Kto zna historię integracji, ten wie, że to wygląda na moment rozstrzygający. Friedrich Merz wysłał do przywódców Unii Europejskiej list, w którym proponuje przyznanie Ukrainie status stowarzyszonego kraju członkowskiego. Ukraińcy mogliby uczestniczyć w pracy Rady Europejskiej, ale bez prawa głosu. Mieliby częściowo dostęp do beneficjów unijnego budżetu i byliby też objęci gwarancjami bezpieczeństwa Wspólnoty. 

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Trump, akuszer niemieckiej potęgi

Merz od razu zastrzegł, że to nie jest „wersja light” członkostwa ani wybieg, by nigdy nie przyjąć Ukrainy do wspólnoty. Chodzi jednak, jego zdaniem, o szybkie rozstrzygnięcie o przynależności Kijowa do zjednoczonej Europy. Z pewnością ułatwiłoby to Wołodymyrowi Zełenskiemu pójście na kompromis w trakcie ewentualnych negocjacji pokojowych z Kremlem. W dalszej perspektywie czekałoby na Ukrainę pełnoprawne członkostwo w Unii Europejskiej.

W przeszłości, wbrew oporowi François Mitterranda, Helmut Kohl wciągnął Hiszpanię do Unii Europejskiej

Niemiecka propozycja jest bardzo korzystna dla Ukraińców przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, to już klasyczna w przypadku poszerzenia Unii operacja „włożenia nogi w drzwi”. Polska też po nią sięgała np. podpisując w 1991 r. tzw. Układ Europejski, w którym zawarto , zdawałoby się, niewinną deklarację, iż „nasz kraj deklaruje chęć przystąpienia do Wspólnot Europejskich”, a Bruksela „przyjmuje to do wiadomości”. To uruchomiło wieloletni proces, dzięki któremu jesteśmy dziś w Unii.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: „Przełom” ws. Ukrainy? Przełom jest, ale dotyczy Niemiec

Ale i tak to zawsze Niemcy rozstrzygały o przyjmowaniu do UE kolejnych państw. Jak choćby w 1986 r., gdy mimo oporu Francji i jej rolników Helmut Kohl wymógł członkostwo dla Hiszpanii Felipego Gonzaleza. Czy 18 lat później, gdy dzięki inicjatywie Gerharda Schrödera i jego komisarza ds. poszerzenia UE Güntera Verheugena doszło do „big-bangu”: jednoczesnej akcesji ośmiu krajów Europy Środkowej, w tym Polski. 

Friedrich Merz chce uczynić z UE pełnoprawnego gracza na scenie międzynarodowej 

W sytuacji, gdy Ameryka zamknęła drzwi NATO dla Ukrainy, jest to już kolejny ruch kanclerza Niemiec zmierzający do uczynienia z Unii pełnoprawnego gracza na scenie międzynarodowej. Wcześniej było uruchomienie programu, który ma przekształcić Bundeswehrę w najpotężniejszą armię konwencjonalną naszego kontynentu. Czy też wydajny wkład w ogromną pożyczkę dla Ukrainy, w wysokości 90 mld euro, dzięki której, mimo wstrzymania półtora roku temu pomocy Ameryki, Kijów może z sukcesem bronić się przeciwko rosyjskiej nawale. 

Mnogość interesów gospodarczych i finansowych, jak konkurencja ukraińskiego rolnictwa czy utrata części dotacji unijnych sprawi, że Polsce trudno będzie stać się liderem w procesie przyjmowania Ukrainy do Unii. Ostatecznie jednak interesy geostrategiczne naszego kraju w połączeniu z naciskiem Berlina powinny przesądzić o tym, że i Warszawa przyłączy się do wizji Merza.