Film Christophera Nolana wyzwolił dawne fascynacje i emocje. Chłonę każdą recenzję, każdą z licznych dyskusji o tym dziele i chociaż go jeszcze nie widziałem, już zdążył mi zafundować sentymentalny powrót do jednej z najpiękniejszych przygód dzieciństwa, jakimi były podróże w homeryckim uniwersum Iliady i Odysei. Zachłysnąłem się tym światem jako siedmio-, może ośmiolatek. Mój ojciec uwielbiał historię, więc miał biblioteczkę pełną podręczników, skryptów akademickich i książek o historii. Wykradałem je po cichu i czytałem ukryty pod stołem w dużym pokoju naszego nowohuckiego mieszkania. Dlaczego właśnie tam? Sam nie wiem. Miejsce wydawało mi się dobrym schronieniem, blat stołu chronił przed oczyma dorosłych, na dodatek stał koło wielkiego okna, które darowało promienie jasnego światła.