Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie jest społeczne poparcie dla pieczy współdzielonej i co stoi za zmianą percepcji roli ojca.
  • Na jakie bariery prawne napotyka opieka naprzemienna i jakie zmiany w prawie mają to uregulować.
  • Jak powszechnym problemem jest alienacja rodzicielska i dlaczego to pojęcie budzi tak duże kontrowersje.
  • Które z kluczowych rekomendacji ekspertów uwzględniono w pracach rządu, a które istotne kwestie pominięto.

67,4 proc. ankietowanych popiera pieczę współdzieloną jako podstawową formę opieki po rozstaniu rodziców, a 81,2 proc. Polaków uznaje izolowanie dziecka za istotny problem społeczny – takie wnioski płyną z raportu z badań społecznych, który jako pierwsza opisuje „Rzeczpospolita”. Mogą one świadczyć o tym, że opinia publiczna popiera kierunek zmian, nad którymi obecnie pracuje Ministerstwo Sprawiedliwości i posłowie.

77,6 proc.

ankietowanych twierdzi, że ograniczanie kontaktów z drugim rodzicem wynika z konfliktu między rodzicami, nie dobra

Badania przeprowadziła firma ARC Rynek i Opinia między 10 a 17 marca na reprezentatywnej próbie ponad tysiąca dorosłych Polaków, a zleciła je Fundacja Dobre Współrodzicielstwo. W jej zarządzie, oprócz ekspertów z dziedziny nauk społecznych i doświadczonych menedżerów, zasiadają też osoby znane publicznie, jak przedsiębiorca i kierowca rajdowy Rafał Sonik czy dziennikarz ekonomiczny Paweł Sołtys. Jednym z celów fundacji jest „dążenie do uznania za domyślny model opieki pieczy współdzielonej”, czyli sposobu opieki nad dzieckiem rodziców np. po rozwodzie, polegającego na przyznaniu każdemu z nich prawa do pieczy nad dzieckiem w określonym czasie. W praktyce oznacza to, że np. dziecko zamieszkuje na zmianę dwa tygodnie u ojca, a dwa tygodnie u matki.

Czytaj więcej

Rafał Sonik dla „Rzeczpospolitej”: Dzieci to najlepsza inwestycja

„Choć pojęcie to od lat funkcjonuje w polskim prawie rodzinnym i opiekuńczym, jego praktyczne stosowanie napotyka liczne bariery – prawne, społeczne i psychologiczne. Niniejsze badanie stanowi próbę rzetelnego zmierzenia, w jakim stopniu Polacy rozumieją tę instytucję, jak ją oceniają oraz jakich zmian systemowych oczekują w tym zakresie” – piszą autorki raportu dr hab. Małgorzata Such-Pyrgiel i dr Honorata Janik-Skowrońska. I – jak wynika z badań zleconych przez fundację – znajomość instytucji pieczy współdzielonej jest już na stosunkowo wysokim poziomie.

Większość ankietowanych zetknęła się z pojęciem pieczy współdzielonej, jednak zdaniem autorek raportu wciąż jest dużo do zrobienia na polu edukacji

„Ogółem 60,9 proc. respondentów zetknęło się z pojęciem pieczy współdzielonej. Znajomość terminu jest wyraźnie wyższa wśród kobiet (70,8 proc.) niż wśród mężczyzn (50,9 proc.), a także wśród rodziców (65,7 proc.) w porównaniu do osób nieposiadających dzieci (53,1 proc.)” – czytamy w raporcie.

Foto: Tomasz Sitarski

Jedno z najważniejszych pytań zadanych ankietowanym brzmiało, czy piecza współdzielona powinna być orzekana jako podstawowa forma sprawowania opieki nad dzieckiem, tak aby dziecko mogło utrzymywać prawidłowe i trwałe więzi z obojgiem rodziców, oczywiście jeśli nie występują przeszkody prawne lub zagrożenie dobra dziecka. I jak wynika z badań, poparcie dla tego rozwiązania jest bardzo wysokie (67,4 proc.).

