Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak kontrowersyjna narracja organizacji walk na gołe pięści splata się z aktami realnej przemocy.
- Jaką rolę w budowaniu wizerunku federacji odgrywa kryminalna przeszłość jej założyciela.
- Na czym opiera się strategia rekrutacyjna organizacji i dlaczego jej zawodnikami zostają byli więźniowie.
- Jaki jest cel zmiany wizerunku federacji i kto ma zostać jej kontrowersyjnym gościem honorowym.
2 lipca w mediach społecznościowych federacji Gromda pojawił się dość specyficzny wywiad z jej szefem Mariuszem Grabowskim. Siedząc przy wódce mówi swojemu rozmówcy, że „dużo tych lamusów i nierobów naleciało do Polski”. – Gość ma być gościem, a nie drzeć mordę i Polaków zaczepiać. Teraz poczuli polską gościnność i odp...ają u nas co chcą – rzuca.
– Trzeba będzie zebrać chłopaków, to się wyprostuje chochołów (obraźliwe określenie Ukraińca – red.), bo im się coś najwidoczniej po...liło w głowie – mówi rozmówca Grabowskiego.
– Za to możemy wypić – odpowiada szef federacji Gromda.
Czytaj więcej
Wrocławski sąd zadecydował w środę o tymczasowym aresztowaniu 45-letniego Adama C. oraz 27-letniego Tomasza M. podejrzanych o udział w brutalnym po...
I niejako zgodnie z zapowiedzią z wywiadu, trzy tygodnie później we Wrocławiu doszło do brutalnej napaści. Do sieci trafiło nagranie, na którym widać, jak do pary wychodzącej ze sklepu podbiega trzech mężczyzn i brutalnie ją biją. Szybko okazało się, że kobieta i mężczyzna są Ukraińcami, a do konfliktu doszło, bo napastnikom nie spodobał się ich akcent. Media zidentyfikowały, że jednym z agresorów był Adam C., ps. Cycu, walczący w federacji Gromda.
Walki w Gromdzie organizowane są na gołe pięści, często kończą się poważnymi kontuzjami
Ta ostatnia organizuje jedne z najbardziej brutalnych walk, które można legalnie zobaczyć w Polsce. Zawodnicy walczą na gołe pięści, jedynie owijając nadgarstki taśmami. Walki odbywają się bez kategorii wagowych, a nawet punktowania przez sędziów, co oznacza, że można je zakończyć tylko przez nokaut, poddanie się zawodnika lub przerwanie przez lekarza.
Efekt? Podczas pojedynków krew potrafi lać się dosłownie strumieniami, a starcia często kończą się ciężkimi kontuzjami. Surowość walk podkreślana jest też scenografią, przypominającą piwnice czy opuszczone pomieszczenia. Zawodnicy walczą co prawda na ringu, ale zamiast tradycyjnych lin są jutowe powrozy.
Jednak obecnie Gromda kojarzy się z czymś więcej niż tylko z brutalnym sportem – z regularną krytyką „intruzów”, prowadzoną przez nią w mediach społecznościowych. Wywiad z Grabowskim, w którym padają słowa o „prostowaniu chochołów” to nie wyjątek. Do mediów społecznościowych Gromdy często trafiają też krótkie wypowiedzi zawodników, poświęcone tematyce obcokrajowców w Polsce.
– Ten język powinien powoli się zmieniać z ukraińskiego na polski, bo nie powiem, na siłowni czy w innych miejscach, słysząc ciągle „charaszo, charaszo”, no potrafiło to zdenerwować. Wiadomo, jak się źle taki człowiek zachowywał, to trzeba było go uspokoić, pokazać, że jest w Polsce, a nie na Ukrainie – mówi w jednym z takich nagrań młody, umięśniony, łysy mężczyzna, rozebrany od pasa w górę.
„Ekipa srogiej polskiej gościnności zaprasza na tradycyjny wpi*rdol i ekspresowe prostowanie każdego pyskacza, który zapomniał dobrych manier. To jest twarda Polska, a nie brukselskie salony” – brzmi inny wpis, zilustrowany zdjęciem grupy umięśnionych mężczyzn, rozebranych od pasa w górę.
