Jak postrzega pani propozycję Komisji Europejskiej dotyczącą nowego budżetu UE na lata 2028–2034?
Mieliśmy wiele oczekiwań, a kiedy mówię „my”, mam na myśli miasta i regiony. Ci, których reprezentuję, liczyli na większy i ambitniejszy budżet. Komisja Europejska (KE) i Parlament Europejski (PE) w ostatnich latach nie tylko zaproponowały, ale i przyjęły wiele nowych zobowiązań wiążących się z osiągnięciem neutralności klimatycznej do 2050 r., przejściem na gospodarkę o obiegu zamkniętym, zapewnieniem bezpieczeństwa wody, energii, czystego powietrza, żywności, a także ścieków – z bardzo krótkimi terminami realizacji. Większość tych wdrożeń odbywa się na poziomie miast i regionów. Oczywiście zależy to od każdego państwa członkowskiego UE, ale generalnie ok. 70 proc. musi być realizowane przez miasta i regiony. Tymczasem widzimy ogromne luki w finansowaniu tych ambitnych projektów.
Co to oznacza?
Skupiamy się na polityce spójności, ponieważ to właśnie nad nią pracujemy wspólnie z KE. To polityka oparta na traktatach i podlega zarządzaniu dzielonemu. Szukaliśmy szerszej polityki spójności, większych środków na nią, a miasta zabiegały też o bezpośrednie finansowanie np. na łagodzenie skutków zmian klimatu. Nie tylko miasta objęte programami spójności, ale też metropolie takie jak Paryż, Rzym, Barcelona czy Sztokholm szukają w Brukseli większego finansowania, a nie tylko regulacji. Narasta kryzys mieszkaniowy. Duże miasta też spoglądają na KE, ponieważ wszyscy mają więcej problemów niż pieniędzy.
Co w praktyce proponuje KE?
Zamiast większych środków na spójność propozycja budżetu w rzeczywistości jest przegrupowaniem tej samej kwoty pieniędzy. A kiedy mówię o tej samej kwocie, to podstawowa idea jest taka, że my reinwestujemy ok. 1 proc. naszego PKB. To niewielka część nadwyżki, którą jednolity rynek zapewnia całej UE. Głównym narzędziem konkurencyjności UE jest właśnie jednolity rynek. Dzięki niemu w całej UE występuje dodatkowy wzrost PKB wynoszący 8–9 proc. Nie jest on równomiernie rozłożony terytorialnie i porozumienie jest takie, że reinwestujemy część tego dodatkowego PKB w sposób korzystniejszy terytorialnie, czyli w ramach polityki spójności, ale w sposób, który służy również wspólnemu jednolitemu rynkowi. Polityka spójności to więc polityka inwestycyjna. Pieniądze trafiają na łączenie miast i regionów poprzez budowę dróg, linii kolejowych, transportu publicznego, na opiekę zdrowotną, na bezpieczeństwo energetyczne, na transformację klimatyczną, na szkolenia dla rynku pracy. Zwrot z inwestycji w UE jest bardzo wysoki.
Czytaj więcej
Specjalną opinię w tym zakresie na swej ostatniej w tym roku sesji plenarnej przyjął Komitet Regionów. Przygotowała ją prezydentka Sopotu. Jeden z...
Czyli państwa członkowskie nie zobowiązały się do wspólnego wydawania większej kwoty?
Nie ma niestety takiej decyzji. To smutne. A duże miasta patrzą na Unię Europejską, bo nie znajdują pomocy w państwach członkowskich. Unia nie stanie się silniejsza, jeśli państwa członkowskie nie zdecydują się na większy wkład i większe wydatki. Proponuje się za to ponowne ustalenie priorytetów dla tej samej kwoty i umieszczenie polityki spójności w banku narodowym razem z innym głównym filarem polityki – polityką rolną, która służy bezpieczeństwu żywnościowemu. Tymczasem teraz zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego to priorytet. W propozycji KE politykę spójności, politykę rolną, migracje i kontrolę granic wrzucono do jednego worka i przekazano rządom krajowym. To ogromna zmiana porozumienia, które uzgodniliśmy jako podstawową zasadę UE.