W sobotę po raz pierwszy od czterech lat Emmanuel Macron wykręcił numer do Aleksandra Łukaszenki. Ostrzegł białoruskiego dyktatora, aby „nie dał się wciągnąć” w wojnę z Ukrainą. I poradził, aby „zrobił, co konieczne” dla poprawienia relacji z Unią.
W Paryżu, podobnie jak w innych stolicach europejskich, narasta obawa, że Putin może szykować ofensywę przeciw Ukraińcom od północy, z terytorium białoruskiego. Nie da się nawet wykluczyć bezpośredniego uderzenia na Kijów. Macron nie ma więc złudzeń, że pokój na wschodzie jest blisko. Ale wraca do powtarzanego od dawna postulatu, że „Europejczycy muszą mieć miejsce za stołem negocjacji”.