Z tego artykułu się dowiesz:

  • Dlaczego Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się na kontrolowanie wynagrodzeń lekarzy?
  • Jakie są proponowane limity zarobków lekarzy na kontraktach?
  • Jakie potencjalne skutki dla systemu zdrowia mogą wyniknąć z proponowanego ograniczenia wynagrodzeń?
  • Jakie obawy budzą planowane reformy wśród przedstawicieli środowiska medycznego?

Zgodnie z propozycją, jaką resort przesłał członkom Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia, w przyszłości stawka godzinowa brutto dla lekarza nie mogłaby wynosić więcej niż jedną dwudziestą płacy minimalnej. W 2026 r. wyniesie ona 4806 zł brutto, co przekłada się na maksymalnie 240 zł brutto za godzinę pracy lekarza.

Reklama
Reklama

Dlaczego Ministerstwo Zdrowia chce kontrolować wynagrodzenia lekarzy?

Jak zapisano w dokumencie, do którego dotarła „Rzeczpospolita”, „kierownik podmiotu leczniczego miałby możliwość zwiększenia wysokości stawki godzinowej brutto (…) w związku z wykonaniem określonych w umowie dodatkowych warunków, przy czym takie zwiększanie nie mogłoby skutkować uzyskaniem prawa do wynagrodzenia w wysokości wyższej niż 10-krotność minimalnego wynagrodzenia za pracę za liczbę godzin pracy stanowiącą ekwiwalent etatu”. To maksymalnie 48 tys. zł.

Jednocześnie lekarz wykonujący zabiegi nie mógłby zawrzeć ze szpitalem kontraktu w wymiarze mniejszym niż to, co odpowiada połowie etatu. Inna zmiana na tapecie to koniec z tzw. procentem od procedury. Chodzi o sytuację, w której lekarz otrzymuje określoną część od kwoty, jaką szpital dostaje od Narodowego Funduszu Zdrowia np. za wykonanie określonego zabiegu.

Oba rozwiązania pokrywają się z pomysłami, które jeszcze w lipcu położył na stole ówczesny wiceminister zdrowia Jerzy Szafranowicz. Jak wówczas tłumaczył „Rzeczpospolitej”, chodzi o skończenie z tzw. chirurgią teczkową, czyli sytuacją, w której lekarz wykonuje zabiegi w wielu szpitalach i opuszcza placówkę tuż po wykonaniu procedury, przez co nie sprawuje właściwej opieki nad pacjentem po operacji. 

Ministerstwo chce też kontroli nad wynagrodzeniami lekarzy na samozatrudnieniu – w domyśle, żeby ukrócić dyskusje o zarobkach medyków rzędu kilkuset tysięcy złotych. Jak wskazano w dokumencie, „zostanie wprowadzony obowiązek sprawozdawczości przez świadczeniodawców do AOTMiT (Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji – red.) i NFZ wydatków na umowy B2B w sprawozdaniu finansowym szpitala wraz z numerami PWZ (prawa wykonywania zawodu – red.)/ PESEL” lekarza.

Czytaj więcej

Nowa minister zdrowia: Niemówienie o pieniądzach w ochronie zdrowia było błędem

Ustanowienie limitu wynagrodzeń personelu medycznego na kontraktach towarzyszy głównemu punktowi reformy, jakim jest zmiana w tzw. ustawie podwyżkowej, która reguluje coroczny wzrost minimalnych płac pracowników ochrony zdrowia na etacie i pochłania miliardy złotych z budżetu NFZ. Ministerstwo chce zamrozić podwyżki na pół roku, przesuwając ich termin z 1 lipca na 1 stycznia, począwszy od stycznia 2027 r. Chce też uzależnić wysokość tych podwyżek od wskaźnika wzrostu wynagrodzeń w budżetówce. Teraz są powiązane ze wzrostem średniej krajowej. Jak pisaliśmy w „Rzeczpospolitej” jeszcze w sierpniu, określenie maksymalnego wynagrodzenia dla kontraktowców jest warunkiem, jaki postawili związkowcy, żeby przystąpić do dyskusji o zmianach w mechanizmie podwyżek dla pracowników na etacie. 

Na zmianach w pensjach lekarzy ucierpią pacjenci?