Obserwując media społecznościowe Gromdy, można mieć wrażenie, że wysyp tego typu wpisów nastąpił dopiero w ostatnich tygodniach. Co może zaskakiwać, bo dotąd Gromda kojarzyła się głównie ze sportem. Niezwykle brutalnym, ale jednak sportem. Choć to nie pierwsze kontrowersje wokół tej federacji. Związane były też z kryminalną przeszłością jej założyciela Mariusza Grabowskiego.
Założyciel Gromdy zaliczył w przeszłości odsiadkę za m.in. współudział w porwaniu
Jak pisała w 2022 r. Wirtualna Polska w tekście opartym na aktach sądowych, Grabowski zaczął „rządzić” w Pionkach pod Radomiem jeszcze w latach 90. ubiegłego stulecia. Miał zacząć od skupowania biżuterii od złodziei, by potem przerzucić się m.in. na handel narkotykami i nielegalnym alkoholem oraz wprowadzanie fałszywych pieniędzy do obrotu.
Policja zatrzymała go w 2010 r. Usłyszał 11 zarzutów, spędził w areszcie ponad rok, a ostatecznie trafił do więzienia na 2,5 roku za kradzież z włamaniem, oszustwo i współudział w porwaniu dla okupu. Ofiarą tego ostatniego czynu miał być biznesmen z Pomorza, przetrzymywany w domu matki Grabowskiego w Cudnowie pod Pionkami.
Czytaj więcej
Eksperci przekonują, że wbrew pozorom wszechstylowa walka wręcz (jak nazywa się też MMA) jest bezpieczniejsza od boksu. Zawodnicy z reguły zadają,...
– Mariusz był w latach 90. członkiem naprawdę mocnej ekipy – mówi „Rzeczpospolitej” znajomy Grabowskiego, prosząc o zachowanie anonimowości. – Wielu ludzi, którzy wtedy latali po mieście, już nie żyje. Inni skończyli jak „Słowik” z Pruszkowa, tak zwany „wieczniak” w nomenklaturze więziennej, czyli człowiek, który jak tylko wyjdzie zza krat, to zaraz wraca z kolejnym wyrokiem. To takie nieformalne dożywocie. Grabowskiemu udało się z tego wyrwać i dziś jest poważanym biznesmenem – dodaje.
Jego legalne biznesy od początku kręciły się wokół sztuk walki. Najpierw założył Tymex Boxing Promotion, firmę, która m.in. współpracowała z TVP i znanym komentatorem sportowym Mateuszem Borkiem. Potem razem z Borkiem uruchomił Gromdę.
– Kiedy w 2020 r. zaczynaliśmy realizować projekt pod nazwą GROMDA, mało kto w nas wierzył. Zwłaszcza że to był czas pandemii, mnóstwo obostrzeń i przeciwności. Dziś jesteśmy w światowym topie, a każda gala jest prestiżowym wydarzeniem, gwarancją świetnych walk i fantastycznych emocji – mówił w jednym z wywiadów Mariusz Grabowski.
Gale są organizowane w rodzinnych Pionkach, gdzie Grabowski ma status niemal księcia, a jak wynika ze strony internetowej Gromdy, federację wspierają raper Ryszard „Peja” Andrzejewski oraz bokser Artur Szpilka. W projekcie nie uczestniczy już jednak Mateusz Borek, który wycofał się jeszcze w 2022 r. Wcześniej wziął udział w spocie promującym federację, utrzymanym w mafijnej stylistyce, z roznegliżowanymi modelkami i wulgaryzmami. Spadła na niego wówczas lawina krytyki.
Takim kamikadze, którzy wyszli prosto z pudła, Grabowski płaci grosze, jak na frytki
Kim są zawodnicy, którzy walczą w Gromdzie? Część z nich to osoby z kryminalną przeszłością. Tak jak „Cycu”, współautor pobicia we Wrocławiu. W jednym z nagrań na YouTube po przegranej walce mówił, że trenował tylko od dwóch miesięcy, bo wcześniej odsiadywał dziesięcioletni wyrok.
