaje w tej zbroi w Hadesie, choć zginął nagi – dyskutujmy o tym, bardzo proszę, to ciekawe. To niedopatrzenie czy wyobrażenie? Zbroja Agamemnona jest zatem dla mnie spójna z tym, co chciał o nim powiedzieć Nolan. Tak samo bronią się Lajstrygonowie w cynowych zbrojach – to nie przypadek, a przemyślana adaptacja ich motywu z eposu Homera, gdzie są po prostu gigantami. Choć takie swoiste wybory pociągają ze sobą ryzyko – każą widzowi skupiać się na drobiazgach. Możemy w ten sposób stracić z oczu to, co wedle Nolana ma spinać opowieść: jej antywojenną wymowę, opowieść o upadku cywilizacji, „koniec epoki brązu”, ludy morza.

Jednocześnie rozumiem również elementy właściwe wykładowi historycznemu, czyli pewne powtórzenia, zwłaszcza dla mniej zorientowanych, bo nie jest tak, jak zakładamy jako badacze, że wszyscy dobrze znają „Odyseję”. 

Co myśli pan o ostrej ocenie filmu Emily Wilson, autorki przekładu, który jest hitem w świecie anglosaskim? Zmiażdżyła Nolana…

 Nie obyło się bez złośliwości, choć wiele uwag jest trafnych. Wyobrażam sobie, jak bardzo osoby, które przekładały „Odyseję” są związane z tekstem i dlatego zapewne odejście od niego odbierają jako bluźnierstwo. Emily Wilson poświęciła dziełu Homera ileś lat, po czym przyszedł Nolan i zrobił to po swojemu. Powiem za Arystotelesem: dla mnie elementy świata przedstawionego są drugorzędne, a liczy się to, żeby opowieść była spójna, coś mi dawała, pozwalała coś przeżyć, coś mówiła o nas i o świecie – w ciekawy sposób.

Z jednej strony, byłem rozczarowany, bo nie jest Homerem. Z drugiej – zacząłem się zastanawiać, że właściwie nie wiem, czego oczekiwałem. Przez trzy godziny w kinie ani razu się nie nudziłem, a bardzo dobrze znam tę opowieść – Nolan jednak zaskoczył. Zresztą może aż za bardzo chciał rywalizować z Homerem, chcąc być od niego lepszym. Z pewnością jest o czym dyskutować, co dobrze widać w internecie. Jeśli „Iliada” i „Odyseja” stworzyły pierwszą wspólnotę czytelniczą, to Nolanowi udało się podtrzymać tradycję.

Czy w starożytności też interpretowano „Odyseję” po swojemu? Czy antyk miał sowich Nolanów?

Oczywiście. Reinterpretowano ją w czasach Aleksandra Wielkiego czy Cezara i Augusta. Zatrzymajmy się przy tym drugim: wywodził się z rodu Juliuszy, wywodzącego się od Eneasza, który uciekł z Troi i dał podstawy Rzymowi. Jakimś paradoksem jest, że przeciwnicy Greków z „Iliady” stali się głównymi i wartościowymi bohaterami tej opowieści dla Rzymian, stając się założycielami miasta.

„Odyseja” i „Iliada” od początku stały się „lekturami szkolnymi” oraz były przepisywane. Nie przeszkadzało to opowiadać historię trojańską na różne sposoby, niekiedy sprzeczne z wizją Homera. Np. Dion z Prusy w I w. n.e. twierdził, że Grecy kłamali i w rzeczywistości przegrali wojnę z Trojanami. U Ptolemeusza Chennosa Achilles nie pokonał Amazonki Pentezylei, tylko przegrał pojedynek i zginął z jej rąk – interweniowała jego matka, przywracając go do życia, aby miał drugą szansę i za drugim razem wygrał.

Grecy robili mniej więcej to samo, co Nolan, ubierający Lajstrygonów w cynowe zbroje. A czarnoskóra Helena nieszczególnie zdziwiłaby starożytnych Rzymian, zwłaszcza zamieszkujących północną Afrykę. Nie mówiąc o tym, że w teatrze antycznym role kobiet grali mężczyźni.

Jeśli „Iliada” i „Odyseja” miały trwać – a szerzej historia wojny trojańskiej zachować się w pamięci – musiały być opowiadane w sposób uwzględniający zmiany kulturowe, rozszerzający się horyzont geograficzny czy potrzeby odbiorców.

Dr hab. Tomasz Mojsik, historyk i filolog pracujący na Uniwersytecie w Białymstoku, autor bloga „Dem

Dr hab. Tomasz Mojsik, historyk i filolog pracujący na Uniwersytecie w Białymstoku, autor bloga „Demogorgon: mitologia grecka i rzymska"

Foto: Materiały prasowe

Dr hab. Tomasz Mojsik, historyk i filolog pracujący na Uniwersytecie w Białymstoku, autor bloga „Dem

Dr hab. Tomasz Mojsik, historyk i filolog pracujący na Uniwersytecie w Białymstoku, autor bloga „Demogorgon: mitologia grecka i rzymska"

Foto: Anna Amarowicz, "Polityka"

Tomasz Mojsik (1974)

historyk i filolog pracujący na Uniwersytecie w Białymstoku. Jego zainteresowania skupiają się na kulturze i społeczeństwie starożytnych Greków, a zwłaszcza kwestiach dotyczących greckiej mitologii i religii. Jest tłumaczem i autorem wstępu oraz komentarza do Apollodora: „Biblioteka opowieści mitycznych” (Wrocław 2018). Opublikował m.in. prace: „Antropologia metapoetyki: Muzy w kulturze greckiej od Homera do końca V w. p.n.e.” (Warszawa 2011); „Orpheus in Macedonia. Myth, Cult and Ideology” (London 2022). Jest kierownikiem „Centrum Badań nad Mit/ografią” na Uniwersytecie w Białymstoku. W przygotowaniu tłumaczenie i komentarz do „Opowiastek mitycznych i Astronomii Hyginusa”, realizowane w zespole działającym pod jego kierunkiem w ramach grantu NPRH. Autor bloga „Demogorgon: mitologia grecka i rzymska”.