Wicemarszałek Sejmu z PSL, Piotr Zgorzelski, zapewnił w TVN24, że ludowcy pójdą do wyborów pod własnym szyldem. A żeby się tą perspektywą za bardzo nie stresować, złożą projekt zakazujący „ataku sondażowni” na miesiąc przed wyborami.

Zgorzelski dotknął przy tym ważnego problemu epistemologicznego: na ile podmiot badający kształtuje badaną rzeczywistość? Zdaniem wicemarszałka „sondaże bardziej kształtują niż badają opinię publiczną” i coś z tym pilnie należy zrobić. Na przykład – zakazać.

Polityk PSL powoływał się też na żelazną zasadę, że ludowcy zawsze przed wyborami są niedoceniani, a jak przyjdzie co do czego, to do parlamentu wchodzą. Ale ostatni raz udało się to dawno temu, bo w 2015 r., kiedy PSL uzyskało 5,13 proc. głosów, co było najgorszym samodzielnym wynikiem w historii stronnictwa. W kolejnych wyborach tego błędu doświadczeni politycy PSL już nie popełnili: w 2019 r. poszli do wyborów z Kukiz’15 uzyskując 8,55 proc., a w 2023 r. zawarli porozumienie z ruchem Szymona Hołowni otrzymując wspólnie 14,4 proc., co przełożyło się na 32 mandaty dla ludowców.

Czytaj więcej

Marek Migalski: PSL w walce o premierostwo dla swego lidera

Na razie nie widać dobrego partnera wyborczego dla PSL

Tym razem, przed wyborami parlamentarnymi w roku 2027, nie będzie wyborów prezydenckich, które mogłyby wylansować nowego polityka z kilkunastoprocentowym poparciem. Na horyzoncie nie widać więc żadnego wehikułu wyborczego, który pomógłby PSL. Nie jest nim na pewno Mateusz Morawiecki, który sam ma kłopoty z poparciem i swoją obecnością w PiS. Współpraca z nim i jego środowiskiem, wspólne debaty i ożywione kontakty są raczej sygnałem dla Donalda Tuska, że ludowcy nie są skazani na Koalicję Obywatelską. Dlatego Piotr Zgorzelski odcina się od perspektywy budowy koalicji z Morawieckim i powtarza, że PSL tworzy swój własny program i „przyszłe poparcie społeczno-polityczne, rozmawiając z różnymi środowiskami politycznymi, czy to z samorządowcami, czy z rzemieślnikami, czy z przedsiębiorcami i wraz z przyjaciółmi będziemy tworzyli komitet wyborczy”.

Czytaj więcej

Koalicja PSL i PiS w Pułtusku. W tle zmian Henryk Kowalczyk i jego syn

PSL dobrze wie, że wchodzenie na listy KO może oznaczać śmierć dla każdego ugrupowania, które prędzej czy później zostanie wchłonięte przez potężnego protektora. Na ryzyko samodzielnego przebijania się ponad próg wyborczy ludowcy także nie mają ochoty. Od lewicy Włodzimierza Czarzastego są programowo tak daleko, że z trudem funkcjonują w tej samej koalicji rządowej. Może stać się więc tak, że po anihilacji rozbitego środowiska Szymona Hołowni, rosnąca systematycznie KO, poszerzy swój zasięg o centro-prawicowe poletko PSL.

Zuzanna Dąbrowska

autorka jest wicenaczelną PAP