Reklama

Kata Tüttő dla „Rzeczpospolitej”: Europa oszczędza na własnej przyszłości

Nowa propozycja budżetu UE na lata 2028–2034 w praktyce osłabia politykę spójności i przenosi realną władzę nad funduszami strukturalnymi do rządów narodowych. Obawiamy się, że polityka spójności, stając się polityką krajową, zostanie zredukowana do worka pieniędzy – ostrzega Kata Tüttő, przewodnicząca Europejskiego Komitetu Regionów.
Kata Tüttő

Kata Tüttő

Foto: PAP/EPA

Jak postrzega pani propozycję Komisji Europejskiej dotyczącą nowego budżetu UE na lata 2028–2034?

Mieliśmy wiele oczekiwań, a kiedy mówię „my”, mam na myśli miasta i regiony. Ci, których reprezentuję, liczyli na większy i ambitniejszy budżet. Komisja Europejska (KE) i Parlament Europejski (PE) w ostatnich latach nie tylko zaproponowały, ale i przyjęły wiele nowych zobowiązań wiążących się z osiągnięciem neutralności klimatycznej do 2050 r., przejściem na gospodarkę o obiegu zamkniętym, zapewnieniem bezpieczeństwa wody, energii, czystego powietrza, żywności, a także ścieków – z bardzo krótkimi terminami realizacji. Większość tych wdrożeń odbywa się na poziomie miast i regionów. Oczywiście zależy to od każdego państwa członkowskiego UE, ale generalnie ok. 70 proc. musi być realizowane przez miasta i regiony. Tymczasem widzimy ogromne luki w finansowaniu tych ambitnych projektów.

Reklama
Reklama

Co to oznacza?

Skupiamy się na polityce spójności, ponieważ to właśnie nad nią pracujemy wspólnie z KE. To polityka oparta na traktatach i podlega zarządzaniu dzielonemu. Szukaliśmy szerszej polityki spójności, większych środków na nią, a miasta zabiegały też o bezpośrednie finansowanie np. na łagodzenie skutków zmian klimatu. Nie tylko miasta objęte programami spójności, ale też metropolie takie jak Paryż, Rzym, Barcelona czy Sztokholm szukają w Brukseli większego finansowania, a nie tylko regulacji. Narasta kryzys mieszkaniowy. Duże miasta też spoglądają na KE, ponieważ wszyscy mają więcej problemów niż pieniędzy.

Co w praktyce proponuje KE?

Zamiast większych środków na spójność propozycja budżetu w rzeczywistości jest przegrupowaniem tej samej kwoty pieniędzy. A kiedy mówię o tej samej kwocie, to podstawowa idea jest taka, że my reinwestujemy ok. 1 proc. naszego PKB. To niewielka część nadwyżki, którą jednolity rynek zapewnia całej UE. Głównym narzędziem konkurencyjności UE jest właśnie jednolity rynek. Dzięki niemu w całej UE występuje dodatkowy wzrost PKB wynoszący 8–9 proc. Nie jest on równomiernie rozłożony terytorialnie i porozumienie jest takie, że reinwestujemy część tego dodatkowego PKB w sposób korzystniejszy terytorialnie, czyli w ramach polityki spójności, ale w sposób, który służy również wspólnemu jednolitemu rynkowi. Polityka spójności to więc polityka inwestycyjna. Pieniądze trafiają na łączenie miast i regionów poprzez budowę dróg, linii kolejowych, transportu publicznego, na opiekę zdrowotną, na bezpieczeństwo energetyczne, na transformację klimatyczną, na szkolenia dla rynku pracy. Zwrot z inwestycji w UE jest bardzo wysoki.

Czytaj więcej

Samorządowcy z całej UE chcą uproszczeń w polityce spójności

Czyli państwa członkowskie nie zobowiązały się do wspólnego wydawania większej kwoty?

Nie ma niestety takiej decyzji. To smutne. A duże miasta patrzą na Unię Europejską, bo nie znajdują pomocy w państwach członkowskich. Unia nie stanie się silniejsza, jeśli państwa członkowskie nie zdecydują się na większy wkład i większe wydatki. Proponuje się za to ponowne ustalenie priorytetów dla tej samej kwoty i umieszczenie polityki spójności w banku narodowym razem z innym głównym filarem polityki – polityką rolną, która służy bezpieczeństwu żywnościowemu. Tymczasem teraz zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego to priorytet. W propozycji KE politykę spójności, politykę rolną, migracje i kontrolę granic wrzucono do jednego worka i przekazano rządom krajowym. To ogromna zmiana porozumienia, które uzgodniliśmy jako podstawową zasadę UE.

