Sprawczość stała się ulubionym hasłem polityków. W każdym kraju słyszymy te same slogany: „dowozimy” programy, spełniamy obietnice, realizujemy wolę obywateli. Sama chęć skutecznego działania nie jest oczywiście problemem. Problemem jest metoda. Czy sprawczość ma oznaczać dialog i rządy prawa, czy raczej rządy dekretów, lekceważenie krytyki i użycie siły?

Globalna kariera sprawczości

Coraz częściej słyszymy, że prawo nie powinno krępować „woli ludu”, że nie warto słuchać ONZ czy UE, gdy rzekomo przeszkadzają w skutecznym działaniu, a opozycja – zwłaszcza w sytuacji kryzysu – powinna zamilknąć. W imię sprawczości atakowani są sędziowie, dziennikarze, organizacje pozarządowe, a nawet banki centralne – wszyscy, którzy ośmielają się wyznaczać granice władzy.

Dążenie do sprawczości za wszelką cenę jest zjawiskiem globalnym, niezależnym od lokalnych różnic. Nie tylko Donald Trump nakłada cła bezprawnie i sięga po użycie siły w walce z imigracją. Także kolejne rządy w Polsce łamią prawo wobec migrantów i lekceważą nie tylko ONZ, lecz nawet UE.

Czytaj więcej

Jakub Sewerynik: O milczeniu prawa i sile mocarstw

Czy w demokracji cel musi uświęcać środki?

Obrońcy logiki sprawczości argumentują, że demokracja nie może być jałową debatą ani niekończącym się targiem z grupami interesów. Rząd ma zapewniać bezpieczeństwo i dobrobyt. Jeśli instytucje i procedury mu to utrudniają, należy je ominąć. Innymi słowy – cel uświęca środki.

Tylko czy to naprawdę instytucje i prawo ograniczają sprawczość? A może w świecie globalnych kryzysów państwo – nawet najsilniejsze – nie jest w stanie samodzielnie powstrzymać migracji, pandemii, spekulacji finansowych czy zmian klimatu? Czy łamanie prawa międzynarodowego wzmacnia politykę zagraniczną? Czy osłabianie niezależności sądów przyciąga inwestycje? I jak silny jest mandat władzy, która często wygrywa minimalną przewagą lub przy poparciu mniejszości elektoratu, a mimo to knebluje wszelką krytykę w imię „skutecznego rządzenia”?

Czytaj więcej

Jan Zielonka: Dlaczego silna Europa jest tak słaba?

Polityka, w której zwycięzca bierze wszystko, bez gwarancji praw mniejszości, ma niewiele wspólnego z demokracją. Demokracja nie mówi, co należy zrobić, lecz jak wspólnie podejmować decyzje. Z natury opiera się więc na prawie, procedurach i instytucjach, w ramach których toczy się polityczny przetarg. Zasada „cel uświęca środki” była mottem rewolucji jakobińskiej i bolszewickiej – nie demokracji.

Sprawczość każdego rządu wymaga szerokiego zaplecza politycznego i współpracy międzynarodowej. Bez zaufania opartego na przestrzeganiu prawa i szacunku dla instytucji trudno osiągnąć wymierne rezultaty. Rząd może krzyczeć i straszyć, lecz ma to niewiele wspólnego ze sprawczością – nie mówiąc już o demokracji.

Jan Zielonka

Profesor na uniwersytetach w Oksfordzie i Warszawie