Co więcej, jest niemal identyczne wśród kobiet (64,3 proc.) i mężczyzn (70,5 proc.), wśród rodziców (67,4 proc.) i bezdzietnych (67,4 proc.), a także we wszystkich grupach wiekowych. W dodatku zdecydowana większość Polaków – 59,7 proc. – uznaje, że wspólne wychowywanie po rozstaniu jest możliwe, a jedynie 10,6 proc. jest przeciwnego zdania.

Czytaj więcej

Joanna Parafianowicz: Wyjdźmy poza matkocentryzm

Współtwórczyni raportu dr Honorata Janik-Skowrońska, która jest też autorką studium prawno-socjologicznego na temat pieczy współdzielonej, mówi „Rzeczpospolitej”, że nie jest zaskoczona wynikami badań. – Tematem pieczy współdzielonej zajmuję się niemal od 20 lat, a z moich obserwacji wynika, że świadomość tej instytucji bardzo wzrosła, zarówno wśród rodziców, jak i sędziów. W przeszłości odnosiłam wrażenie, że mało kto o niej słyszał, dziś orzeczenia o pieczy współdzielonej zaczynają być w sądach czymś normalnym – mówi dr Janik-Skowrońska.

Jej zdaniem zwiększająca się akceptacja dla pieczy współdzielonej (naprzemiennej) wynika ze zmieniającej się percepcji roli ojców. – Nie są już tylko żywicielami rodziny, ale równoprawnymi opiekunami. Coraz częściej biorą zwolnienia z pracy, gdy dzieci chorują, można ich spotkać w przedszkolach i szkołach, odprowadzających i przyprowadzających swoje pociechy, czy uczestniczących w wywiadówkach. Choć oczywiście stereotyp matki Polki jest wciąż silny, co również wynika z naszych badań – mówi dr Honorata Janik-Skowrońska. Zauważa, że w odpowiedzi na pytanie, dlaczego po rozstaniu rodziców dzieci częściej pozostają pod opieką matki, ponad połowa Polaków wskazała stereotypowe przekonanie, że matka jest „naturalnie” lepszym opiekunem.

– Mam wrażenie, że następuje obecnie zmiana społeczna podobna do emancypacji kobiet. Dziś trudno nam uwierzyć, że kobiety kiedyś nie mogły głosować, za kilkadziesiąt lat podobną abstrakcją będzie to, że opieka naprzemienna nie była standardem w sądach rodzinnych – uważa dr Janik-Skowrońska.

Wprowadzić definicję pieczy współdzielonej do polskiego prawa zamierza Ministerstwo Sprawiedliwości

Jednak za tymi zmianami nie nadąża jeszcze prawo, bo piecza współdzielona nie jest nawet zdefiniowana w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Orzeka się ją na podstawie ogólnych przepisów, np. o władzy rodzicielskiej i kontaktach z dzieckiem, najczęściej wtedy, gdy rodzice potrafią się porozumieć i zgodnie współpracować w kwestiach wychowawczych. Jak często sądy wydają takie orzeczenia – nie wiadomo, bo brak wiarygodnych danych statystycznych.

Bazując na wynikach badań ankietowych Fundacja Dobre Współrodzicielstwo rekomenduje więc zrobić krok naprzód, wprowadzając prawną definicję „pieczy współdzielonej” do Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego oraz ustanawiając ten model opieki jako podstawowy po rozstaniu rodziców.

Czytaj więcej

Troskliwy tata potrzebny rodzinie

Rekomendacje te wydają się zbieżne z tokiem myślenia Ministerstwa Sprawiedliwości. W grudniu do wykazu prac legislacyjnych rządu został wpisany projekt nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, a w marcu resort sprawiedliwości opublikował pierwszą wersję projektu. Ma on zdefiniować prawnie pieczę współdzieloną, a także wprowadzić zasadę, że „naczelną zasadą orzekania o pieczy współdzielonej będzie zawsze dobro dziecka w świetle okoliczności konkretnej sprawy”.

„Dziecko nie jest własnością. Dziecko to człowiek, którego dobro musi stać ponad konfliktem rodziców. Dlatego w Ministerstwie Sprawiedliwości przygotowujemy „Pakiet Rodzicielski”, który wprowadza pieczę współdzieloną jako standard, kończąc z bolesnym podziałem na „zwycięzców” i „pokonanych” ciężkich procesów sądowych. To realizacja prawa dziecka do wychowania przez obojga rodziców, ale NIGDY kosztem bezpieczeństwa najmłodszych” – napisał pod koniec kwietnia minister sprawiedliwości Waldemar Żurek w mediach społecznościowych.