Reklama
Reklama

KE odłącza się od polityk regionalnych, a dla polityki spójności jest to wielka zmiana. Komisja upraszcza swój własny sposób postępowania z priorytetami, twierdząc, że spójność już nie istnieje, a radzenie sobie z regionami i miastami nie jest już jej głównym obowiązkiem, bo będzie chciała skupić się na nowych priorytetach, które w rzeczywistości nie są nowymi, bo zawsze inwestycje dotyczyły konkurencyjności i obronności.

Czy nie oznacza to też potencjalnej konkurencji pomiędzy dwiema głównymi politykami UE?

Spójność przechodzi do krajowego worka wraz z polityką rolną – bez dodatkowych pieniędzy i bez nowych zasobów, co rzeczywiście stworzy swego rodzaju konkurencję między tymi politykami. Każdy ma te same problemy na poziomie miasta, powiatu, regionu, kraju, Europy. I każdy ma więcej problemów niż dostaje pieniędzy. Zatem to fakt, że będzie konkurencja. Oczywiście inna w każdym państwie członkowskim, ale otwiera to potencjalne spory między polityką spójności a polityką rolną o te same środki. Polityka spójności nie będzie obejmować wszystkich regionów, chociaż każdy obecnie jest w okresie transformacji, ponieważ transformacja przemysłowa, demograficzna, klimatyczna, cyfrowa to rzeczywistość całej Europy. Dlatego mówimy, że bardzo ważne jest, aby polityka spójności w pewien sposób kierowała i pomagała wszystkim regionom.

Dzieje się tak, ponieważ polityka spójności jest jednym z najważniejszych narzędzi włączania polityk europejskich do głównego nurtu. Jeśli jakikolwiek region chce korzystać z pieniędzy europejskich, musi zainwestować w zrozumienie, wdrożenie i urzeczywistnienie wszystkich różnych horyzontów polityk europejskich, musi pracować nad wodą, ściekami, równością płci, bezpieczeństwem energetycznym, mniejszym zużyciem energii, wytwarzaniem i produkcją energii na poziomie lokalnym, dostępnością jej itd. W ten sposób regiony wciąż się rozwijają, a regulacje i cele europejskie stają się coraz bardziej rozbudowane.

Czytaj więcej

Komitet Regionów zdecydowanie broni polityki spójności, chce też uproszczeń

Polityka spójności jest bardzo ważnym narzędziem kotwiczenia, ponieważ gdy widzimy, że wszędzie pieniędzy jest mniej niż problemów, to powoduje to, że przechodzimy od długoterminowych inwestycji do krótkoterminowych, politycznych działań doraźnych, starając się rozwiązać aktualny kryzys. A jedną z najważniejszych wartości polityki spójności jest to, że jest ona narzędziem długoterminowego inwestowania i koncentruje nie tylko uwagę miast, regionów i państw członkowskich na długoterminowych politykach, ale także krajowe i regionalne zasoby. Obawiamy się, że stając się polityką krajową, polityka spójności zostanie zredukowana do worka pieniędzy, a nie do narzędzia głównego nurtu. Nie będzie już długoterminowym narzędziem kotwiczenia, głównym narzędziem transformacji dla wszystkich regionów. Utraci te funkcje i zostanie zredukowana do worka pieniędzy w rodzaju funduszu charytatywnego, który będzie rozwodniony i zniknie w przyszłości, jeśli zgodzimy się na taki sposób patrzenia na politykę spójności.

Komisja rzeczywiście może odciąć europejskie regiony od zarządzania funduszami z polityki spójności? W Polsce władze województw odpowiadają za ponad 40 proc. tych pieniędzy.

