14 kwietnia 2026 r. w Wielkiej Hali Ludowej w Pekinie przewodniczący Xi Jinping zwrócił się do premiera Hiszpanii Pedro Sáncheza i oświadczył, że Hiszpania znalazła się „po właściwej stronie historii”. Słowa te – choć nacechowane propagandowym patosem – oddawały istotę głębszego przesunięcia geopolitycznego. Podczas gdy Bruksela i Paryż gorączkowo wznoszą bariery celne wobec chińskich technologii ekologicznych, Madryt konsekwentnie buduje odrębną strategię.

Reklama
Reklama

Na czym polega metoda Pedro Sáncheza w relacjach z Chinami

Była to czwarta wizyta Sáncheza w Pekinie w ciągu czterech lat – a więc systematyczny wysiłek dyplomatyczny, którego efektem jest to, co można określić mianem metody Sáncheza: pragmatyczne, kooperacyjne podejście do zielonej transformacji, traktujące współpracę klimatyczną jako narzędzie suwerenności przemysłowej.

Czytaj więcej

Nowy lider globalnej polityki klimatycznej. Chiny przestają ukrywać swe zamiary

Istota tej metody jest prosta w sformułowaniu, choć złożona w realizacji: zamiast wznosić bariery celne wobec chińskich technologii ekologicznych, należy stworzyć warunki, w których chiński producent lokalizuje fabrykę na europejskiej ziemi, zatrudnia europejskich pracowników i integruje się z europejskim łańcuchem dostaw. Zagrożenie importowe przekształca się w partnerstwo przemysłowe. Nie jest to logika bez precedensu – Stany Zjednoczone zastosowały ją wobec japońskiego przemysłu motoryzacyjnego w latach 80. XX w. Nowością jest jej przeniesienie na grunt sektora, od którego zależy przyszłość klimatyczna planety.

Jak Hiszpania chce „aktywnie zarządzać współzależnością” od Chin

Skalę rozbieżności między Madrytem a dominującym nurtem europejskiej polityki handlowej unaoczniły wydarzenia z końca maja 2026 r. Francja przygotowała dokument – tzw. non-paper – postulujący wzmocnienie unijnych instrumentów reagowania na chińskie praktyki handlowe: rozszerzenie procedur antydumpingowych, nowe mechanizmy ochronne, głębszą kontrolę subsydiów oraz możliwość blokowania inwestycji uznanych za zagrażające bezpieczeństwu ekonomicznemu Unii. Dokument współsygnowały Włochy, Holandia i Litwa. Przez kilka dni wydawało się, że Hiszpania również udziela mu poparcia. Następnie Madryt wycofał się. Minister gospodarki Carlos Cuerpo wyjaśnił decyzję w Berlinie z charakterystyczną dla hiszpańskiej dyplomacji powściągliwością: „Nie istniało konkretne poparcie polityczne” dla proponowanych środków. Zamiast eskalacji zaproponował dialog z Pekinem „na równych zasadach”.

Posunięcie to ujawniło rozłam, który od miesięcy narasta w Radzie UE. Francja, Belgia i Holandia opowiadają się za zaostrzeniem kursu. Niemcy, Czechy i Słowacja zachowują ostrożność. Hiszpania wybrała trzecią drogę – aktywne zarządzanie współzależnością.

U podstaw tej decyzji leży trzeźwa kalkulacja strukturalna. Europa nie osiągnie neutralności klimatycznej bez chińskiej zdolności produkcyjnej – Chiny wytwarzają 80 proc. światowych modułów fotowoltaicznych i 70 proc. turbin wiatrowych. Pekin z kolei nie utrzyma dynamiki eksportowej bez europejskich rynków zbytu – UE pozostaje jego najzamożniejszym odbiorcą. Współzależność jest faktem; kwestią otwartą pozostaje jedynie to, czy będzie zarządzana świadomie, czy ignorowana w nadziei, że zniknie pod naporem regulacji.

