Słabość Europy jest dziś głównym argumentem na rzecz kurczowego trzymania się Stanów Zjednoczonych – pomimo kaprysów Donalda Trumpa. Jednak poważne analizy pokazują, że UE pozostaje globalnym mocarstwem – porównywalnym z Chinami i wyraźnie silniejszym niż Rosja czy Indie. Choć nie dysponuje własną armią, nie jest militarnym karłem, a jej potęga gospodarcza, prawna i normatywna pozostaje bezprecedensowa.
Architektura integracji ogranicza siłę Unii Europejskiej
Dlaczego więc realna siła Unii nie przekłada się na skuteczną politykę? Dlaczego UE akceptuje jednostronne amerykańskie cła, ulega szantażowi małej grupy rolników protestującej przeciwko umowie Mercosur i nie potrafi wykorzystać zamrożonych rosyjskich aktywów na rzecz Ukrainy?
Czytaj więcej
Czy Europę stać jeszcze na samodzielność? Unia Europejska powstała i nabrała siły pod presją amer...
Eurosceptycy mają na to prostą odpowiedź. Unia jest zakładniczką imperialnych ambicji Niemiec i Francji oraz biurokratycznym molochem opętanym „zieloną” i „genderową” ideologią. To jednak czysta propaganda. Europejska biurokracja jest relatywnie niewielka, Berlin i Paryż nie potrafią skutecznie blokować nawet kolejnych wet Węgier, a przy stole decyzyjnym zasiadają politycy reprezentujący bardzo różne ideologie.
Źródło problemu tkwi w architekturze integracji. Unia została zaprojektowana jako narzędzie wzmacniania państw narodowych, nie jako podmiot zdolny je zastąpić. Najważniejsze decyzje zapadają w Radzie UE, gdzie 27 rządów bez skrupułów przedkłada interes krajowy nad wspólnotowy. Efektem jest system, który premiuje weto, oportunizm i politykę najmniejszego wspólnego mianownika. Skuteczność – jedyne realne źródło legitymizacji UE – zostaje poświęcona na ołtarzu jednomyślności.