W każdym państwie członkowskim gwarancje są inne. Jednak propozycja KE pozostawia tę kwestię państwom członkowskim, a gwarancje dla niektórych państw członkowskich pozostaną w mocy, a dla innych ulegną zmianie. Jeśli ta propozycja pozostanie, oznacza to, że polityka spójności nie będzie już jedną z głównych polityk UE. Ze względu na tę elastyczność, która jest częścią polityki spójności, wskazuje ona również kierunek wykorzystania środków spójności na zarządzanie kryzysowe w obliczu nowych kryzysów. Jest to bowiem elastyczność w ramach części niezaprogramowanej, której naprawdę chcieliśmy uniknąć. Chcemy, aby polityka spójności służyła długoterminowym inwestycjom i przynajmniej pomagała miastom i regionom w realizacji celów długoterminowych, a nie tylko krótkoterminowych, poprzez wprowadzenie tej niezaprogramowanej elastyczności w sytuacjach nadzwyczajnych.

Reklama
Reklama

Kiedy otworzymy pudełko z powodu nadchodzących kryzysów – a one zawsze nadejdą – to z tymi pieniędzmi może wydarzyć się właściwie wszystko. Państwa członkowskie w obliczu kryzysu będą domagać się większej elastyczności w wykorzystywaniu funduszy. Być może widzicie gwarancje w Polsce dla polityki spójności, ale i tak będzie duże rozczarowanie ze strony miast i regionów, ponieważ dziś wszyscy wydają ze wszystkich funduszy spójności, przede wszystkim z dwóch głównych funduszy EFRR i EFS, zwłaszcza Polska i Włochy, ale też wszelkich innych, w tym z Funduszu Spójności, Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji, a do tego ze znacznie większego koszyka z Funduszu Odbudowy i Zwiększania Odporności, który w dużej mierze służy również bardzo podobnej infrastrukturze w energetyce, cyfryzacji, opiece zdrowotnej, budownictwie infrastrukturalnym. Tyle że ten program się zakończy. Nie będzie już Funduszu Odbudowy i Zwiększania Odporności w nowym budżecie. Postrzeganie siły Europy w kontekście finansowania wszystkich europejskich ambicji jest już ogromnym rozczarowaniem.

Liczb jeszcze jednak nie znamy.

Bo jeszcze nie wiemy, jak państwa członkowskie się odniosą do propozycji KE. Do tego dochodzi spłata pożyczki. Nie wiemy nawet, jak duża ostatecznie będzie polityka spójności. Nie ma już czegoś takiego jak fundusze spójnościowe, tylko jeden duży program krajowy. Wtedy zobaczymy alokacje krajowe i to, na ile budżety państw członkowskich będą współfinansować proponowane fundusze. To będzie zależało od państw członkowskich.

Komisja proponuje też nową strukturę budżetu.

Owe 1–1,2 proc. unijnego PKB ma trafiać do państw w kopertach narodowych. Przy czym kraj ma zarządzać połową koperty i w zasadzie ma być tam zapisane wszystko, jak te środki mają być wydane, że np. 14 proc. środków trafi na sprawy socjalne, 34 proc. na klimatyczne itd. Zaś druga połowa koperty ma być w programach zarządzanych centralnie przez KE. I to jest bardzo niebezpieczne. Fundusze zarządzane bezpośrednio przez KE – jak Fundusz Konkurencyjności czy Fundusz Obronny – nie mają wymiaru terytorialnego. Trafiają do tych, którzy są już silni i potrafią szybko absorbować środki. To pogłębi różnice między regionami. Tymczasem prawdziwą podstawą konkurencyjności Europy jest jednolity rynek. A on wymaga inwestycji w całej Unii, także w słabszych regionach.

Czytaj więcej

Regiony pomagają zdobywać swym firmom świat w branży ICT

KE chce, aby państwa członkowskie zaakceptowały ten sposób myślenia, że połowa wspólnych wydatków leży w gestii krajowej, a druga połowa jest scentralizowana w Brukseli. I to, co widzieliśmy – i znamy już pewne liczby, ale musimy nad tym popracować jako Komitet Regionów – to, że fundusze, którymi zarządza bezpośrednio KE, mają zupełnie inną koncentrację niż np. koszyk spójności. To oznacza, że z połowy budżetu będą chcieli pomóc tym, którzy są już silni i którzy już bardzo szybko działają. Stworzy to swego rodzaju bardzo niesprawiedliwy sposób redystrybucji 1 proc. europejskiego PKB. Tymczasem konkurencyjność to jednolity rynek, to jest główny filar, wszystko inne jest dodatkiem.

