W czwartek o godz. 3.50 niektórych mieszkańców Lubelszczyzny obudził alarm przeciwlotniczy. Jak podało MSWiA, po 13 minutach został on odwołany. – System wczesnego ostrzegania i alarmowania ludności cywilnej został uruchomiony zgodnie z dyspozycją Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. RCB działało z kolei w oparciu o informacje i komunikaty przekazane przez Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych o zagrożeniu uderzeniami z powietrza – powiedział Marcin Bubicz, rzecznik Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie.

Około godz. 3.50 syreny alarmowe słychać było m.in. w Zamościu, Krasnymstawie, Szczebrzeszynie i Lublinie, ale nie w miejscu, gdzie rakieta upadła, a także na przykład w Chełmie. 

Czytaj więcej

Tuż obok granicy Polski leciała druga rakieta. W pobliżu nie było systemu Patriot

Dlaczego Chełm pominięto? Odpowiedź znajdujemy w komunikacie miejscowych urzędników. W nocy służby odebrały z sieci radiowej wojewody lubelskiego komunikat o potencjalnym zagrożeniu. „Zgodnie z procedurą, równolegle dla takiego komunikatu Rządowe Centrum Bezpieczeństwa powinno wysłać wiadomości SMS do mieszkańców znajdujących się na terenie objętym zagrożeniem. Takich informacji nie wysłano. W związku z tym służby przystąpiły do potwierdzenia sygnału o alarmie. Po wykonaniu tej procedury rozpoczęto etap przygotowania do włączenia syren. W tym samym momencie o godzinie 3.55 w sieci radiowej nadano sygnał „koniec zagrożenia”. Dlatego też na terenie Miasta Chełm syren nie uruchamiano”.

Rosyjska rakieta nad Polską. Samolot nie zdążył jej zestrzelić

To wszystko zdarzyło się w nocy, gdy Rosja przeprowadziła zmasowany atak rakietowy na Ukrainę m.in. na Kijów, ale też zachodnie województwa, w tym Lwów. Z bombowców operujących nad Rosją wystrzelonych zostało 20-22 rakiet Ch-101 i właśnie taki obiekt najprawdopodobniej spadł we wsi Tarnawa-Kolonia. Lej ma dziesięć metrów średnicy, pięć metrów głębokości, a szczątki są rozrzucone w odległości ok. 200 metrów.

Kluczowe dla reakcji naszych Sił Zbrojnych były informacje spływające z systemów obserwacji, w tym od ukraińskich partnerów. Już o godz. 1.59 Dowódca Operacyjny wydał rozkaz o wysłaniu nad wschodnią Polskę dwóch samolotów F-16 z Łaska, podniesiono gotowość obrony powietrznej, w tym stacjonujących koło Rzeszowa systemów Patriot. Wojskowi obserwowali dwie rakiety zmierzające w kierunku Polski, jedna z nich po godz. 3.30 przekroczyła granicę Polski, w to miejsce został skierowany samolot bojowy, który mógłby ją zestrzelić. Tak się nie stało, bo wcześniej spadła.

Czytaj więcej

Rosyjska rakieta na polskim niebie? 10-metrowy lej w polu 100 km od granicy

Co to jest procedura SPO-13?

Zgodnie z procedurami informacja o podniesieniu gotowości bojowej została przekazana przez Centrum Operacji Powietrznych Dowództwa Operacyjnego do Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Została uruchomiona procedura SPO-13, która jest opisana w Krajowym Planie Zarządzania Kryzysowego. Określa ona proces przekazania komunikatów ostrzegawczych o zagrożeniu uderzeniami z powietrza, w tym spowodowanych lotem obiektu stanowiącego zagrożenie terrorystyczne typu „RENEGADE” dowódcom jednostek wojskowych i „organom właściwym w sprawach zarządzania kryzysowego, z możliwie dużym wyprzedzeniem, tak aby niezwłocznie po wykryciu zagrożenia umożliwić skuteczne zaalarmowanie wojsk i ludności cywilnej". W praktyce oznacza to, że informacja powinna zostać skierowana m.in. do MON, KPRM, policji, straży pożarnej, Straży Granicznej, a także Wojewódzkich Centrów Zarządzania Kryzysowego w Rzeszowie i Lublinie.

Czytaj więcej

Artur Bartkiewicz: Syreny w Lublinie. Władimir Putin przypomniał nam, że to nasza wojna

Urzędy te powiadomiły powiatowe centra zarządzania. Tym samym powinny zostać uruchomione syreny, a także dokonana wysyłka SMS-ów z alertem RCB. Tak się jednak nie stało. Czekamy na odpowiedź z RCB dlaczego tak się stało? Z naszych informacji wynika, że spowodowane to było zbyt długimi procedurami podejmowania decyzji: na początku RCB musi otrzymać odpowiedni wniosek, a na tej podstawie dyrektor RCB podejmuje decyzję, wiadomość jest redagowana i system ją generuje i wysyła do określonego regionu kraju.

Czytaj więcej

Szef MSWiA: Wdrożono procedurę SPO13. „Najszybszy sposób informowania”

Od 2021 r. RCB pracowało nad przygotowaniem nowego systemu alarmowania na podstawie tzw. cell broadcast – usługi polegającej na rozsyłaniu informacji przypominających SMS-y do abonentów sieci znajdujących się w zasięgu jednej stacji bazowej BTS. Komunikaty w tej technologii mogą być dostarczane przy dużym obciążeniu sieci (np. podczas imprez masowych) oraz w sytuacji, gdy użytkownik dysponuje słabym zasięgiem sieci mobilnej. Takie rozwiązanie funkcjonuje w Izraelu, USA, Holandii, Hiszpanii, Francji, Chorwacji, Niemczech. Do dzisiaj jednak systemu nie zbudowano. Wątpliwości polskich ekspertów dotyczyły m.in. tego, że Rosjanom udało się go przejąć na terenie Ukrainy.

Jesteśmy skazani na archaiczną aplikację RSO  

Na razie MSWiA proponuje archaiczny system ostrzegania i alarmowania, czyli aplikację Regionalnego Systemu Ostrzegania (RSO) „umożliwiająca organom ochrony ludności publikowanie komunikatów ostrzegawczych, a także wspieranie edukacji społeczeństwa w zakresie profilaktyki bezpieczeństwa”. To darmowa usługa MSWiA realizowana we współpracy z Telewizją Polską. Za treść komunikatów na terenach poszczególnych województw odpowiadają wojewódzkie centra zarządzania kryzysowego, a w przypadku komunikatów ogólnopolskich RCB i MSWiA. Komunikaty w RSO nie są jednak uporządkowane według konkretnego klucza. Aplikacja ta nie znajduje się nawet w portfelu usług mObywatel. Sprawdziliśmy: w aplikacji RSO nie było powiadomienia o czwartkowym ataku z powietrza.

Czytaj więcej

Rodzaje alarmów w Polsce. Te sygnały powinien znać każdy

Cztery lata po wybuchu wojny na wschodzie ciągle można odnieść wrażenie zbyt słabego przećwiczenia przez urzędników reagowania w sytuacji kryzysowej. Państwo nie zbudowało niezawodnego systemu alarmowania i ostrzegania ludności cywilnej. Dość powiedzieć, że ciągle nie mamy Obrony Cywilnej, nie ma też schronów dla ludności. Rodzi się też dylemat, który powinni rozważyć urzędnicy, czy alarmować mieszkańców wschodnich województw już w momencie, gdy atak ma miejsce na zachodnią Ukrainę? Tak robią np. służby rumuńskie na swoich północnych terenach przygranicznych.