Lokalizacja jako strategia przemysłowa

Praktyczny wymiar metody Sáncheza przybiera formę konsekwentnego pozyskiwania chińskich inwestycji bezpośrednich typu greenfield. Półwysep Iberyjski staje się główną bramą chińskiego zielonego kapitału do Europy – nie przez import gotowych produktów, lecz przez lokalizację produkcji. Centralnym przykładem jest joint venture Chery Automobile z hiszpańskim Ebro-EV Motors w barcelońskiej Zona Franca – umowa o wartości 425 mln dol. Zakład pod koniec 2024 r. rozpoczął produkcję SUV-a S700, stając się pierwszą chińską fabryką samochodów osobowych w Europie. Planowany wolumen to 50 tys. pojazdów rocznie do 2027 r. i 150 tys. do 2029 r. Lokalizacja produkcji pozwala ominąć unijne cła wyrównawcze – wynoszące od 17 proc. dla BYD do 35,3 proc. dla SAIC – ponieważ pojazd powstaje na europejskiej ziemi, z europejskimi pracownikami.

Drugim filarem jest gigafabryka baterii CATL i Stellantis w Saragossie – inwestycja o wartości 4 mld euro, planowana do uruchomienia pod koniec 2026 r. Zakład ma dostarczać ogniwa dla ponad 600 tys. pojazdów elektrycznych rocznie, co przewyższa łączną roczną sprzedaż elektryków w Hiszpanii, Francji i Włoszech. Do tego dochodzą udziały kapitałowe chińskiego COSCO w portach Walencji i Bilbao oraz perspektywa lokalizacji trzeciej europejskiej fabryki BYD – obok Węgier i Turcji. Całość tworzy spójny ekosystem: transfer technologii, nowe miejsca pracy w regionach dotkniętych deindustrializacją i utrzymanie dostępu do przystępnych cenowo zielonych produktów dla europejskich konsumentów.

Jak Polska mogłaby zastosować metodę Sáncheza i przyciągnąć chiński kapitał

Model hiszpański znajduje istotne odniesienie w Europie Środkowej. 26 maja 2026 r. na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie ambasador Chin w Polsce Lu Shan wygłosił przemówienie, w którym zieloną transformację przedstawił nie jako pole rywalizacji geopolitycznej, lecz jako wspólną przestrzeń współpracy przemysłowej. Argumentacja ambasadora zasługuje na uwagę, ponieważ opiera się na trafnym rozpoznaniu polskich uwarunkowań strukturalnych. Polska i Chiny dzielą uderzająco podobne ograniczenia: historyczna zależność od węgla – Polska wciąż czerpie z niego ponad 60 proc. energii elektrycznej – energochłonny przemysł ciężki, wysoka wrażliwość społeczną na koszty transformacji oraz obawa, że zbyt gwałtowna dekarbonizacja osłabi konkurencyjność produkcyjną. Różnica polega na tym, że Chiny tę transformację już przeprowadzają – i to w skali trudnej do wyobrażenia z europejskiej perspektywy.

Wzrost PKB Chin w ostatnich latach

Wzrost PKB Chin w ostatnich latach

Foto: PAP

W 2024 r. zainstalowały więcej mocy fotowoltaicznej niż cała Unia Europejska posiadała łącznie. W latach 2012–2024 utrzymywały średnioroczny wzrost PKB na poziomie 6,1 proc. przy zaledwie 3,4-proc. wzroście zużycia energii. W 2025 r. czysta energia osiągnęła 11,4 proc. chińskiego PKB. Ambasador Lu sformułował tezę wprost: „Przewaga skali chińskiego przemysłu nowej energii może pomóc Polsce obniżyć koszty transformacji i przyspieszyć jej tempo”.

Polska dysponuje jednym z największych europejskich klastrów produkcji baterii, wykwalifikowaną kadrą inżynierską i solidną infrastrukturą przemysłową. Brakuje jej skali – a to właśnie skalę mogą zapewnić chińscy partnerzy. Warszawa mogłaby zastosować metodę Sáncheza: przyciągnąć chiński kapitał i technologię, lokalizując produkcję na własnym terytorium i budując w ten sposób krajową zieloną odporność przemysłową.

Podział dekarbonizacyjny. Co różni Europę od Chin

Napięcie między Brukselą a Pekinem ma źródło w odmiennych koncepcjach dekarbonizacji. Unia Europejska stosuje podejście popytowe i regulacyjne: system handlu emisjami (ETS) nakłada cenę około 78 euro za tonę CO₂, internalizując koszty środowiskowe w celu wymuszenia zmiany zachowań. Rozwiązanie ekonomicznie spójne – lecz politycznie kosztowne, ponieważ obciąża europejski przemysł wobec konkurentów niepodlegających analogicznym ograniczeniom. Chiny obrały model podażowy: masowe inwestycje państwowe, pionowa integracja łańcuchów dostaw – od wydobycia litu po gotowy panel słoneczny – oraz intensywne prace badawczo-rozwojowe.