A – jak wynika z naszych rozmów – sięganie po osoby z kryminalną przeszłością jest celowym zagraniem, bo ludziom mającym niewiele do stracenia łatwiej jest zaakceptować brutalne zasady Gromdy. – Takim kamikadze, którzy wyszli prosto z pudła, Grabowski płaci grosze, jak na frytki – mówi „Rzeczpospolitej” jeden ze znanych zawodników konkurencyjnej federacji, który negocjował swój występ w Gromdzie (ostatecznie do tego nie doszło). – Grabowski wychodzi z założenia, że jak ktoś ma się nap...ać na podwórku, by komuś skubnąć telefon czy zegarek, to niech lepiej pójdzie do Gromdy i sobie zarobi – dodaje zawodnik.
Jednak osoby po odsiadkach nie są jedynym rezerwuarem Grabowskiego, bo szef federacji oprócz desperatów stara się ściągać do Gromdy także zawodników z osiągnięciami sportowymi, wyznaczającymi poziom całej federacji. – Takim ludziom płaci naprawdę przyzwoicie – mówi nasz rozmówca.
Przykładem ma być największa gwiazda Gromdy, Mateusz „Don Diego” Kubiszyn, jeden z najlepszych polskich kick-bokserów formuły full-contact i K-1, trzykrotny mistrz świata. Przez Gromdę przedstawiany jest jako „najlepszy fighter walk na gołe pięści na świecie, co potwierdzają światowe rankingi”, a wizerunek federacji poprawia nie tylko swoimi walkami, ale też wypowiedziami, w których często podkreśla, że jest „gromdziarzem”. – Trzeba mieć te jaja i nie wymiękać na robocie. To jest Gromda. To są gołe pięści. Tutaj jak coś cię zaboli, a ty od razu skomlesz i płaczesz, to ten brutalny świat zmiażdży cię w ułamku sekundy – mówił w jednym z wywiadów.
Najważniejsze postacie Gromdy odcięły się już od napastnika z Wrocławia. Jednak nienawistne treści nie zniknęły z mediów społecznościowych.
Po ataku we Wrocławiu Kubiszyn ostro skrytykował napastnika. – Cycu, do ciebie teraz mówię. Jeśli kiedykolwiek przyjdzie ci do głowy przyjechać na Gromdę, to dla swojego dobra tego nie rób. Przeproś wszystkich, powiedz, że nie jesteś gromdziarzem. Usuń ze swoich profili Gromdę – zaapelował. Potem poprosił, by nie utożsamiać jego i innych czołowych zawodników Gromdy z takimi zachowaniami.
Zajście w stolicy Dolnego Śląska „totalną patologią” określił też Mateusz Borek, który ponownie odciął się od Gromdy. „Mnie w tej organizacji nie ma od marca 2022 r. Nie pracuję tam, nie zarabiam. Czasem oglądam, bo lubię oglądać walki na gołe pięści” – napisał.
A co z Mariuszem Grabowskim? Twierdzi, że „Cycu” z Gromdą ma niewiele wspólnego. – Jeśli kiedykolwiek ten zawodnik walczył na Gromdzie, to już nigdy więcej na Gromdzie nie zawalczy po takich brutalnych incydentach – zapewnił w rozmowie z WP SportoweFakty. – My jako federacja potępiamy takie zachowania i na pewno temu nie przyklaskujemy – zaznaczył.
To ostatnie zdanie trzeba jednak uznać za oksymoron, biorąc pod uwagę treści, które w ostatnich miesiącach trafiają na profile społecznościowe Gromdy. Dlaczego jest tam tak wiele ostrej krytyki obcokrajowców? To nowa taktyka biznesowa czy może po prostu Grabowski zaczął manifestować swoje własne, ukrywane dotąd poglądy?
Czytaj więcej
To przerażające, że w 2024 roku znajdują się osoby, które pod imieniem i nazwiskiem oddają w mediach społecznościowych hołd Januszowi Walusiowi.
Chcieliśmy spytać o to szefa Gromdy, ale nie zareagował na nasze telefony i SMS-y. Nie odpowiedział też na nasze pytanie o to, czy najbliższa gala Gromdy, planowana na początek września, będzie miała gościa specjalnego.
Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, pojawić ma się na niej idol skrajnej prawicy Janusz Waluś, który w 1993 r. zamordował w RPA czarnoskórego przywódcę komunistów Chrisa Haniego. Waluś do Polski wrócił w 2024 r. po niemal 30 latach odsiadki w Pretorii.