Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaka jest skala lekceważenia sądowych zakazów i dlaczego ten problem dynamicznie narasta.
  • Kim są drogowi rekordziści i dlaczego obecny system karania jest wobec nich nieskuteczny.
  • Jakie są, zdaniem ekspertów, główne przyczyny rosnącej liczby drogowych recydywistów.
  • Jakie zmiany w prawie mają zakończyć poczucie bezkarności wśród kierowców łamiących zakazy.

Jazda w stanie nietrzeźwym lub pod wpływem narkotyków – z tych powodów najczęściej sądy orzekają zakazy prowadzenia pojazdów. Jak wynika z danych policji, ich liczba rośnie, a w tym roku nastąpił wyraźny skok.

W 2024 r. uprawomocniło się 47 828 takich zakazów, rok później – 64 521, a w pierwszej połowie tego roku – już 45 991 – wynika z danych Komendy Głównej Policji, do których dotarła „Rzeczpospolita”. Niemal co dziesiąty zakaz – i to znak czasów, związany z obecnością potężnej rzeszy przybyszy z zagranicy – dotyczy kierowców cudzoziemskich.

Skąd tak nagły wzrost? Problem wymaga pogłębionych analiz, jednak już dziś eksperci skłaniają się do pewnych teorii:

– Sądzę, że liczba zakazów rośnie dlatego, że są one orzekane na dłużej i coraz częściej nakładane – czasem wielokrotnie, na tę samą osobę – sugeruje Maria Dąbrowska-Loranc z Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego Instytutu Transportu Samochodowego (ITS).

Obecny rekordzista (obywatel polski) ma na koncie 17 takich zakazów, trzej kierowcy posiadają ich po 15, a w sumie na 54 osobach ciąży od dziesięciu zakazów wzwyż. Więcej niż jeden zakaz posiada prawie 36 tys. kierowców.

– Aktualnie w policyjnej ewidencji figuruje łącznie 207 687 kierowców posiadających 262 972 aktywne zakazy prowadzenia pojazdów – podaje nam podkomisarz Iwona Kijowska z KGP.

Liczba zakazów jest więc o 55 tys. większa od liczby kierowców, którzy je posiadają, co jest bardzo niepokojące.

Kolejne rygory na papierze, a w praktyce kierowcy recydywiści są bezkarni

Na drogi wyjeżdżają więc dziś tysiące kierowców, którzy powinni zniknąć z dróg (przynajmniej czasowo lub dożywotnio) i stanowią zagrożenie dla innych.

Ostatnio wybuchł skandal dotyczący kierowcy, który, jak pisała „Rz”, jechał autostradą A1 w rejonie Częstochowy mając 2,7 promila alkoholu, a przy tym ciążyły na nim dwa aktywne zakazy prowadzenia pojazdów. Poruszał się slalomem, uderzył w bok ciężarówki. Całe zdarzenie nagrała ekipa TVN24 i wraz z innymi kierowcami dokonała jego obywatelskiego zatrzymania. Równie dużym szokiem było zachowanie prokurator, która wypuściła delikwenta do domu, za co minister Waldemar Żurek wyciągnął wobec niej konsekwencje.

Czytaj więcej

Pijany recydywista z dwoma zakazami wyszedł na wolność. Decyzję podjęła prokuratorka z 9-miesięcznym stażem

Jednak rekordzistów z wielokrotnymi zakazami jest więcej. A lekceważenie zakazów jest plagą. Na jaw wychodzą kolejne przypadki.

W Kołbieli (na Mazowszu) 43-latek kierujący seatem miał 1,5 promila alkoholu oraz orzeczonych sześć dożywotnich zakazów prowadzenia pojazdów. Sami policjanci po sprawdzeniu jego danych w systemach, przecierali oczy ze zdumienia.