Reklama
Reklama

Dlaczego tak właściwie KE chce wrzucić politykę spójności do jednego koszyka ze wspólną polityką rolną? Jaki jest tego cel?

Urzędnicy KE nigdy nie podzielili się z nami swoimi przemyśleniami. Twierdzą, że zmniejszanie liczby funduszy ułatwi nam życie, ale my wiemy, że to na pewno nie ułatwi życia miastom i regionom, a jedynie państwom członkowskim. Redukcja funduszy upraszcza życie jednak przede wszystkim samej KE. Komisja mówi, że to rozwiązanie elastyczne, ponieważ rząd krajowy dostanie kopertę z wieloma kwestiami do rozwiązania, ale będzie miał pełną elastyczność, jak je rozwiązać. Zmniejszy to konflikty w samej KE, ponieważ w kopercie będzie wiele zadań. Pieniądze mają być jednak mniejsze, podczas gdy wszyscy chcą ich więcej, także na rolnictwo, na rozwój obszarów wiejskich, na rozwój miast i na wszystkie nasze wspólne ambicje. Komisja wyraźnie nie chce mieć już do czynienia z większą liczbą traktorów w Brukseli, a coraz więcej miast i regionów puka do drzwi KE z prośbą o pomoc. W efekcie zmian wszystkie protesty zostaną przekierowane do rządów krajowych, a worek nowych, błyszczących inwestycji z Funduszu Konkurencyjności i Funduszu Obronnego rozda KE.

Wspomniała pani o uproszczeniach, ale widzianych z punktu widzenia KE. A jak to wygląda w ocenie miast i regionów?

Każde miasto i region chce korzystać z pieniędzy europejskich jak najszybciej i jak najprościej, ale w rzeczywistości nie da się tego po prostu ot tak zrobić. Fundusze europejskie są złożone, ponieważ problemy, którymi się zajmują samorządy, są bardzo, bardzo złożone. Nie da się ich uprościć. Ceną tej złożoności jest czas. Zazwyczaj mówię, że to zainwestowany czas i energia. To proces uczenia się przez działanie. Wciąż pojawia się jednak wiele nowych przepisów europejskich i bardzo trudno jest nadążać za nimi wszystkimi. Myślę, że to jest właśnie głównym problemem – bardzo trudno jest nadążać za europejskim prawodawstwem. Coraz trudniej to wszystko zrozumieć. Oczywiście są państwa członkowskie, które od dawna podążają zieloną drogą, w demokratycznym, zdecentralizowanym środowisku. Mamy też wiele krajów objętych programem spójności...

…ale są też kraje z naszego regionu, które musiały bardzo szybko dokonać skoku w rozwoju.

Nasze kraje, czyli Polska, Rumunia, Słowacja, Bułgaria, Węgry, Czechy działają jak szalone od 20-25 lat, próbując nadrobić zaległości. I dobrze, ale coraz częściej pojawiają się kryzysy, a przepisy na poziomie europejskim napływają jak szalone. I zawsze istnieje problem z wdrażaniem europejskiego prawodawstwa. W każdym z naszych krajów istnieje poważny problem nadmiernej biurokracji. Widzimy różnice między poszczególnymi państwami członkowskimi, jak duże komplikacje stwarza prawodawstwo europejskie w jednym kraju, a jak niewielkie w innym. Ale całego problemu biurokratycznego nie da się rozwiązać na poziomie europejskim.

Czytaj więcej

Budżet Unii Europejskiej: mistrzowski ruch Piotra Serafina

Państwa członkowskie często dodają swoje „pięć groszy” do prawodawstwa z Brukseli. W Polsce często się mówi, że w tej materii chcemy być świętsi od papieża.

To jest nasza praca domowa: przyjrzeć się wszystkim czynnikom, które uniemożliwiają wdrożenie. Wiele rzeczy nie pochodzi z ustawodawstwa KE, ale z wdrażania, z naszej własnej administracji publicznej. Na Węgrzech też widzę wyraźnie, że wprowadzając do węgierskiego ustawodawstwa dyrektywy europejskie, nadmiernie je komplikujemy. Ten problem musi zostać rozwiązany w naszych państwach członkowskich.

