Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie sprzeczne sygnały wysyłają USA i Iran w sprawie negocjacji oraz co to oznacza dla stabilności w regionie.
  • Na czym polega spór o kontrolę nad cieśniną Ormuz i dlaczego konflikt zagraża kolejnemu strategicznemu szlakowi wodnemu.
  • W jaki sposób presja polityczna w USA oraz kryzys gospodarczy w Iranie wpływają na dalsze losy konfliktu.
  • Dlaczego rola Izraela jako kluczowego gracza w regionie słabnie i co dzieli go w podejściu do Iranu z USA.

To pójdzie teraz szybko, albo wcale – powiedział Trump portalowi Axios, charakteryzując) rozmowy z Iranem. Twierdzi, że są one „bardzo zaawansowane”, czemu Iran zaprzecza.  Brak jest jasnych deklaracji co do formy, w jakiej rozmowy te miałyby się toczyć, jednak ze słów prezydenta USA można wysnuć, że ich ramy wytycza w dalszym ciągu podpisane przez strony memorandum w połowie czerwca tego roku. Prowadzone na tej podstawie negocjacje zostały zerwane, gdy Irańczycy zaatakowali statki wypływające z Zatoki Arabskiej szlakiem w południowej części cieśniny Ormuz, blisko brzegów Omanu, omijając stary szlak biegnący częściowo przez wody irańskie.

Czytaj więcej

Nieoficjalnie: Iran chciał zaatakować Ukrainę

W odpowiedzi Amerykanie rozpoczęli ataki na cele irańskie przez 13 dni z rzędu, do nocy z minionego piątku na sobotę. Odwetowych ataków zaprzestał wtedy także Iran. Teheran zapewnia, że o żadnych negocjacjach ze Stanami Zjednoczonymi nie ma obecnie mowy. Zresztą już wcześniej irańskie władze uznały, że memorandum przestało obowiązywać. Rzecznik MSZ nie zaprzecza jednak, że trwa wymiana informacji przez pośredników. W ocenie Trumpa są to rozmowy. Grozi przy tym, że jeżeli nie przyniosą rezultatów USA powrócą do zdecydowanych działań militarnych.

Iran nie zrezygnuje ze swoich żądań. Chce kontrolować cieśninę Ormuz

– Nie ma przesłanek, by sądzić, że kolejne bombardowanie celów w Iranie przez USA zmieni stanowisko Teheranu, tak jak nie zmieniły go dotychczasowe ataki – mówi „Rz” Juliusz Gojło, były polski ambasador w Iranie. Jego zdaniem Teheran nie zrezygnuje z najważniejszych żądań: kontroli nad cieśniną Ormuz, respektowania swych interesów regionalnych – przejawiających się we wsparciu dla Hezbollahu w Libanie, szyickich ugrupowań w Iraku czy Huti w Jemenie – oraz prawa do rozwijania programu nuklearnego. Są to zagadnienia, które dla Waszyngtonu mają znaczenie równie kluczowe. Pola do kompromisu praktycznie brak.

Sytuacja w cieśninie Ormuz

Sytuacja w cieśninie Ormuz

Foto: PAP

Nie oznacza to, że mamy do czynienia z prostym powrotem do bliskiej  przeszłości, czyli zbrojnej konfrontacji o kontrolę nad cieśniną Ormuz. Sytuacja jest już inna. Ten kluczowy dla świata droga wodna pozostaje zablokowany, rozpoczęła się też batalia o cieśninę Bab al-Mandab  prowadzącą do Kanału Sueskiego, nad którą kontrolę usiłują przejąć jemeńscy Huti. Czynią to na żądanie Teheranu, atakując także saudyjskie instalacje naftowe.

W takich warunkach rośnie presja na prezydenta Trumpa. Tym bardziej, iż prowadzi on wojnę bez zgody Kongresu, co stoi w sprzeczności z ustawą o uprawnieniach wojennych prezydenta (War Powers Act), zobowiązującej prezydenta do zakończenia, w takim wypadku, działań zbrojnych w ciągu 60 dni. Administracja Trumpa argumentuje jednak, że zawieszenie broni spowodowało wstrzymanie biegu tego terminu. Taka sytuacja nie może trwać wiecznie.

Równocześnie niemal dwie trzecie (61 proc.) Amerykanów ocenia negatywnie pracę prezydenta. Mniej więcej tyle samo jest zdania, że Trump powinien zakończyć tę wojnę, podczas gdy jedna trzecia uważa, że powinien ją kontynuować, dopóki irański reżim nie pójdzie na dalsze ustępstwa. Wszystko to dzieje się przed jesiennymi połówkowymi wyborami do Kongresu.

Problemy Iranu: Ceny eksplodowały, bazar opustoszał

Inne problemy mają władze irańskie. Oficjalna inflacja sięga 70 proc., lecz w rzeczywistości wynosi znacznie więcej. Ceny eksplodują i jak donoszą zagraniczni korespondenci, teherański bazar niemal opustoszał. Za to wieczorami w wielu punktach miasta pojawiają się grupy ludzi ze sztandarami, głosząc hasła z żądaniem odwetu za zabitego najwyższego przywódcy.