Niewiele mniej, bo pięć sądowych zakazów prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych, ciążyło na 48-latku, który poruszał się ulicami Wołomina. Doskonale wiedział, że nie powinien, widząc radiowóz zjechał na parking, by się przyczaić i ukryć. On także był po alkoholu, a auto udostępnił mu pasażer (dostał za to mandat). Ulice Jasła na Podkarpaciu przemierzał samochodem posiadacz czterech zakazów – wiózł partnerkę i 7-letniego syna. Rozpoznał go i zatrzymał oficer prasowy miejscowej policji. To zaledwie kilka przypadków nagłośnionych przez media i to tylko z lipca.

Problem nie ominął cudzoziemców – aktualnie w policyjnej ewidencji z zakazami prowadzenia pojazdów figuruje 19 578 obcokrajowców z orzeczonymi 22 800 aktywnymi zakazami. W tym roku już co dziesiąty taki zakaz został orzeczony właśnie wobec nich.

Rekordzista „uzbierał” ich osiem, trzej kolejni kierowcy – po siedem. Więcej niż jeden zakaz posiada 2,5 tys. cudzoziemców.

Czytaj więcej

Wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Tyle na liczniku miał Łukasz Żak

Oni również lekceważą polskie przepisy. Jak Ukrainiec z czterema zakazami prowadzenia pojazdów, który przestał jeździć dopiero, kiedy spowodował wypadek. Jego historia to kalka, powtarzający się scenariusz: 33-letni Yaroslav Y. został czterokrotnie skazany wyłącznie na grzywny i choć ich nie płacił – nakładano na niego kolejne zakazy prowadzenia pojazdów – wszystkie zapadały w tym samym sądzie (w Krasnymstawie), i co więcej, w tym samym wydziale karnym w ciągu pięciu miesięcy. Dopiero kiedy Y. spowodował wypadek, wioząc troje swoich dzieci, sprawa wyszła na jaw.

„Kolekcjonerzy” zakazów wyruszają na drogi. Do czerwca wpadło ponad 7,1 tys. osób 

Za prowadzenie samochodu mimo zakazu sądowego, grozi do pięciu lat więzienia (art. 244 k.k.), ale to nie odstrasza najbardziej brawurowych kierowców. Bo w większości przypadków zapadają wyroki w zawieszeniu, a nauczką mają być kolejne zakazy.

W tym roku (do czerwca) wpadło 7128 kierowców, którzy prowadzili mimo orzeczonych zakazów, często wielokrotnych. W 2024 r. było ich 16 534, w ubiegłym o kilkadziesiąt osób mniej. Przeważają mieszkańcy małych miasteczek, którzy szarżują po ulicach.

– Rzeczywista liczba tych, którzy wyjeżdżają na drogi, a nie powinni ze względu na zakaz, jest kilkadziesiąt razy większa niż pokazują statystyki. Wyłapujemy niektórych, nie sposób przecież postawić policjanta na każdej ulicy – oceniają w rozmowie z „Rz” sami funkcjonariusze.

Prof. Marcin Ślęzak, szef ITS zaznacza: – Sądowe zakazy prowadzenia pojazdów mechanicznych przez to, że są dłuższe, czyli nakładane, orzekane na długi bądź dożywotni okres, mogą przekładać się na wydłużenie perspektywy legalnego powrotu na drogi. To z kolei może powodować skłonność kierowców do podejmowania ryzyka jazdy bez uprawnień. W myśl zasady, że nie mają „nic do stracenia”.

Kierowcy recydywiści istotnie poczynają sobie coraz śmielej. Np. jeden z nich na Pomorzu mający trzy dożywotnie zakazy uciekał trasą S7, kończąc szaleńczy rajd dopiero na policyjnej blokadzie na obwodnicy Trójmiasta.

Czytaj więcej

Nie każdy pirat pije rum. Kim są sprawcy wypadków drogowych

Wyroki w zawieszeniu i kolejne zakazy nie robią na drogowych recydywistach wrażenia – jeżdżą do czasu, aż natkną się na policyjną kontrolę lub doprowadzą do tragedii. W lipcu było głośno o 21-latku, który w Rzeszowie kierował autem mimo dwóch zakazów i na przejściu dla pieszych potrącił starszego mężczyznę. Prowadzić pojazdów nie powinien także 26-latek, który pod Radomiem śmiertelnie potrącił pieszą. Był trzeźwy, ale miał przy sobie mefedron.

