Z tego artykułu dowiesz się:
- Na jakim etapie rozwoju jest polski rynek elektromobilności
- O ile spadły ceny aut elektrycznych i jakie bariery wciąż ograniczają masową adopcję tej technologii w Polsce
- Jak elektryfikacja transportu chroni gospodarkę i portfele kierowców przed skutkami globalnych kryzysów na rynku ropy
- Jakie strategie inwestycyjne przyjmują kluczowi gracze, by sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na infrastrukturę ładowania
W 2009 r. na warszawskim Powiślu stanął pierwszy publiczny punkt ładowania aut elektrycznych w Polsce. Od tamtej pory minęło 17 lat, dziś mamy ich już 12,8 tys. w całym kraju. Polski rynek potrzebował około piętnastu lat, by osiągnąć pierwsze 10 mln sesji ładowania, w 2026 roku będzie ich już prawie 18 mln. Za kolejnych pięć lat mamy dojść do 200 mln. To zasadnicze przyspieszenie.
– Ten skok ma być możliwy dzięki coraz lepszemu wykorzystaniu infrastruktury – mówił Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności, podczas konferencji poświęconej e-mobilności. – Przechodzimy od podejścia ilościowego do jakościowego, zwracamy uwagę na to, jakie punkty oddajemy do użytku, jakie dają one możliwości dla klienta końcowego. Jakość jest nadrzędna wobec ilości – dodał. Wykorzystanie publicznej sieci ładowania ma wzrosnąć pięciokrotnie do końca tej dekady.
E-auta coraz bardziej dostępne
By cel został osiągnięty, musi następować dalszy wzrost sprzedaży aut elektrycznych połączony ze spadkiem cen. To już się dzieje, rynek staje się coraz bardziej dojrzały. Po czterech miesiącach tego roku rynek osobowych samochodów elektrycznych wzrósł o blisko 50 proc., do 11,4 tys. sztuk. Rosną też rejestracje aut dostawczych i ciężarowych.
Konrad Wojnarowski, wiceminister energii, podkreślał, że Polska nie jest jeszcze masowym rynkiem elektromobilności, jest kilka barier, które go ograniczają. Pierwsza to infrastruktura, moc i dostępność ładowarek, druga – sieć i ograniczenia związane z wydawaniem przyłączeń oraz trzecia – koszt wejścia dla użytkownika. – Elektromobilność będzie masowa, gdy stanie się realnym wyborem dla gospodarstw domowych, przedsiębiorców i właścicieli flot – informował.
Czytaj więcej
Nieprzewidywalność geopolityczna i ekonomiczna. Wydarzenia oddalone o tysiące kilometrów bardzo szybko wpływają na codzienne decyzje zakupowe Polak...
Trend jest korzystny, sprzedaż samochodów z napędem elektrycznym rośnie, a ich ceny są coraz niższe. Średnia cena auta elektrycznego spadła po czterech miesiącach o blisko 12,5 proc., obecnie wynosi 210 tys. zł wobec 190 tys. zł średniej ceny auta ogółem. – Warto przy tym dodać, że samochody elektryczne są nadreprezentowane zwłaszcza w segmencie premium. Rynek premium ciągnie średnią cenę do góry. A mimo to koszt zakupu z każdym miesiącem jest niższy – mówi Maciej Mazur.
Zainteresowanie autami elektrycznymi w Polsce jest duże, kolejne środki pojawiające się na rynku w ramach programów rządowych rozchodzą się jak świeże bułeczki, nabory kończą się przed czasem. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zdecydował się na outsourcing oceny wniosków, które napływają w ramach różnych programów, w tym dotyczących zakupu aut elektrycznych. – Nie jesteśmy w stanie zrobić tego w ramach organizacji, liczba wniosków jest bardzo duża – tłumaczył Paweł Augustyn, wiceprezes NFOŚiGW.
Większa odporność na kryzysy
Wiceminister energii zaznaczał, że wzrost rynku e-aut to pozytywny kierunek, również pod kątem bezpieczeństwa. – Każdy kilometr przejechany samochodem elektrycznym oznacza mniejszą ekspozycję na szok na globalnym rynku ropy. To niższe ryzyko, jeśli chodzi o import surowca i większa odporność gospodarki – informował.
Szerzej o wyzwaniach związanych z niestabilną sytuacją geopolityczną mówili przedstawiciele Fundacji Instrat, którzy przeprowadzili analizę kosztów poniesionych przez polskich kierowców w związku z wojną w Iranie. Rachunek za kryzys wyniósł minimum 10 mld zł. W największym stopniu obciążone zostały nim firmy przewozowe i transportowe, które korzystają z aut napędzanych dieslem. W ich przypadku cena paliwa wzrosła o 1,77 zł. Dla porównania, wzrost ceny benzyny dla prywatnych kierowców wyniósł około 40 gr.
Czytaj więcej
Nie rośnie popyt na przewozy samochodowe, właściciel firm spodziewają się gorszych miesięcy.
Fundacja Instrat podkreśla, że od wybuchu wojny w Iranie do połowy maja 2026 r. budżet państwa stracił na kryzysie i pakiecie CPN blisko 2 mld zł. Mimo to nie przeznaczono ani złotówki na zabezpieczenie kraju przed podobnymi wstrząsami w przyszłości. – Nie wiemy, ile jeszcze ten konflikt potrwa. Musimy uniezależnić się od importu ropy i gazu oraz postawić na elektryfikację krajowego transportu. Im więcej aut elektrycznych napędzanych polską energią ze słońca i wiatru, tym pewniejsza będzie cena za przejechany kilometr i więcej pieniędzy zostanie w naszej gospodarce – przekonuje Michał Grabka, autor najnowszej analizy Instratu.
Aleksander Rajch, członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności, potwierdza, że elektryfikacja transportu pozwala zmniejszyć ekspozycję na ryzyka surowcowe. – Z prognoz wynika, że już za niecałe pięć lat rozwój floty samochodów elektrycznych może doprowadzić do ograniczenia popytu na ropę naftową w Unii Europejskiej o co najmniej 1 mln baryłek dziennie, czyli o prawie 10 proc. Wraz z rozwojem elektromobilności stopniowo będzie wzrastać również niezależność energetyczna Polski – podkreślał.
Inwestycje w infrastrukturę
Sieć ładowania będzie rosnąć, również dzięki programom takim jak KPO. Niezależnie od tego firmy rozbudowują infrastrukturę w ramach własnych strategii. Tak jest w przypadku podmiotu GreenWay, który pozyskał właśnie finansowanie w kwocie do 138 mln euro na dalszy rozwój infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych, głównie w Polsce, ale też szerzej, w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Pieniądze pochodzą z konsorcjum, które tworzą: Crédit Mutuel Arkéa, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, ING Bank Śląski oraz mBank.
Plan rozwoju ładowarek ma też Orlen. Koncern systematycznie rozwija sieć wielostanowiskowych hubów ładowania samochodów elektrycznych. – Chcemy by akt ładowania był jak akt tankowania, ze wszystkimi proporcjami czasowymi, stąd decyzja o budowie hubów wielostanowiskowych szybkiego ładowania, z wieloma udogodnieniami. Jakość jest coraz bardziej istotna, potwierdzają to analizy rynku – informował Krzysztof Kaczyński, dyrektor wykonawczy ds. elektromobilności w Orlenie. Obecnie sieć Orlen Charge obejmuje około 1300 punktów ładowania w kraju. Do 2035 r. firma zamierza uruchomić 6000 szybkich punktów ładowania. Instalacje mają powstawać również na rynkach zagranicznych, na których działa koncern.