Chińska cena emisji pozostaje na symbolicznym poziomie 7 euro za tonę; kraj wciąż zużywa połowę światowego węgla. Jednocześnie podażowa ekspansja przyniosła wymierną korzyść globalną: ponad 50 mld dol. zainwestowanych w fotowoltaikę sprawiło, że energia słoneczna stała się najtańszym źródłem elektryczności w 80 proc. państw świata. Wynikająca z tego asymetria handlowa jest uderzająca: w 2023 r. UE zaimportowała z Chin 438 034 pojazdy elektryczne o wartości 9,7 mld euro, eksportując w zamian 11 499 pojazdów za 852 mln euro.

Czytaj więcej

Waldemar Karpa: Chińska transformacja w galopie Ognistego Konia

Protekcjonizm sektorowy nie rozwiąże tej dysproporcji – podniesie koszty transformacji dla europejskich odbiorców, nie odbudowując produkcji wyprzedzonej pod względem skali. Jak celnie ujmuje Belinda Schäpe z Fundacji Heinricha Bölla: „Europa nie osiągnie celów klimatycznych bez przystępnych cenowo chińskich technologii; Chiny nie utrzymają ekspansji eksportowej bez zaawansowanych rynków i partnerów w kształtowaniu globalnych reguł”.

Pięć rekomendacji dla współpracy Unii Europejskiej z Chinami

Przezwyciężenie obecnego impasu wymaga odejścia od fałszywej alternatywy między kapitulacją a protekcjonizmem. Przeniesienie metody Sáncheza na poziom ogólnoeuropejski otwiera pięć konkretnych ścieżek współpracy bilateralnej.

Po pierwsze – protokół lokalizacji inwestycji: preferencje celne dla producentów lokalizujących co najmniej połowę łańcucha dostaw w Europie. Po drugie – powiązanie mechanizmu CBAM (z ang. Carbon Border Adjustment Mechanism) z chińskim rynkiem węglowym: częściowe ulgi dla eksporterów weryfikowalnie korzystających z zielonej energii. Po trzecie – wspólne standardy gospodarki cyrkularnej, w tym „paszporty” baterii i technologie recyklingu minerałów krytycznych. Po czwarte – trójstronne partnerstwa na Globalnym Południu, łączące chińską efektywność produkcyjną z europejskim finansowaniem i standardami ESG. Po piąte – włączenie Chin do Koalicji Ministrów Handlu ds. Klimatu w celu sformalizowania reguł odróżniających uzasadnione subsydia proekologiczne od pomocy państwowej zakłócającej konkurencję.

Metoda Sáncheza nie jest przejawem naiwności ani europejskiej słabości. Stanowi trzeźwe rozpoznanie praw fizyki i ekonomii XXI w. W epoce, w której globalne ocieplenie przekroczyło próg 1,5°C i zmierza ku 2°C przed 2045 r., traktowanie zielonej transformacji jako zakładnika rywalizacji geopolitycznej jest luksusem, na który nikogo nie stać. Hiszpania pokazała, że chińską przewagę produkcyjną można przekształcić w lokalne partnerstwa tworzące miejsca pracy – bez rezygnacji z ambicji klimatycznych. Polska stoi na progu własnej, wielkiej restrukturyzacji energetycznej. Doświadczenie Madrytu – wzmocnione pragmatyczną wizją przedstawioną przez ambasadora Lu Shana w Warszawie – stanowi punkt odniesienia, którego nie warto ignorować. Przyszłość stosunków UE–Chiny nie leży w izolacji za murem instrumentów obrony handlowej. Leży w kooperacyjnej, partnerskiej, konkurencyjnej i głęboko zintegrowanej zielonej dyplomacji.

Waldemar Karpa

Waldemar Karpa

Foto: mat. pras.

Autor

Waldemar Karpa

Autor jest ekonomistą, kierownikiem Katedry Ekonomii w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie