Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie czynniki kształtują amerykańską politykę wobec Europy i obecności wojskowej w Niemczech?
  • W jaki sposób Berlin zamierza zwiększyć swój potencjał obronny i jakie niesie to implikacje strategiczne?
  • Jakie obawy wywołuje ta zmiana w państwach europejskich, w tym we Francji i Polsce?
  • Jak niemieckie ambicje zbrojeniowe wpływają na równowagę sił i współpracę obronną z Francją?
  • Jakie scenariusze dla przywództwa w europejskiej obronności niesie przyszłość NATO?
  • Jak polska polityka obronna reaguje na te strategiczne przemiany w relacjach z kluczowymi partnerami?

Jak często u Donalda Trumpa nie chodzi o jakąś przemyślaną strategię. Raczej impuls, niezdolność do powstrzymania emocji. W tym tygodniu Friedrich Merz powiedział prawdę o katastrofalnej kampanii irańskiej. Oświadczył, że Ameryka rozpoczęła ją bez żadnej strategii i nie ma też strategii jej zakończenia. Uznał także, że Iran upokarza Amerykę. 

Trudno się nie zgodzić w tym wszystkim z kanclerzem. Ale Trump nie lubi spoglądać prawdzie w oczy. Dlatego zapowiedział ukaranie Merza za jej głoszenie. Oświadczył, że już rozpoczął się proces rewizji obecności amerykańskich wojsk w Europie. W szczególności zredukowana miałaby zostać ich liczba w Niemczech. To tam stacjonuje 37 tys. żołnierzy USA, prawie połowa wszystkich rozlokowanych w tej chwili w wolnej Europie.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Wybór Friedricha Merza może przynieść Europie nadzieję

Czy groźba prezydenta się spełni, nie wiadomo. Podobnego manewru próbował już w trakcie swojej pierwszej kadencji, ale zablokował go Kongres. Teraz coraz więcej wskazuje na to, że w wyniku wyborów cząstkowych w listopadzie Republikanie stracą większość nie tylko w Izbie Reprezentantów, ale być może i w Senacie. Wywiązała się więc swoista walka z czasem.

Niemcy obawiają się, że prezydentką Francji może być Marine Le Pen

Jednak tym razem szarża Trumpa odbywa się w zupełnie innych warunkach. Merz zapowiedział przekształcenie Bundeswehry w najpotężniejszą armię konwencjonalną Europy. Zniósł w tym celu limit długu. W ciągu czterech lat Niemcy mają wydać na obronę blisko 800 mln euro. W 2030 r. ich budżet wojskowy będzie przynajmniej trzykrotnie większy od polskiego, ale też większy niż Francji i Wielkiej Brytanii razem wziętych.

Europejscy alianci pchali do tego Niemców od dawna. Już w 2011 r. Radosław Sikorski przyznał w Berlinie, że „mniej zaczynam się bać niemieckiej siły niż niemieckiej bezczynności”. Teraz jednak w Polsce, ale i we Francji plan zbrojeniowy Niemiec zaczyna wywoływać pewną nerwowość. Co prawda Republika Federalna jest od trzech pokoleń wzorową demokracją, jednak po raz pierwszy sondaże otwiera tu partia skrajnej prawicy: AfD.

Czytaj więcej

Traktat z Nancy. Francja obiecuje nas obronić

Od zjednoczenia Niemiec w 1991 r. Francuzi zdążyli się przyzwyczaić do tego, że ich potencjał gospodarczy nie może się równać z niemieckim. Przewaga Paryża w dziedzinie wojskowej skutecznie to jednak równoważyła. Ale teraz zadłużona po uszy Francja nie jest w stanie dotrzymać Niemcom kroku i uruchomić podobnego programu zbrojeniowego. Oczywiście, Francuzi mają broń jądrową. Ale coraz bardziej zdają sobie sprawę, że mimo tego to właśnie Berlin będzie teraz określał kierunek rozwoju europejskiej obronności.

Niemcy ufały NATO. Ale Trump wysadza sojusz

Przykładem napięć między oboma krajami jest projekt myśliwca nowej generacji. Francuski Dassault chciałby tu grać pierwsze skrzypce, ale niemiecki oddział Airbusa na to się nie godzi. Przedsięwzięcie jest więc sparaliżowane. Z kolei gdy idzie o europejski system obrony powietrznej (ESSI), Niemcy będą go budowały w oparciu o izraelską i amerykańską technologię, podczas gdy Francuzi chcieli postawić na swoją (i włoską). Krótko mówiąc Paryż chciałby, aby niemieckie kolosalne pieniądze były wykorzystane na pogłębienie europejskiej obronności, podczas gdy Berlin uważa to za nieefektywne i zbyt powolne. Sam zadaje też pytanie, co, jeśli w przyszłym roku do Pałacu Elizejskiego wprowadzi się przedstawiciel/ka skrajnej prawicy?

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: „Przełom” ws. Ukrainy? Przełom jest, ale dotyczy Niemiec

Podobne obawy dają o sobie znać i w Polsce. minister Sikorski zapewniał niedawno w Sejmie, że nie obawia się niemieckiej potęgi. Ale tak długo, jak rozwija się ona w ramach UE i NATO. 

Po części z tego powodu od roku jesteśmy świadkami zbliżenia we współpracy wojskowej między Polską i Francją, podczas gdy Donald Tusk odmawia zawarcia podobnego porozumienia obronnego z Niemcami. 

O ile jednak Unia z nieefektywnymi procedurami i brakiem własnych środków nie jest gotowa na przekształcenie się w potęgę wojskową, to z pewnością jest do tego gotowe NATO. A przynajmniej było. Ma system dowodzenia, plany, dekady wspólnych ćwiczeń. Tyle że Trump robi wszystko, aby wysadzić Sojusz Atlantycki.

Jeśli mu się to w końcu uda, może okazać się, że Europa jest skazana na niemieckie przywództwo, jeśli chce zachować swoją wolność i tożsamość. Ani Polska, ani Francja nie są na to gotowe.