Barbara Hollender rozmawiała niedawno z reżyserem koreańskiego thrillera „Bez wyjścia” (to brutalna satyra na współczesny rynek pracy, a głównym bohaterem filmu jest doświadczony menedżer w firmie papierniczej – polecam). Park Chan-wook, bo o nim mowa, powiedział mojej redakcyjnej koleżance: „Jestem człowiekiem o tradycyjnych upodobaniach. Tak naprawdę, to do dzisiaj muzyki słucham najchętniej z płyt winylowych. Swoje pomysły zapisuję nie w komputerze, lecz długopisem na kartkach papieru. W kinie też chętnie pracowałbym na taśmie filmowej, jednak w Korei jest to już niemal niemożliwe. Zniknęły nawet firmy, które zajmowały się wywoływaniem taśmy. Natomiast chętnie używam cyfrowych aparatów fotograficznych. Są rzeczywiście znacznie wygodniejsze. No i efekt widać od razu. Ale przecież nie da się ukryć, że jestem przeżytkiem”.
Czytaj więcej
Park Chan-wook, reżyser filmu „Bez wyjścia”: Przemoc jest od zawsze; w historii świata, w historii człowieka. I nie można udawać, że jej nie ma. Tr...
Nie znoszę sztucznej inteligencji
BBC poinformowało, że do klas szkolnych w Szwecji wrócą ołówki, długopisy, notatniki i książki. Ha, jeden zero dla nas – ludzi analogowych. Jednak mówiąc, że nie znoszę sztucznej inteligencji, a papier ma przed sobą przyszłość, najczęściej wywołuję konsternację.
„Jestem z pokolenia gazetowego i znikanie kiosków uważam za upadek cywilizacji” – powiedział dwa lata temu prof. Rafał Chwedoruk w rozmowie z Rafałem Stecem dla „Gazety Wyborczej”. 58 proc. Amerykanów z pokolenia Z – mówi w majowym „Znaku” Jowita Michalska – „chciałoby cofnąć się do czasów przed internetem, gdy nie byliśmy wszyscy »podłączeni do sieci«”. Andy Bernard (w tej roli Ed Helms), pracownik firmy nomen omen papierniczej, w moim ulubionym serialu „The Office” jest refleksyjny: „Chciałbym wiedzieć, że żyję w starych dobrych czasach, zanim się skończą”.
Szczepan Twardoch: „Bardziej niż perspektywy rozwoju AI interesuje mnie (...) dziś to, co może powstać w opozycji do AI”
„Kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?” – pyta sztuczną inteligencję Olga Tokarczuk. Nie jest to początek opowiadania, bo do tego gatunku póki co nie aspiruję, a wypowiedź noblistki (padła na kongresie Impact'26 w połowie maja). Po burzy w sieci pisarka zapewniła, że żaden z jej tekstów nie powstał przy pomocy SI.
„Karmione ludzkimi myślami narzędzia sztucznej inteligencji drastycznie ingerują w naszą kulturę. Jeśli potrwa to dłużej, mogą nas pozbawić nie tylko pracy” – zauważa w „Piśmie” Łukasz Krukowski. Do problemu na Facebooku odniósł się Szczepan Twardoch: „Bardziej niż perspektywy rozwoju AI interesuje mnie (...) dziś to, co może powstać w opozycji do AI, to, co może w przyszłości proces gównowacenia zatrzymać, jeśli nie na masową skalę, to przynajmniej wytworzyć szczelne granice, którymi ogrodzić będzie można wolne od wspomnianych wydzielin enklawy”. O to to! Stawiać granice SI, która wcale nie jest taka kochana. I w tej roli widziałabym właśnie ludzi pióra, tudzież klawiatury. Jeśli kultura ma przetrwać dłużej niż kioski.