Lekarze powinni zarabiać dobrze. Nie tylko dlatego, żeby nie wyjeżdżali do pracy za granicę, który to trend udało się odwrócić w 2021 roku za sprawą ustawowej gwarancji dorocznych podwyżek. I nie dlatego, że lekarzy w kraju jest za mało – w Polsce na 1000 mieszkańców przypada 3,96 lekarza, a według szacunków Ministerstwa Zdrowia w ciągu najbliższych pięciu lat osiągniemy odpowiednie nasycenie rynku medykami w stosunku do wielkości populacji. Powinni zarabiać dobrze, bo to trudny zawód, którego zdobycie wymaga określonych predyspozycji, a prawidłowe jego wykonywanie – kompetencji i umiejętności. Problem pojawia się, gdy zarobki lekarzy w publicznej ochronie zdrowia szybują pod sufit w sposób nieuzasadniony, zwłaszcza, gdy nie idą za tym kompetencje. 

Reklama
Reklama

Taki problem wyszedł na jaw w przypadku Dawida Kacprzyka, 28-letniego lekarza w trakcie specjalizacji anestezjologicznej, koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR) warszawskiego Szpitala Południowego, który w ubiegłym roku zarobił 1,6 mln zł. Szpital Południowy należy do miasta stołecznego Warszawy, a Kacprzyk był radnym dzielnicy Ursus – do poniedziałku z ramienia Koalicji Obywatelskiej – i nie stronił od fotografowania się z prezydentem stolicy. Jak ujawnił Patryk Słowik z portalu Zero, lekarz miał przepracowywać w Warszawskim Szpitalu Południowym średnio 331 godzin miesięcznie, co oznacza pracę po 11 godzin każdego dnia (łącznie z weekendami). W kilku przypadkach w trakcie tych dyżurów pojawiał się w telewizji, na radzie dzielnicy czy spotykał się z politykami. No i przy okazji równolegle pracował w trzech innych podmiotach leczniczych.

Czytaj więcej

Po PESEL-u lekarza rząd będzie wiedział o prawdziwych zarobkach lekarzy

Politycy zbyt często decydują o płacach w szpitalach samorządowych

Nie każdy lekarz chce pracować na SOR. Można pokusić się o stwierdzenie, że niewielu jest takich, którzy tego chcą. Dlatego zarobki na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych są wysokie. To tam, jak w soczewce, skupiają się patologie w systemie ochrony zdrowia – pacjenci zgłaszają się na SOR, bo kolejki do lekarzy specjalistów są zbyt długie, a podstawowa opieka zdrowotna nie spełnia swojej funkcji. Ci, którzy potrzebują natychmiastowej pomocy mieszają się tam z osobami pod wpływem alkoholu, które zamiast na izbach wytrzeźwień, lądują właśnie na SOR-ze i często są agresywne. Praca na szpitalnym oddziale ratunkowym to praca wymagająca, dlatego tym większe emocje budzi fakt, że koordynował ją lekarz bez specjalizacji i doświadczenia, za to z zapleczem politycznym. W szpitalach, w których właścicielem lub podmiotem założycielskim jest jednostka samorządu terytorialnego, nie jest to jednak przypadek odosobniony.

Wydatki na leki i świadczenia zdrowotne

Wydatki na leki i świadczenia zdrowotne

Foto: PAP

Szpitale samorządowe to miejsce, gdzie o intratnych stawkach medyków mogą decydować lokalni politycy. To patologia tym większa, że w ten sposób wydawane są publiczne pieniądze ze składki zdrowotnej wszystkich Polaków. Dlatego ewidencja zarobków lekarzy i innych pracowników publicznych szpitali po numerze PESEL lub prawa wykonywania zawodu – ma sens. Teraz dane, które gromadzi Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), nie dają pełnego obrazu zarobków w publicznej ochronie zdrowia, bo AOTMiT nie ma narzędzi, żeby sumować przychody lekarzy z umów z różnymi podmiotami. Dawid Kacprzyk miał takich umów cztery. Gdyby nie fakt, że jest radnym i dotyczy go obowiązek składania zeznania majątkowego, nie dowiedzielibyśmy się o jego ponadprzeciętnych zarobkach. Przy monitoringu płac po numerze PESEL – o tym, ilu jest lekarzy milionerów w publicznej ochronie zdrowia, dowiemy się wszyscy, choć statystyki nie będą miały twarzy medyka jeżdżącego Porsche Panamerą.

Projekt nabrał przyspieszenia w rządzie. We wtorek rano (16 czerwca) wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka skierowała projekt nowelizacji, która ma umożliwić monitoring zarobków lekarzy po numerze PESEL do przyjęcia przez rząd z prośbą o jego pilne rozpatrzenie. Prośba została przyjęta, bo projekt od razu wylądował we wtorkowym porządku obrad Rady Ministrów.

Czytaj więcej

Państwo pozna płace polityków i ich rodzin zatrudnionych w publicznych szpitalach

Środowisko lekarskie już raz zablokowało ograniczenie swoich zarobków z publicznych pieniędzy

Przy okazji dyskusji o wynagrodzeniu Kacprzyka powraca też pytanie o limit zarobków dla lekarzy w systemie publicznym. Taka propozycja pojawiła się na stole jesienią ubiegłego roku – wówczas Ministerstwo Zdrowia przedstawiło rozwiązanie zgodnie z którym stawka godzinowa brutto dla lekarza nie mogłaby wynosić więcej niż jedną dwudziestą płacy minimalnej, czyli ok. 240 zł brutto za godzinę pracy lekarza, z możliwością jej zwiększenia – przy spełnieniu określonych warunków – do 10-krotności minimalnego wynagrodzenia za ekwiwalent etatu. To ok. 48 tys. zł. Pomysł upadł, a swoją siłę pokazał przy tej okazji samorząd lekarski.

Limit płac, rozumiany jako maksymalna kwota zarobków, nie rozwiąże jednak wszystkich problemów, a raczej – rozwiąże problem wynagrodzeń lekarzy, ale przysporzy kłopotów na innym froncie. Jeżeli lekarz na samozatrudnieniu wystawia fakturę na procent od procedury, czyli dostaje określony odsetek od tego, co NFZ płaci szpitalowi np. za zabieg, to ograniczenie poziomu jego zarobków do stawki godzinnej mogłoby oznaczać spadek efektywności jego pracy. Dlaczego? Bo skoro i tak nie zarobi więcej niż płaca maksymalna, to nie będzie mu zależało, żeby przyjąć większą liczbę pacjentów i wykonać więcej świadczeń. A stąd już o krok do dłuższych kolejek, np. do zabiegów planowych. W ramach umów cywilnoprawnych z podmiotami leczniczymi rozlicza się ¾ lekarzy specjalistów, więc sprawa nie jest błaha.

Poszukiwanie rozwiązania problemu rosnących płac lekarzy w trzeszczącym w szwach systemie ochrony zdrowia to zadanie dla rządu, a takiego rozwiązania oczekiwać mogą wyborcy; zwłaszcza, że kontrast z rosnącymi problemami finansowymi Narodowego Funduszu Zdrowia jest widoczny gołym okiem – w przyszłorocznym budżecie NFZ na starcie może brakować ok. 21 mld zł, o czym poinformował Rynek Zdrowia. Sprawa Kacprzyka pokazała skalę tego, jakie oburzenie opinii publicznej budzą sześciocyfrowe zarobki medyków; bo lekarze powinni zarabiać dobrze, ale w granicach zdrowego rozsądku.