— Zastanawiałem się, jak można miliony Polaków zachęcić, żeby wrócili przed duży ekran. I pomyślałem, że trzeba stworzyć dzieło, które będzie wydarzeniem. Pomyślałem, że polska klasyczna powieść daje szansę, by zrealizować takie marzenie – mówi producent nowej „Lalki” Radosław Drabik, producent hitowych filmów z cyklu „Planeta singli”.  

Reklama
Reklama

I od tego marzenia się zaczęło. W archiwum polskiego kina są już dwie adaptacje „Lalki”. Pierwsza, wyreżyserowana przez Wojciecha Hasa powstała w 1968 r., z Mariuszem Dmochowskim i Beatą Tyszkiewicz w rolach głównych. Druga to serial telewizyjny Ryszarda Bera z 1977 r. z Jerzym Kamasem i Małgorzatą Braunek. Teraz też, niezależnie od siebie, powstają dwie „Lalki” – film Macieja Kawalskiego i realizowany dla Netfliksa serial Pawła Maślony. Bo jak mówią twórcy, każde pokolenie musi mieć swoją „Lalkę”. Twórcy filmowej „Lalki” spotkali się z dziennikarzami

Maciej Kawalski reżyserem filmowej „Lalki”

Radosław Drabik najpierw wciągnął do swojej produkcji Macieja Kawalskiego, artystę o nietypowej biografii, który skończył w Katowicach studia medyczne. Ale również reżyserię w katowickiej Szkole Filmowej im. Krzysztofa Kieślowskiego. I poszedł tą drogą. Za krótki film „Atlas”, którego akcja rozgrywała się w szpitalu psychiatrycznym zebrał w latach 2018-19 worek nagród na festiwalach krajowych i zagranicznych. W 2022 r. zadebiutował długometrażową fabułą „Dżentelmeni”, której scenariusz sam napisał.

To był ambitny projekt o artystach Młodej Polski, m.in. Witkacym, Tadeuszu Boyu-Żeleńskim, Josephie Conradzie czy naukowcu Bronisławie Malinowskim. Historia była fikcyjna, choć bohaterowie mogli teoretycznie spotkać się około 1914 r. w Zakopanem. I już w tym pierwszym filmie wystąpiła cała plejada polskich gwiazd z Andrzejem Sewerynem, Marcinem Dorocińskim i Tomaszem Kotem na czele. Bo zainteresował ich pomysł. 

Chcieliśmy  zrobić „Lalkę” najlepiej jak potrafimy i czujemy. I uruchomić całą naszą wrażliwość, bo przecież film jest medium emocjonalnym.

Maciej Kawalski

Drabik zaproponował Kawalskiemu zarówno napisanie adaptacji powieści Prusa, jak i reżyserię filmu. Dzisiaj reżyser mówi:

— Z jednej strony było przerażenie i walka o życie, bo dotykamy wielkiej powieści. A z drugiej radość, że można zanurzyć się w takim materiale. Ale w pewnym momencie musieliśmy zapomnieć, że ekranizujemy wielką powieść, że wcześniej były jej piękne adaptacje. Chcieliśmy po prostu zrobić ten film najlepiej, jak potrafimy i czujemy. I uruchomić całą naszą wrażliwość, bo przecież film jest medium emocjonalnym. 

W „Lalce” zobaczymy plejadę gwiazd. Na ekranie: Marcin Dorociński, Marek Kondrat, Andrzej Seweryn, Agata Kulesza, Kamila Urzędowska, Maria Dębska, Krystyna Janda

Twórcy przyznają, że ich adaptacja jest klasyczna, a jej siłą są wybitni aktorzy, którzy pojawią się na ekranie.

Po 16 latach nieobecności wraca do kina Marek Kondrat. Aktor przyznaje, że początkowo propozycję Macieja Kawalskiego potraktował tak, jak wszystkie inne: nie wyobrażał sobie powrotu do aktorstwa po tylu latach. 

Może to dobra rola na zamknięcie aktorskiej kariery

Marek Kondrat

— Ale Maciek jest uparty, a ja zacząłem sobie uświadamiać, co się w tej propozycji kryje – mówi aktor. –  To przecież spotkanie ze wspaniałą literaturą. Wszyscy aktorzy, ze wszystkich realizacji tej powieści są moimi znajomymi. W pierwszej ekranizacji „Lalki” dokonanej przez Wojciecha Hasa Szlangbauma-ojca grał mój ojciec. Był wtedy młodszy ode mnie dzisiaj, miał 60 lat. Więc w końcu pomyślałem: nie ma argumentów przeciw. Może to dobra rola na zamknięcie aktorskiej kariery.

Ale było coś jeszcze. Marek Kondrat nie ukrywa, że w czasach, gdy widzowie oglądają filmy w komputerach albo wręcz na ekranach telefonów, chciał przenieść się choć na chwilę w świat marzeń, jakim dla niego i jego pokolenia był kiedyś film. 