Czytaj więcej

USA stawiają Iranowi ultimatum. Zapowiadają zniszczenie obiektu nuklearnego Pickaxe

– Przedłużanie wojny nie leży ani w interesie Iranu, ani Stanów Zjednoczonych – pisze w „Foreign Affairs” Dżawad Zarif, były szef irańskiej dyplomacji. W jego opinii najważniejszą sprawą do rozwiązania jest cieśnina Ormuz. Udowadnia, że zgodnie z memorandum Iran wspólnie z Omanem oraz innymi państwami Zatoki Perskiej jest odpowiedzialny za „przyszłą administrację i usługi morskie w cieśninie Ormuz” , jak stanowi punkt 5 memorandum. Zapisano tam także, że ustalenia te muszą być zgodne z prawem międzynarodowym. Cieśnina ma więc dostępna dla statków wszystkich bander, jak widzą to Amerykanie.

Tymczasem w miniony weekend eksperci Omanu i Iranu przeprowadzili kilka rund rozmów, jednak do porozumienia nie doszło. Iran proponuje utworzenie konsorcjum, które miałoby pobierać opłaty za korzystanie z cieśniny m.in. jako zadośćuczynienie za zanieczyszczenie środowiska przez przepływających tamtędy rocznie 50 tys. statków. Oman proponuje model obowiązujący w przypadku cieśniny Malakka, kontrolowanej przez Indonezję, Malezję i Singapur. Korzystający z niej płacą dobrowolnie na fundusz finansujący usługi związane z ochroną środowiska i bezpieczeństwem żeglugi. Nie czekając na ostateczny wynik rozmów z Omanem, Iran zapowiedział we wtorek, że wprowadza zakaz żeglugi dla statków państw, które zamroziły irańskie aktywa finansowe, przyłączywszy się do amerykańskich sankcji.

Beniamin Netanjahu sprowadzony do roli obserwatora

W takim momencie premierowi Beniaminowi Netanjahu udało się w końcu, po wielu staraniach, spotkać we wtorek w Białym Domu z prezydentem Trumpem. Podobnie jak prezydent Wołodymyr Zełenski przybył do Waszyngtonu na uroczystości pogrzebowe senatora Lindsaya Grahama. Gospodarz Białego Domu przyjął Netanjahu cztery minuty po zakończeniu rozmowy z prezydentem Ukrainy. Jeszcze przed spotkaniem Trump w wywiadzie dla Fox News oznajmił, że nie potrzebuje rad Netanjahu, w sprawie, o której wcześniej donosił „New York Times”, powołując się na źródło w rządzie izraelskim. Chodzi o irański podziemny obiekt ukryty w Pickaxe Mountain (Góra Kilofów), o którym zamierzał podobno rozmawiać Netanjahu z Trumpem. – Nie potrzebuję Bibiego (czyli Netanjahu – przyp. red.) żeby mi o tym wspominał. Bibi mówi mi to, bo chce, bym nadal się w to angażował – powiedział Trump, mając zapewne na myśli perspektywę kolejnej wspólnej z Izraelem wyprawy na Iran, co jest rzeczą obecnie nie do pomyślenia. Na tym przykładzie widać wyraźnie różnice w ocenie obecnej sytuacji pomiędzy Jerozolimą a Waszyngtonem. Pierwsza, z tych stolic nie ma praktycznie nic do powiedzenia w sprawie rozmów amerykańsko-irańskich.

Czytaj więcej

Oman ma propozycję ws. cieśniny Ormuz. Będą opłaty, ale tylko dla chętnych

Izrael jest zainteresowany przede wszystkim likwidacją irańskiego zagrożenia jądrowego i jest zdania, że kolejne ataki na Iran są konieczne. W państwie żydowskim przyjęto z wielkim sceptycyzmem porozumienie USA–Arabia Saudyjska w sprawie udostępnienia Saudom amerykańskiej technologii wzbogacania uranu, nawet pod warunkiem, że Rijad unormuje relacje z Izraelem i przystąpi do tzw. Porozumień Abrahamowych. Lista rozbieżności jest znacznie dłuższa, co jednak nie podważa gotowości do zaangażowania się Stanów Zjednoczonych jednoznacznie po stronie Izraela.

Zdaniem „Times of Israel” w czasie wtorkowego spotkania Netanjahu z Trumpem nie rozmawiano o Górze Kilofów, a Trump nie wywierał nacisku na Izrael w sprawie przyspieszenia odbudowy Strefy Gazy ani wycofania izraelskich sił z południa Libanu oraz Syrii. – Jedynym celem Netanjahu jest obecnie budowanie wizerunku przed jesiennymi wyborami do Knesetu. Temu celowi służy też spotkanie z Trumpem – mówi „Rz” prof.  Efraim Inbar z prawicowego jerozolimskiego Instytutu Strategii i Bezpieczeństwa (JISS).