Maksym Niesmianow, dyrektor Związku Konsumentów Ukrainy dokonał audytu oznaczonej jako polska produkcji nabiałowej. Produkty mleczne polskiego pochodzenia – masło i sery – zostały przebadane pod kątem zawartości tłuszczu, aby określić, czy zawierają one coś poza podstawowymi składnikami np. tłuszcze roślinne. Produkty mleczne nie mogą zawierać substytutów tłuszczu mlecznego.

Niby nabiał, a na roślinnym tłuszczu

Produkty zostały zakupione na kijowskim targu niedaleko stacji metra Leśnaja. Na pierwszy rzut oka wyglądają na autentyczne – polskie opakowania, etykiety i znaki firmowe. Zostały wysłane do analizy laboratoryjnej. Jej wyniki Niesmianow przedstawił na YouTubie, a opisała agencja UNIAN.

Mlekovita Masło Polskie 82 proc.

Ten produkt kosztował na targu 55 hrywien (4,65 zł) za 200 g. Okazało się, że zawiera 89,72 proc. zamienników tłuszczu mlecznego. Ekspert twierdzi: „To nie jest masło. Myślę, że to podróbka. Nie sądzę, żeby Polacy nas zatruwali”.

Mleczna Dolina 82 proc. (marka nabiału w sieci Biedronka)

To masło jest tańsze, kosztuje 45 hrywien (3,81 zł) za te same 200 g. Jakość jest jeszcze gorsza: 94,84 proc. zamienników tłuszczu mlecznego. Niesmianow zauważa, że nie ma tu śladu mleka. Sprzedawca komentuje: „Za takie pieniądze to nie może być prawdziwe”. 

Polmlek Perła Warmii

Ten ser Gouda kosztował 250 hrywien (21,15 zł) za kilogram, a zawartość tłuszczu mlekozastępczego w nim wynosi 95,53 proc. „To po prostu produkt seropodobny podróbka. Nie ma nic wspólnego z serem” – wyjaśnia Niesmianow.

Mlekovita Brie Classic

Ten ser, pakowany w porcje po 125 g, został zakupiony za 50 hrywien (4,23 zł). W porównaniu z trzema pierwszymi próbkami zawiera znacznie mniej tłuszczu mlekozastępczego – „tylko” 34,68 proc. „Albo Polacy go podrabiają, albo nasi – tego nie wiem. W supermarketach ten ser jest sprzedawany bez żadnych substytutów tłuszczu mlecznego” – podkreśla Niesmianow.

Czytaj więcej

Wojna dyskontów zbiła ceny żywności. Ekonomista ostrzega przed nagłym zwrotem

Łaciata osełka to prawdziwe masło

Łaciate Masło Osełkowe Extra

Ostatnie masło na liście, o zawartości tłuszczu 83 proc., kosztowało 220 hrywien (18,62 zł) za 500 gramów. Okazało się produktem oryginalnym. Werdykt laboratorium brzmiał: nie zawiera substytutów tłuszczu mlecznego. „Kilogram kosztuje 440 hrywien – ukraińskie masło będzie kosztować tyle samo, a może nawet mniej” – przypomina Niesmianow, cytowany przez agencję UNIAN.

Dlaczego cztery na pięć produktów mlecznych oznaczonych jako „polskie” wybranych do badań laboratoryjnych okazało się podróbkami? Dowody są na opakowaniach, ale przeciętny kupujący nie zwraca uwagi na takie detale.

Na opakowaniach podróbek brakowało ukraińskiego tłumaczenia i nie było informacji o tym, kto importował towary na Ukrainę. Niesmianow ostrzega, że spożywanie podrobionej żywności może być szkodliwe dla zdrowia. Ekspert nie ma żadnych zastrzeżeń do sprzedawcy z rynku – sprzedaje to, co mu dostarczono.

Jednak takie towary nie powinny w ogóle trafiać do konsumentów, bo zagrażają ich zdrowiu. Związek Konsumentów Ukrainy chce , by sprawą zajął się nadzór nad żywnością. To może być zaledwie wierzchołek góry lodowej. Wojna nie sprzyja dokładnemu sprawdzaniu tego, co oferuje się ludziom w wolnej sprzedaży. W takich okolicznościach na podrabianiu żywności ktoś zbija ogromne pieniądze.