Pacjenci powiązani z KO mieli być przyjmowani błyskawicznie, przechodzić liczne badania diagnostyczne w krótkim czasie i oczekiwać na wyniki w wydzielonym pomieszczeniu, zamiast w ogólnodostępnej poczekalni Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR).

Placówka nie odniosła się merytorycznie do zarzutów, wskazując jedynie na obowiązek ochrony danych medycznych pacjentów.

Warszawski Szpital Południowy pod lupą

Warszawski Szpital Południowy jest placówką należącą w całości do miasta stołecznego Warszawy. Dyrektorem szpitala jest Anna Łukasik, była wiceminister zdrowia w rządzie PO-PSL, a w radzie nadzorczej zasiadają m.in. samorządowcy związani z Koalicją Obywatelską.

W ostatnich dniach głośno było o Dawidzie Kacprzyku, radnym KO, który zarządzał pracą SOR-u. Lekarz – radny warszawskiej dzielnicy, który miał w trakcie specjalizacji zarobić w ubiegłym roku 1,6 mln zł, nie jest już członkiem Koalicji Obywatelskiej, a o decyzji poinformował szef warszawskich struktur KO Marcin Kierwiński.

„Złe samopoczucie i zmęczenie”. Badania już po kilkunastu minutach

Jednym z opisanych przypadków ze Szpitala Południowego była wizyta wpływowej polityk KO we wrześniu 2025 r. Według portalu kobieta zgłosiła się na SOR z powodu złego samopoczucia i zmęczenia.

Z dokumentów, do których miało dotrzeć Zero.pl, wynika, że od momentu rejestracji do rozpoczęcia badań minęło zaledwie kilkanaście minut. Pacjentce wykonano kilkadziesiąt badań diagnostycznych. – Zajmowaliśmy się w trybie pilnym znajomą Dawida Kacprzyka, zamiast pacjentami naprawdę potrzebującymi pomocy. Jej przypadek w ogóle nie wymagał interwencji szpitalnej – cytuje jednego z pracowników medycznych portal.

Polityk miała wrócić do placówki miesiąc później z podobnymi dolegliwościami. Także wtedy badania zostały zlecone niemal natychmiast, a po kilku godzinach pacjentka otrzymała kartę informacyjną z zaleceniem dalszego leczenia ambulatoryjnego.

Czytaj więcej

Dominika Pietrzyk: 1,6 mln zł rocznie dla radnego KO to patologia. Ale lekarze muszą zarabiać godnie

Funkcjonariusz państwowy i posłanka. Kolejne przykłady szybkich przyjęć w Szpitalu Południowym

Portal opisuje również przypadek polityka KO pełniącego obecnie ważną funkcję państwową. W lutym 2026 r. miał on zgłosić się do Szpitala Południowego z urazem kolana. Wszystkie niezbędne badania wykonano w ciągu godziny i siedmiu minut. Ostatecznie pacjent został skierowany do dalszego leczenia specjalistycznego. – Nie będę o tym z panem rozmawiał – miał odpowiedzieć polityk dziennikarzom Zero.pl, którzy pytali go o szczegóły wizyty.

Kolejnym opisanym przypadkiem była posłanka KO, która jesienią 2025 r. zgłosiła się na SOR z gorączką, bólem głowy i ogólnym osłabieniem. Według relacji pracownika szpitala od przyjęcia do zlecenia badań minęło 16 minut, mimo że średni czas oczekiwania miał wynosić wówczas od czterech do pięciu godzin.

Jeden z pacjentów, blisko spokrewniony z czołowym politykiem ugrupowania, miał przejść w grudniu 2025 r. kompleksową diagnostykę obejmującą kolonoskopię, gastroskopię oraz tomografię komputerową jamy brzusznej. Badania nie wykazały nieprawidłowości, a pacjent został wypisany do domu po niespełna czterech godzinach.

Pracownicy szpitala, cytowani przez portal, zwracają uwagę, że przeciętni pacjenci bez pilnych wskazań medycznych czekają na tego rodzaju procedury od kilku tygodni do nawet kilku miesięcy.

Czytaj więcej

Wiceprezydent Warszawy o zarobkach lekarza Dawida Kacprzyka. Będzie kontrola

Wydzielony pokój zamiast poczekalni

Jednym z najpoważniejszych zarzutów jest korzystanie przez wybranych pacjentów z osobnego pomieszczenia należącego formalnie do Warszawskiego Centrum Chorób Kręgosłupa. Politycy KO i członkowie ich rodzin mogli oczekiwać tam na badania oraz wyniki, zamiast przebywać w ogólnej poczekalni SOR. Personel medyczny miał być zobowiązany do traktowania tych pacjentów priorytetowo. Nie przedstawiono jednak stanowiska szpitala odnoszącego się bezpośrednio do tych oskarżeń.

W odpowiedzi na pytania redakcji Szpital Południowy miał ograniczyć się do stwierdzenia, że nie udziela informacji dotyczących indywidualnych pacjentów. Placówka podkreśliła również, że nieuprawnione pozyskiwanie i rozpowszechnianie informacji o stanie zdrowia pacjentów może naruszać obowiązujące przepisy prawa.