Reklama
Reklama

A co z decentralizacją zarządzania funduszami, która w Polsce poszła daleko i się sprawdziła?

To samo dotyczy właśnie problemu decentralizacji. W rzeczywistości można go rozwiązać tylko wewnętrznie. Jeśli nie będzie woli w państwach członkowskich, to nic dobrego z tego nie wyjdzie. Właśnie dlatego nadal uważam, że bardzo ważne jest, aby KE pozostała przy obecnej procedurze i zarządzaniu dzielonym, tak jak jest to zapisane w traktacie. Nie widzę wartości dodanej jednego planu krajowego. Nie słyszałam aby ktokolwiek z poziomu państw członkowskich lub regionalnego powiedział, że ułatwi mu to życie i wpłynie na poprawę wydatków na spójność.

KE podnosi argument, że krajowe plany odbudowy się sprawdzają?

Nie słyszałam, aby ktokolwiek twierdził, że zarządzanie oparte na krajowych planach odbudowy i zwiększania odporności byłoby lepsze. Wymyślono je na potrzeby krótkoterminowego funduszu interwencji kryzysowej. Dlaczego mielibyśmy je stosować w zarządzaniu długoterminowymi inwestycjami? Dlaczego miałoby to poprawić sytuację? Nikt tego nie udowodnił. Nawet Słowacja twierdzi, że tylko eksperymentuje z modelem, w którym jest jeden zintegrowany plan krajowy dotyczący zarazem rozwoju obszarów wiejskich i miejskich oraz rolnictwa. Słowacy powiedzieli, że widzą wady oraz potencjalne problemy i traktują to jako eksperyment. Przedstawiciel słowackiego rządu, z którym rozmawiałam, powiedział na plenum Komitetu Regionów, że nie zalecałby przeprowadzania tak dużego eksperymentu na poziomie europejskim, ponieważ nie wiemy dokładnie, jak to się sprawdzi. Widzimy wiele potencjalnych problemów związanych z większym obciążeniem administracyjnym, to jasne. Łączenie polityki rolnej i spójności jawi się jako potencjalny problem i to nie tylko z perspektywy miast i regionów, ale także rządów krajowych.

Foto: rp.pl

Na ostatniej sesji plenarnej Komitetu Regionów mówiono m.in. o tym, że KE zaproponowała znaczące zmniejszenie liczby programów. O które programy chodzi?

Niemal każdego dnia ze strony KE pojawiają się nowe wydzielenia i włączanie różnych rzeczy do głównego nurtu polityki. Duże, realne zmiany polegają jednak na tym, że Komisja zarządzała i wciąż zarządza za pośrednictwem władz regionów setkami programów regionalnych, a w okresie 2028–2034 ich liczba ma zostać zredukowana do 27 programów krajowych. Z kolei wiele programów zarządzanych bezpośrednio przez KE, takich jak np. Horyzont, Interreg, Life mają pozostać. KE zachowa też częściowo inne programy. Z tego, co rozumiem, zasady będą podobne do tych z poprzednich. Nie wiemy jednak, jak ostatecznie będą działać te programy i które z nich pozostaną, a które zostaną zlikwidowane.

Rozmówczyni

Kata Tüttő

Przewodnicząca Europejskiego Komitetu Regionów od lutego 2025 r. Jednocześnie członkini Rady Miasta Budapesztu. Węgierska polityk, ekonomistka i urzędniczka państwowa. Wcześniej w latach 2019–2024 pełniła funkcję zastępczyni burmistrza Budapesztu, nadzorując adaptację do zmian klimatu, gospodarkę odpadami i wodą, transport publiczny oraz usługi komunalne. Obecnie przewodniczy radzie nadzorczej Budapeszteńskiego Przedsiębiorstwa Wodociągowego i Budapeszteńskiego Przedsiębiorstwa Kanalizacyjnego. Absolwentka ekonomii, stosunków międzynarodowych i finansów na węgierskich uniwersytetach

analizy
Michał Kolanko: Czy istnieje PiS poza Jarosławem Kaczyńskim?
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Opinie polityczno - społeczne
Rusłan Szoszyn: Od potęgi wywiadu do tuby propagandy? Putin zmienił SWR w narzędzie dezinformacji
felietony
Jan Zielonka: Sprawczość za wszelką cenę
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Przeklęty los centrysty
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama