Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaka strategia USA została przyjęta wobec Iranu i jak przebiegała realizacja tych założeń?
  • W jaki sposób Iran, za pomocą dostępnych środków, zmienił bieg konfliktu i globalne zależności?
  • Jakie warunki negocjacyjne stawia Iran i co oznaczają one dla układu sił międzynarodowych?
  • W jaki sposób konflikt wpływa na gospodarki państw europejskich oraz ich wewnętrzną stabilność?
  • Jakie są szersze konsekwencje irańskich działań dla sytuacji w Ukrainie i funkcjonowania NATO?
  • Co leżało u podstaw decyzji o interwencji i dlaczego różniła się ona od postaw poprzednich prezydentów?

Już wiadomo, że nie będzie to krótka, właściwie bezkosztowa operacja jak porwanie prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro. A taką planował Biały Dom. Kampania irańska wchodzi jednak w trzeci miesiąc i nie widać perspektyw na jej zakończenie.

Merz uważa, że to było wiadomo od początku.

– Jest jasne, że Donald Trump rozpoczął tę wojnę bez żadnej strategii. I nie ma też strategii, jak z niej wyjść – uważa niemiecki kanclerz. 

Początkowo celem Trumpa była zmiana reżimu w Teheranie. Liczył, że zabicie Najwyższego Przywódcy Ali Chameneiego i niektórych z jego współpracowników, a także zbombardowanie strategicznych obiektów wojskowych doprowadzi do buntu ludności przeciw krwawej władzy. Tak się jednak nie stało. Przeciwnie: władza przeszła w ręce jeszcze bardziej radykalnej frakcji Strażników Rewolucji. Tyle że znawcy Iranu są zgodni, iż taki finał był z góry bardzo prawdopodobny. Wynikał ze struktury irańskiego systemu. Układu, w którym faktyczna władza ma charakter kolektywny i jest zdecentralizowana właśnie po to, aby znieść nawet długotrwałe ataki.

Czytaj więcej

„Rzecz w tym”: Czy to będzie „zamrożony konflikt”? Stawka jest niezwykle wysoka

Bardzo szybko Irańczycy odkryli też prawdziwą wunderwaffe, cudowną broń. Okazało się, że mimo zniszczenia przez Amerykanów ciężkiej infrastruktury wojskowej wzdłuż Cieśniny Ormuz, są w stanie bezterminowo blokować ten kluczowy dla międzynarodowego handlu akwen tylko za pomocą szybkich łodzi czy min. 

To odkrycie niemal z dnia na dzień zmieniło dynamikę wojny. Nagle okazało się, że Teheran ma przynajmniej równie skuteczne przełożenie na Waszyngton, co Waszyngton na Teheran. Na osiem miesięcy przed wyborami do Kongresu Trump nie może bowiem pogodzić się ze skokowym wzrostem cen ropy, bo to ma dla niego dramatyczne przełożenie w sondażach. 

Teheran stawia teraz maksymalistyczne warunki pokoju

Irańczycy są teraz gotowi wykorzystać do końca ten atut.

– Irańczycy są w sposób oczywisty bardzo skuteczni w negocjowaniu lub w unikaniu negocjowania – uważa Merz. 

I faktycznie, rozumiejąc, że nagle mogą rozmawiać z pozycji siły, władze Iranu stawiają maksymalistyczne warunki. Obejmują one zniesienie sankcji nałożonych przez USA na ich kraj; gwarancje, że Waszyngton w przyszłości nie ponowi ataku; odszkodowanie za skutki bombardowań. Iran najwyraźniej nie zamierza też pogodzić się ze wstrzymaniem programu wzbogacania uranu oraz z zaniechaniem rozwoju arsenału rakietowego. A także z porzuceniem grup zbrojnych w Libanie i Strefie Gazy: Hamasu i Hezbollahu.

Zgoda na takie warunki oznaczałaby kapitulację Ameryki. I katastrofę dla jej bliskiego sojusznika, Izraela. Trump póki co nie może więc na to przystać. Jednak z każdym miesiącem kampania irańska będzie coraz bardziej przypominała próby podboju Wietnamu, Afganistanu czy Iraku, które w końcu Ameryka zakończyła nie uzyskując zasadniczo niczego.

Czytaj więcej

Pokoju na Bliskim Wschodzie na razie nie będzie. Donald Trump niezadowolony z propozycji Iranu

O ile jednak w tamtych przypadkach musiało przedtem upłynąć kilkanaście lat (nawet dwadzieścia, gdy idzie o Afganistan), to tym razem wydarzenia mogą potoczyć się zdecydowanie szybciej. A to dlatego, że broń, w której posiadanie wszedł Iran, ma zasięg globalny. Widać to po reakcji Merza, który zgodnie ze swoimi atlantyckimi przekonaniami próbował początkowo unikać starcia z Trumpem. Choć jednak Niemcy nie biorą udział w operacji irańskiej, skutki tej kampanii dosięgają je bardzo mocno. Rok temu kanclerz objął władzę, obiecując że wyrwie kraj z trwającego od trzech lat marazmu. Jednak mimo ogromnego programu inwestycji infrastrukturalnych oraz nakładów na zbrojenia, jakie uwolnił, niemiecka gospodarka będzie nadal dreptać w miejscu.

MFW właśnie zrewidował o połowę jej prognozę wzrostu na ten rok, do 0,5 proc. Jednym z powodów jest spór w koalicji rządowej między konserwatywną CDU/CSU kanclerza a lewicową SPD. Ta druga formacja nie chce zgodzić się na konieczne reformy strukturalne. Jednak powodem przedłużającego się marazmu jest też zamknięcie Cieśniny Ormuz i gwałtowny wzrost cen ropy oraz gazu, jaki niesie. Dla Polski to nie jest dobra wiadomość nie tylko dlatego, że Niemcy, nasz główny partner handlowy, z konieczności polski wzrost ciągną w dół. Sondaże wskazują, że wybory wygrałaby dziś skrajnie prawicowa AfD, na którą jest gotowy oddać głos niemal co trzeci Niemiec. Nawet 80 proc. pytanych odnosi się nieufnie do szefa rządu, który przecież chciał zbliżenia z Warszawą.

Tak Carter, jak i Bush wiedzieli, co oznacza wojna z Iranem

Ale dla naszego kraju jeszcze bardziej niepokojące jest przełożenie irańskiej tragedii na wojnę w Ukrainie. Amerykanie zużyli na działania zbrojne na Bliskim Wschodzie tak wiele amunicji, że nie są w stanie nawet za europejskie pieniądze dostarczyć umówioną jej ilość Ukraińcom. W piątym roku walk z Ukrainą nagle Putin znów odzyskał wiarę, że może wygrać to starcie. 

Inną ofiarą ataku na Iran stało się NATO. Trump co prawda nie konsultował z europejskimi sojusznikami decyzji o uderzeniu w reżim ajatollahów, teraz jednak chce, aby włączyli się w operację odblokowania Cieśniny Ormuz. Czyli de facto wypowiedzieli wojnę Iranowi. 

Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że nawet to wszystko nie wyczerpuje fatalnych konsekwencji irańskiej operacji. Na horyzoncie jest znacznie poważniejszy kryzys gospodarczy, chociażby z powodu braku paliwa lotniczego czy nawozów, które w ogromnym stopniu były produkowane przez kraje Zatoki Perskiej. 

Czytaj więcej

Czy w wojnie USA z Iranem chodzi o ropę naftową dla Chin?

Jak do tego wszystkiego mogło dojść? Pierwszym prezydentem USA, który chciał się policzyć z Iranem, był już blisko pół wieku temu Jimmy Carter. Nie zrobił tego, podobnie jak nie odważył się na podobny atak nawet autor irackiej kampanii George W. Bush, bo zdawali sobie sprawę z potencjalnych konsekwencji takiego ruchu. 

Trump, który nie konsultował się w tej sprawie nie tylko z NATO, ale także z Kongresem, dał się zapewne zwieść analizom izraelskiego Mosadu i samego premiera Benjamina Netanjahu. Uwierzył, że pójdzie mu równie łatwo, jak z Wenezuelą. Nie przyjmował do wiadomości, że interesy Ameryki i Izraela w tej sprawie się rozchodzą. Krótko mówiąc, dał się złapać przez własną retorykę: nieomylnego i wszechwładnego przywódcy, wręcz proroka naszych czasów. 

Upadek z tak wysokiego konia z konieczności jest bardzo bolesny. Trump będzie więc tak długo, jak tylko się da, robił co może, aby go uniknąć. Aż w końcu ktoś – amerykańscy wyborcy, Irańczycy, a może Chiny – zmusi go do zderzenia się z rzeczywistością.