Zabawa w ciuciubabkę ma się skończyć. Zamiast „zawiasów” mają być bezwzględne kary więzienia

Dotychczasowy arsenał środków prawnych nie zdyscyplinował kierowców – drakońskie kary za jazdę po pijanemu, od niedawna  dożywotnie odbieranie praw jazdy, czy groźba konfiskaty samochodów, na część kierowców zwyczajnie nie działa. Ani fakt, że za kurs reedukacyjny ci, którzy stracili prawo jazdy za prowadzenie pod wpływem alkoholu lub narkotyków, muszą zapłacić już nie 500 zł, ale 2,5 tys. zł.

– Lekceważenie zakazów dotyczy również ludzi młodych, którzy prawo jazdy zrobili stosunkowo niedawno. Zwłaszcza w ich przypadku, taka iluzoryczność kar jest demoralizująca – mówi nam jeden z policjantów.

Mimo wytycznych dla prokuratorów, które wydał w marcu minister sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek w reakcji na wysoką liczbę przestępstw popełnianych przez recydywistów drogowych (przyrównał ich do „tykających bomb na drodze”), zdarza się niefrasobliwość śledczych, jak przy pijanym kierowcy z A1. Również sądy nie zawsze dostrzegają wagę zagrożenia. Jak sąd, który nie zgodził się na aresztowanie 35-latka od rajdu trasą S7 z trzema dożywotnimi zakazami, a który nie zatrzymał się do kontroli.

Skąd kolejne zakazy dla tych samych kierowców? Nie ma przepływu informacji pomiędzy prokuraturami, sprawy są prowadzone często w oderwaniu od ich „historii”, w efekcie nakładane są kolejne zakazy.

Ale ta zabawa w ciuciubabkę i niezliczone nieskuteczne zakazy ma się niedługo skończyć. Minister Waldemar Żurek w czerwcu w radiu RMF FM zapowiedział prace nad przepisami, które wprowadzą obligatoryjną karę bezwzględnego więzienia dla kierowców recydywistów łamiących sądowe zakazy prowadzenia pojazdów. Gdyby takie regulacje weszły, sądy nie miałyby wyboru. Celem ma być realna kara, a nie jak teraz – fikcyjna.

„Jak widać, te osoby są niereformowalne. Co więcej, my często wiemy, że te osoby są nałogowymi alkoholikami, narkomanami, i dopiero przyjęcie ich do zakładu karnego uruchamia procedurę ich przymusowego leczenia” – cytował ministra Żurka portal BRD24.pl, który opisał sprawę. Stosowny projekt znajdzie się w wykazie prac rządowych.

Policjanci, z którymi rozmawialiśmy, chwalą pomysł. – Pierwszy raz jest ostrzeżeniem. Ale przy drugim złamaniu zakazu prowadzenia pojazdów kierowca powinien iść siedzieć – to zgodna opinia wielu policjantów drogówki, z którymi rozmawialiśmy.

– Proceder nieliczenia się z ograniczeniami w ruchu drogowym stał się wręcz pandemią społeczną. Ale nie może być tak, żeby kierowca dalej prowadził samochód, nie licząc się z tym, że sąd wydał mu zakaz. Potrzeba tu zdecydowanej reakcji, bo przy obecnych iluzorycznych zakazach dla takich osób, prawo ulega dewaluacji, jest lekceważone. Taki sprawca powinien otrzymać jasny przekaz, że „żarty się skończyły” – mówi „Rz” prof. Brunon Hołyst. I dodaje: – Kara musi być adekwatna do wagi czynu i nieuchronna, żeby sprawca odczuł jej dolegliwość, wtedy ma znaczenie wychowawcze i realnie profilaktyczne.