Sprawczość stała się ulubionym hasłem polityków. W każdym kraju słyszymy te same slogany: „dowozimy” programy, spełniamy obietnice, realizujemy wolę obywateli. Sama chęć skutecznego działania nie jest oczywiście problemem. Problemem jest metoda. Czy sprawczość ma oznaczać dialog i rządy prawa, czy raczej rządy dekretów, lekceważenie krytyki i użycie siły?
Globalna kariera sprawczości
Coraz częściej słyszymy, że prawo nie powinno krępować „woli ludu”, że nie warto słuchać ONZ czy UE, gdy rzekomo przeszkadzają w skutecznym działaniu, a opozycja – zwłaszcza w sytuacji kryzysu – powinna zamilknąć. W imię sprawczości atakowani są sędziowie, dziennikarze, organizacje pozarządowe, a nawet banki centralne – wszyscy, którzy ośmielają się wyznaczać granice władzy.
Dążenie do sprawczości za wszelką cenę jest zjawiskiem globalnym, niezależnym od lokalnych różnic. Nie tylko Donald Trump nakłada cła bezprawnie i sięga po użycie siły w walce z imigracją. Także kolejne rządy w Polsce łamią prawo wobec migrantów i lekceważą nie tylko ONZ, lecz nawet UE.
Czytaj więcej
Specjaliści od prawa międzynarodowego przypominają dziś poniekąd proroków, którzy napominali rząd...
Czy w demokracji cel musi uświęcać środki?
Obrońcy logiki sprawczości argumentują, że demokracja nie może być jałową debatą ani niekończącym się targiem z grupami interesów. Rząd ma zapewniać bezpieczeństwo i dobrobyt. Jeśli instytucje i procedury mu to utrudniają, należy je ominąć. Innymi słowy – cel uświęca środki.