W chwili wejścia Polski do Unii Europejskiej w 2004 r. eksport towarów rolno-spożywczych do UE oraz na rynki pozaunijne z naszego kraju wyniósł 5,2 mld euro, a import 4,4 mld euro. Na koniec 2025 r. był to odpowiednio 58,4 mld euro i 38,6 mld euro. Przez wszystkie te lata handel żywnością cechowała nadwyżka, która z każdym rokiem jest większa. Polscy producenci oferują wysokiej jakości produkt w dobrej cenie. Należy podkreślić, że sukcesy eksportowe są przede wszystkim efektem zabiegów biznesowych właścicieli, zarządów, specjalistów od eksportu i handlu. Dlaczego? Ano dlatego, że w ostatnich dwóch dekadach nie mogli oni liczyć na instytucjonalne wsparcie, bo go po prostu nie było. Dopiero od kilku lat polski biznes, w tym agrobiznes, ma wsparcie w postaci sieci zagranicznych biur handlowych (ZBH) Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH) ulokowanych na rynkach szybkiego wzrostu, charakteryzujących się największym potencjałem możliwości biznesowych, nie tylko dla sprzedaży żywności. W ostatnim roku minister rolnictwa i rozwoju wsi przeprowadził kilka naborów na radców rolnych. To wszystko w porównaniu do przeszłości jest ogromną zmianą na plus. Mimo tego wciąż mamy deficyty. Czego więc nie robimy, a co robią inni?
Inne podejście
Rynek żywności jest bardzo konkurencyjny. Nie inaczej jest w Polsce. Dlatego sprzedaż wymaga ciągłych zabiegów, aktywności, elastyczności, szybkich reakcji.
Z analizy rynków naszych konkurentów widać, że wsparcie ekspansji eksportowej jest systemowe, a realizowane poprzez różnego rodzaju działania promocyjne. I nie chodzi tu o pojawienie się ministra rolnictwa na stoisku narodowym i wzięcie udziału przez niego w targach w wydarzeniu w rodzaju Dzień Narodowy. Chodzi o szerszy kontekst, którego u nas nie ma albo jest w doraźnej i szczątkowej wersji, niestety niewynikającej ze strategii.
Przypadkowości nie można znaleźć w działaniach na innych rynkach. Wynika to z prostego założenia, że rolnictwo i przetwórstwo rolno-spożywcze są częścią gospodarki narodowej. To nic odkrywczego, w naszym kraju również tak się je definiuje, ale różnica w podejściu w Polsce i na innych rynkach rozwiniętych jest ogromna.
Argentyńska zagrywka
Przykładem myślenia na rzecz przyszłych działań był cykl wydarzeń, o różnym charakterze, jakie na ubiegłorocznych targach żywności Anuga w Kolonii, w Niemczech, zorganizowali argentyńscy producenci wołowiny wspólnie z argentyńskim rządem. Dlaczego tam? Bo Niemcy dla Argentyny są kluczowym rynkiem wołowym w UE. Argentyńska branża na tych targach nie postawiła tylko na marketingową prezentację walorów produkowanej wołowiny, ale przede wszystkim na zaprezentowanie całej branży w rozumieniu hodowli i przetwórstwa mięsnego przygotowanych do realizacji tzw. rozporządzenia przeciw wylesianiu (znanego również jako rozporządzenie EUDR).