Propozycje resortu zdrowia mają być dyskutowane podczas posiedzenia zespołu trójstronnego, które zaplanowano na 18 listopada. Już teraz budzą jednak emocje, zarówno co do formy prezentacji, jak i samej treści. – Do Naczelnej Rady Lekarskiej docierają niepodpisane przez nikogo fiszki, będące – jak rozumiemy – zapisami efektów rozmów dotyczących wynagrodzeń, które MZ toczyło w ramach Prezydium Zespołu Trójstronnego. Nikt z MZ nie kontaktował się w sposób formalny ze środowiskiem lekarskim w tej sprawie – mówi „Rzeczpospolitej” Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej. – Taką formę prowadzenia dialogu uważamy za niepoważną – dodaje.

Zdaniem Jankowskiego same propozycje resortu są „wprost dążeniem do prywatyzacji ochrony zdrowia w Polsce”. – Możliwość zatrudnienia na kontrakcie jedynie w wymiarze co najmniej połowy etatu czy ograniczenie elastyczności w kształtowaniu stawek i ich limit sprawi, że część lekarzy, którzy dziś pracują na kilka etatów, łatając grafiki czy wykonując dużą liczbę procedur, będzie musiało ograniczyć czas pracy i liczbę wykonywanych zabiegów, część z pewnością przejdzie do sektora  prywatnego – komentuje.

Czytaj więcej

Szpitale na Mazowszu zagrożone cięciem kontraktów. Kolejki do lekarzy mogą się wydłużyć

Szef samorządu lekarskiego ocenia, że to pomysł reformy postawiony na głowie i ucierpią na niej polscy pacjenci. – Najpierw należy zmienić wyceny procedur, skonsolidować system, a potem rozmawiać o wynagrodzeniach. To jednak, jak widać, nie leży w możliwościach resortu, liczą się szybkie oszczędności – mówi Jankowski.

I dodaje: – Z pewnością MZ odniesie swój cel – oszczędzi pieniądze, ograniczy wydatki nawet podwójnie, bo wprowadzając limit i przestając płacić lekarzom np. za wykonywane zabiegi, wprost ograniczy liczbę tych zabiegów i ich dostępność dla pacjentów.

Spadnie efektywność lekarzy? W przypadku płatności za godzinę pracy może zabraknąć motywacji do większego zaangażowania

Propozycje resortu dotyczące limitu zarobków lekarzy na samozatrudnieniu nie spotkały się też z entuzjazmem strony pracodawców w zespole trójstronnym. – Mamy spore obawy, że proponowane rozwiązania nie przyniosą oczekiwanych rezultatów – mówi Kacper Olejniczak z Konfederacji Lewiatan. Jak tłumaczy, istnieje ryzyko, że wprowadzenie limitów w tym kształcie obniży dostępność świadczeń dla pacjentów, ponieważ wprowadzenie maksymalnej stawki godzinowej może zmniejszyć efektywność lekarzy.

Czytaj więcej

Wiceprezes NFZ: Popieram częściowe zamrożenie płac w ochronie zdrowia

– Jeśli dotychczas lekarz otrzymywał wynagrodzenie zależne od liczby wykonanych procedur, to im więcej ich realizował, tym więcej zarabiał. Natomiast w przypadku płatności za godzinę pracy może zabraknąć motywacji do większego zaangażowania – wskazuje Olejniczak. Podobne zastrzeżenia wzbudza likwidacja wynagrodzenia procentowego od procedury.

Inne zastrzeżenia formułuje Wojciech Wiśniewski z Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Wydaje się, że należy mówić nie tyle o maksymalnym poziomie wynagrodzenia, co o poziomie finansowania tych wynagrodzeń ze środków publicznych – mówi. Jak dodaje, FPP obawia się, że wdrożenie maksymalnego poziomu zarobków spowoduje, że pracownicy będą oczekiwać wynagrodzeń właśnie w tej wysokości i pensje poniżej limitu bardzo szybko zostaną podniesione. – Dlatego kluczowe jest wdrożenie rozwiązań umożliwiających monitorowanie wynagrodzeń do poziomu prawa wykonywania zawodu – mówi Wiśniewski. Jak uzupełnia, obecnie AOTMiT ma możliwość monitorowania wartości umów zawartych przez szpitale z lekarzami, ale nie wie, ile kontraktów realizuje jeden medyk.