W drugi weekend sierpnia w katowickiej Dolinie Trzech Stawów odbędzie się kolejna edycja OFF Festivalu. Choć na rynku imprez muzycznych panuje ogromny tłok, dyrektor wydarzenia podkreśla, że OFF ma swoją stałą i wierną publiczność. – Powiększa się grupa ludzi, która szuka czegoś więcej niż algorytmy. Czas, w którym bezrefleksyjnie słuchaliśmy tego, co podsuwają nam streamingi, powoli się kończy. Ludzie szukają większej wolności w muzyce, dlatego do łask wraca tzw. ręka kuratora, a butikowość i dbanie o detal stają się na nowo doceniane – mówił Artur Rojek. Pytany o wpływ sztucznej inteligencji zaznaczył, że traktuje ją wyłącznie jako pomocne narzędzie w codziennym życiu, a nie konkurenta przy tworzeniu line-upu czy komponowaniu muzyki.
Trudności w organizacji OFF Festivalu. Rojek o realiach po pandemii
Szef festiwalu opowiadał o kulisach ściągania do Polski zagranicznych gwiazd, zdradzając, że zakontraktowanie zespołu Sunny Day Real Estate było wynikiem starań trwających aż trzy lata. Odniósł się też do trudności organizacyjnych i plagi odwoływanych występów. – W 2015 roku mieliśmy prawdziwą lawinę odwołań, która trwała do ostatniego dnia, kiedy występ odwołała gwiazda wieczoru, Anohni. Wtedy robiliśmy wszystko: oferowaliśmy innym zespołom drugi koncert, przestawialiśmy harmonogram. Musisz po prostu wypełnić tę dziurę i znosić pretensje ludzi, którzy przyjechali specjalnie dla tego jednego artysty – wspominał.
Rojek zwrócił uwagę na drastyczne zmiany rynkowe, jakie nastąpiły po pandemii. Postawienie całej infrastruktury festiwalowej, jak i koszty samych artystów, są dziś nieporównywalnie wyższe niż przed 2020 rokiem. Mimo to impreza stale rozwija swoje przestrzenie, w tym Scenę Jazzową, stawiając na młodych polskich wykonawców.
W wywiadzie pojawił się również wątek wpływu mediów społecznościowych – a w szczególności TikToka – na nagłe renesanse popularności zespołów sprzed dekad, takich jak Slowdive, Duster czy Deftones. – Gdyby ktoś 20 lat temu powiedział mi, jakie medium będzie dzisiaj decydowało o popularności artystów, to bym nie uwierzył. Dla kogoś z mojej epoki to szalone, ale dla wielu zespołów stało się to niesamowitą trampoliną. Nagle utwór sprzed 25 lat staje się viralem i młodzież do nich wraca – zauważył.
Artur Rojek: Zamknąłem rozdział pod tytułem Myslovitz
Jacek Nizinkiewicz pytał swojego gościa o nadchodzący koncert zespołu Myslovitz w Katowicach, podczas którego jego byli koledzy mają zagrać historyczny materiał, oraz o to, czy sam wyobraża sobie powrót na scenę ze starym składem.
– Nie, raczej bym nie wystąpił. Dla mnie to jest czas, który mam za sobą. Był mega ważny i bardzo dużo mi dał, ale to jest już zamknięty rozdział, to jest przeszłość. Nie mam planów do niego wracać, chociaż jak to się mówi: nigdy nie mów nigdy. Jednak na dziś nie stanowi to żadnego elementu układanki, którą mam w głowie – zadeklarował.
Zamiast powrotów do przeszłości, muzyk zapowiedział premierę swojego nowego solowego albumu, która odbędzie się 18 września oraz jesienną trasę koncertową obejmującą m.in. Warszawę, Kraków, Wrocław, Poznań i Katowice. Jak przyznał, na nowej płycie znajdzie się więcej gitar, a w procesie twórczym sięgnął nawet po wygrzebane z szuflady stare melodie nagrywane niegdyś na kasetach magnetofonowych. W produkcji krążka wspierał go Olek Świergot.
Pytany o fenomen Dawida Podsiadło i jego zdolności do wyprzedawania stadionów, Rojek podkreślał ogromny talent młodszego kolegi oraz zmianę nawyków samych słuchaczy. – Dawid pisze świetne piosenki i teksty, które trafiają do wszystkich pokoleń. Nie polaryzuje ludzi. A co do samych stadionów – po latach fascynacji festiwalami ludzie zaczęli szukać wrażeń i wielkich atrakcji w innych miejscach. Stadiony idealnie tę potrzebę zaspokajają – ocenił.
Artur Rojek: Artysta nie jest lepszy od kasjerki w Biedronce
W rozmowie poruszono temat wsparcia państwowego dla środowisk artystycznych oraz kontrowersji wokół ich świadczeń emerytalnych. Rojek z dystansem odniósł się do ubezpieczeń socjalnych, ale twardo bronił roli kultury w budowaniu wizerunku kraju.
– Artysta w niczym nie jest lepszy od pani, która pracuje na kasie w Biedronce, po prostu wykonuje inny zawód. Państwo powinno wspierać każdego, kto znajduje się w tragicznej sytuacji. Jednak kultura tworzy ekstremalnie ważny kontent dla budowy wizerunku państwa. Przykro się słucha, gdy ktoś, kto tworzył wybitne dzieła dla polskiej kultury, na starość nie ma z czego żyć i musi na niego zbierać prywatna fundacja. Kraje skandynawskie czy Francja mają mądrą politykę w tym zakresie i tylko na tym zyskują. Sam swoim kolegom z branży mówię, żeby płacili składki i odkładali pieniądze, ale nie wszyscy mnie słuchają – przyznał.
Czytaj więcej
- W kontekście ustawy mówimy o osobach, które realnie potrzebują wsparcia państwa – mówi o tzw. ustawie dla artystów minister Marta Cienkowska. Sze...
Gorycz wywołał również temat obecnych rozliczeń z gigantami technologicznymi i platformami streamingowymi. Rojek zwrócił uwagę, że mimo pozornego wyeliminowania piractwa, pozycja twórców na rynku cyfrowym jest bardzo słaba, a większość zysków przechwytują korporacje i duże wytwórnie.
– Ze streamingu dostaję jakieś ułamki grosza od odtworzenia. Żeby z tego żyć i wyciągać miliony, musiałbym być artystą globalnym. Mam poczucie, że w przeszłości byłem okradany przez piratów, a teraz jestem okradany przez platformy streamingowe. Takie ruchy jak wycofanie się Massive Attack ze Spotify pokazują, że ta niesprawiedliwość narasta. Prawdopodobnie doprowadzi to w końcu do powstania jakiejś alternatywnej, konkurencyjnej platformy dla artystów – stwierdził Artur Rojek.