Wpis opublikował w Międzynarodowy Dzień Świadomości Alienacji Rodzicielskiej. Ten termin oznacza sytuację, w której jeden z rodziców utrudnia dziecku kontakty z drugim bądź też manipuluje potomkiem, wywołując wrogość do drugiego rodzica. I termin ten budzi o wiele większe kontrowersje niż piecza współdzielona, o czym świadczą wypowiedzi niektórych polityków.

Termin „alienacja rodzicielska” budzi spore emocje, jednak istnienie tego zjawiska potwierdzają ankietowani

„Nie istnieje coś takiego jak alienacja rodzicielska, to tylko wygodne hasło używane w sądowych sporach między dorosłymi” – napisała przed kilkoma dniami Urszula Pasławska z PSL, wywołując burzę w mediach społecznościowych. Podobną wypowiedź ma na swoim koncie też wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer z KO.

Z raportu Fundacji Dobre Współrodzicielstwo wynika jednak, że alienacja rodzicielska jak najbardziej istnieje. A przynajmniej taki wniosek płynie z badań ankietowych.

Pokazują one, że 79 proc. ankietowanych spotkało się ze zjawiskiem izolowania dziecka od drugiego rodzica osobiście lub w swoim bliskim otoczeniu. Zdaniem 77,6 proc. badanych ograniczanie kontaktów z rodzicem wynika z konfliktu rodziców, a nie z troski o dziecko, a respondenci najczęściej identyfikują dwa wiodące przejawy alienacji rodzicielskiej: nastawianie dziecka przeciwko rodzicowi (55,9 proc.) oraz celowe ograniczanie kontaktów (55,2 proc.).

– Rośnie świadomość faktu, że tak jak rodzice mają konstytucyjne prawo do swojego dziecka, tak samo dziecko ma konstytucyjne prawo do obojga rodziców – komentuje poseł niezrzeszony Marcin Józefaciuk, który aktywnie walczy z alienacją rodzicielską. Jego zdaniem część wypowiedzi negujących alienację rodzicielską dotyczy nie tyle zjawiska, co samego terminu, który może kojarzyć się z jednostką chorobową. – Czasem mam wrażenie, że te dyskusje, toczone na poziomie semantycznym, przesłaniają nam dobro dziecka – dodaje.

Czytaj więcej

Marcin Chałupka: Kłopotliwa "alienacja rodzicielska". Nie ma terminu, nie ma problemu?

Józefaciuk podpisał się w styczniu pod projektem Konfederacji, uznającym „uporczywe uchylanie się od utrzymywania kontaktów lub sprawowania opieki nad małoletnim lub związanego z nimi obowiązku wydania małoletniego” za przestępstwo. Również Fundacja Dobre Współrodzicielstwo domaga się zmian prawnych w zakresie tego zjawiska, a konkretnie: „wprowadzenia do Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego legalnej definicji »izolacji rodzicielskiej«, nazywanej »alienacją rodzicielską«, jako zachowania naruszającego dobro dziecka i stanowiącego nieprawidłowe wykonywanie władzy rodzicielskiej”.

Póki co zmian w prawie, dotyczących penalizacji alienacji rodzicielskiej, nie przewiduje jednak projekt przygotowywany w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Ostrożnie do sprawy alienacji rodzicielskiej podchodzi rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak, która z jednej strony podkreśla wagę kontaktu dziecka z obojgiem rodziców (choć słowa alienacji nie używa, zastępując je np. konfliktem między dorosłymi), z drugiej – zwraca uwagę na konieczność wysłuchania dziecka, zwłaszcza w sytuacjach, gdy pojawia się podejrzenie, że może dojść do krzywdzenia dziecka. To stanowisko RPD jest krytykowane zwłaszcza przez ojców, walczących o kontakt z dziećmi, którzy uważają, że jest tu możliwość manipulowania dzieckiem i tym samym utrudniania z nim kontaktów.