W Pekinie spotkali się dwaj najważniejsi przywódcy współczesnego świata i pewnie usiłowali – niby zażarte buldogi – wyrwać dla siebie jak najsmaczniejszy kawał z tego tłustego kęsa, jakim zawsze dla mocarstw był cały świat; od podbojów Aleksandra Wielkiego przez średniowieczne zmagania królestw aż po rozpychanie się młodej jeszcze Ameryki, obie wojny światowe, wreszcie po zimną wojnę supermocarstw i porażkę Rosji.
W Chinach to Donald Trump był petentem, a karty rozdawał Xi Jinping
Ale to jest już świat bezpowrotnie miniony. Jeszcze istniał, kiedy Henry Kissinger u początku lat 70. uprawiał tzw. dyplomację pingpongową, odbywając tajne podróże do Chin, aby w 1972 r. jego szef Richard Nixon – jako pierwszy w dziejach prezydent USA – mógł stanąć w Pekinie i łaskawie ogłosić nawiązanie stosunków z pogrążonymi w biedzie i chaosie Chinami.
Czytaj więcej
O pułapce Tukidydesa przy okazji wizyty Donalda Trumpa u Xi Jinpinga w Chinach mówią wszyscy eksperci i komentatorzy. Ale czy pamiętają, jak skończ...
Dzisiaj – zaledwie nieco ponad pół wieku później – to prezydent Donald Trump jest petentem, a karty rozdaje Xi Jinping, przywódca Chin. Już nie istnieje zrozumiały i uporządkowany świat. To, co przez pół wieku wydarzyło się nad Jangcy, nie zostało jeszcze ani zrozumiane, ani zaakceptowane przez nas samych i naszych sojuszników.
Chiny i USA, czyli nowy porządek świata
Dzisiaj Chiny wyprzedziły USA w elektronice, przemyśle samochodowym i kto wie, w czym jeszcze. Doganiają Amerykę w kosmosie i zapewne w technice zbrojeniowej. W czasie o wiele krótszym niż potrafiły Stany Zjednoczone, pobudowały na swoich pustkowiach miasta pełne wieżowców i sieć autostrad. Trump nie jest jednak prezydentem skłonnym do refleksji; zachwycił się przyjęciem w Sali Herbacianej, niedostępnej dotąd siedziby chińskich przywódców, a nie wstrząsnęło nim zdegradowanie Ameryki w zapowiedzianym układzie handlowym do roli dostawcy ropy naftowej i płodów rolnych dla Państwa Środka. Z dawnej świetności pozwolono tylko Amerykanom na sprzedaż samolotów pasażerskich. Ale o tym, co naprawdę ważne, nie mówiono w oficjalnych komunikatach i zachwytach; przede wszystkim o Tajwanie. Jeśli runie niezależna republika Chińczyków, to zawali się sieć amerykańskich sojuszników w regionie: Japonia, Korea Południowa, Tajlandia, Australia.
Nie rozmawiano także o tym, że Chiny trzymają Amerykę za gardło w dziedzinie metali ziem rzadkich – niezbędnych w elektronice i obronności – których główne w świecie zasoby leżą u nich. Trump nie pojmuje przede wszystkim, że siadł przy stole z przedstawicielami jednej z najstarszych i najmądrzejszych kultur; już wiele wieków temu jeden z jej generałów pisał: „Jeśli chcesz zwyciężyć, to po prostu usiądź nad rzeką i bacznie się przyglądaj – zwłoki twojego wroga wcześniej czy później same spłyną z prądem”.