Wydawało się, że w tej dziedzinie szczyt osiągnął Putin i jego klika. Rosyjscy nacjonaliści zawsze powiadali, że Ukraina to tylko „Małorosja”, nie ma języka ukraińskiego, bo to ledwie dialekt lokalny, a wszyscy powinni żyć w przyjaźni we wspólnym państwie wielkorosyjskim. No i proszę, wystarczyło wywołać wojnę bez planu i sensu, aby raz na zawsze pogrzebać nie tylko swoje rojenia, ale nadzieje zwykłych Rosjan, którym wcale nie przeszkadzało niepodległe państwo o zbliżonym języku i kulturze.

Dzisiaj, niezależnie od tego, jaki będzie wynik okrutnej wojny, wykopano tak głęboki rów krwi, zbrodni i nienawiści, że jakiekolwiek współżycie będzie przez wieki niemożliwe. Wszystko przez głupi i megalomański wybryk. Czy można jeszcze bardziej napluć sobie samemu w twarz?

Jak sobie samemu napluć w twarz?

Można. Napluli europosłowie PiS i Konfederacji, wychodząc demonstracyjnie z sali obrad podczas wręczania przyznanych po raz pierwszy Europejskich Orderów Zasługi. W dwudziestce odznaczonych za dokonania dla Europy było aż dwóch Polaków: Lech Wałęsa i Jerzy Buzek. Protest miał dotyczyć głównie odznaczenia dla Angeli Merkel, ale część polskich protestujących nie kryła sprzeciwu wobec Lecha Wałęsy, który otrzymał najwyższy stopień orderu.

Czytaj więcej

Jerzy Surdykowski: Człowiek powinien mieć choć na tyle odwagi, aby powiedzieć „nie wiem”

Nic to nowego. Można nie lubić Lecha Wałęsy zarówno jako przewodniczącego Solidarności, jak i jako prezydenta, można uważać go za kapusia „Bolka”, ale nie można zapominać, że w bagno PRL-u uwikłany był prawie cały naród. Iluż najstarszych z nas lub z pokolenia rodziców, żyło całkiem wygodnie, po kryjomu słuchając „Wolnej Europy” i czasem dokradając co nieco do pensji, ale pilnie uczęszczając na pochody pierwszomajowe i klaszcząc na „masówkach”? Można potępiać wiejskiego chłopaka, że dał się omotać sprytniejszym odeń esbekom, ale jak można przejść obojętnie wobec faktu, że sam wyplątał się z tej zależności i stał się wrogiem systemu wyrzucanym z kolejnych zakładów, gdzie usiłował podjąć pracę. Gdyby nadal coś go łączyło ze skompromitowaną „komuną”, podchwyciłby wielokrotnie podsuwany przez władze stanu wojennego pomysł utworzenia „Neosolidarności” uległej wobec tego, co stało się w Polsce w grudniu 1981 r.

Polska droga do epokowych przemian

Wyboista droga Wałęsy okazała się drogą narodu. To właśnie Polacy jako naród – mimo zmęczenia i wahań – pierwsi odrzucili komunizm i tym właśnie utorowali drogę do epokowych przemian w świecie w latach 1989-1990. A najmniejsze prawo do opluwania tej drogi ma europoseł Daniel Obajtek, którego oszałamiająca kariera miała miejsce w czasach władzy PiS-u, co sprawia, że były wójt Pcimia nic nie wie o własnych korzeniach.

Czytaj więcej

Jerzy Surdykowski: Daremność