— Nagle przypomniały mi się dzieła, które kiedyś chłonęliśmy. Jak „Wojna i pokój” Sergieja Bondarczuka z 1966 r. czy wcześniejsza o dekadę amerykańska adaptacja powieści Tołstoja nakręcona przez Kinga Vidora, z Audrey Hepburn. Jak „Czas Apokalipsy” Coppoli. Chodziło się do kina na filmy, które docierały do nas z opóźnieniem, ale stawały się wydarzeniem – mówi Marek Kondrat, dodając, że – jak Drabik – ma nadzieję, iż „Lalka” znów przyciągnie widzów do kin.

To przecież spotkanie ze wspaniałą literaturą. Wszyscy aktorzy, ze wszystkich realizacji tej powieści są moimi znajomymi. W pierwszej ekranizacji „Lalki” dokonanej przez Wojciecha Hasa Szlangbauma grał mój ojciec. Był wtedy młodszy ode mnie dzisiaj, miał 60 lat. Więc w końcu pomyślałem: nie ma argumentów przeciw. Może to dobra rola na zamknięcie aktorskiej kariery

Marek Kondrat

Kondrat wierzy, że każde dzieło czytane dziś ma swój wymiar współczesny, a napisana wspaniałym językiem „Lalka” ma też siłę dzięki swoim bohaterom, którzy są autentyczni i budzą namiętności. Grany przez niego sędziwy subiekt Rzecki jest postacią z dwóch światów: starego i obecnego. Podobnie jak główny bohater Stanisław Wokulski, dziś powiedzielibyśmy „bogaty biznesmen”, nieszczęśliwie zakochany w arystokratce.

— Stach to fantastyczna postać: pełna namiętności, a jednocześnie mocno stąpająca po ziemi. I to jest ważne w tej powieści: zmiana sposobu myślenia. Kończy się romantyzm, zaczyna pozytywizm. Myślenie o człowieku, a nie o narodzie – mówi Marek Kondrat. – Drażnią mnie określenia „My, Polacy”, „dla nas, Polaków”. One niewiele znaczą. Mają w sobie postromantyczną atmosferę. Musimy wypowiadać się w imieniu narodu, a nie w imieniu tego, co nam w duszy gra i co naprawdę mamy w sobie. Wokulski jest fantastycznym bohaterem, który z jednej strony nosi w sobie duszę człowieka z tamtej epoki, a z drugiej chce się z niej wyrwać. Marzy o zdobyciu swojej miłości, ale nie jest w stanie pokonać bariery społecznych klas – mówi Kondrat. 

Rola Stasia Wokulskiego to jest spełnienie marzenia, o którym nawet nie miałem odwagi pomyśle

Marcin Dorociński

 U Kawalskiego w roli Wokulskiego zobaczymy Marcina Dorocińskiego. Aktora wybitnego, łączącego profesjonalizm z wielką wrażliwością, robiącego dziś karierę także na Zachodzie, a jednocześnie ujmującego swoją „zwyczajnością” i skromnością. 

— Kiedy dostałem propozycję, by zagrać Stasia, to najpierw poczułem strach i mękę. Lęk, czy dam radę. Bo wszyscy mają swoje wyobrażenia, bo czytali książkę, bo widzieli film Hasa, a potem serial. No, ale pomyślałem: „Kiedy, jak nie teraz? Następna „Lalka” za 50 lat. Mam nadzieję, że nasza spełni oczekiwania widzów i wywoła w nich emocje. No i znowu trochę nie mogę uwierzyć, że syn kowala z Kłudzienka gra Wokulskiego i mogę patrzeć w oczy tych wszystkich wspaniałych artystów. To jest spełnienie marzenia, o którym nawet nie miałem odwagi pomyśleć – mówi Marcin Dorociński i jednocześnie kłania się Tomaszowi Schuchardtowi, który gra Wokulskiego w serialu.

Czytaj więcej

Netflix: Filmowa polska uczta z „Misiem”, „Piłkarskim pokerem” i „Ziemią obiecaną”

A to nie wszyscy jeszcze gwiazdorzy najwyższej klasy w „Lalce”, trzeba choćby wspomnieć, że ojca Izabeli Łęckiej gra wybitny artysta Andrzej Seweryn.

Na ekranie pojawią się również znakomite aktorki. Agata Kulesza, aktorka Smarzowskiego i Pawlikowskiego, zagrała w „Lalce” panią Meliton, która w książce nie ma imienia.

— Ostatnio taką postać bez imienia zagrałam w „Klanie” to była „urzędniczka wydziału paszportowego”. Pani Meliton jest wspaniałą osobą. Nikt nie pamięta jej z książki, ale chłopaki ją wyciągnęły. Czasami przyspiesza akcję, czasami ma ogromny wpływ na Wokulskiego. Chce mu pokazać, jak się ten świat kręci. To postać cyniczna, nieco wyrachowana. Jest niezależna, szybka w myśleniu, stawia diagnozy społeczne. I ma złamane serce. Nie choruje, nie umiera i nie płacze, co jest dla moich postaci rzadkie. Lubię grać takie kobiety bystre i samodzielne. Poza tym od dziecka marzyłam, żeby jeździć dorożką z Marcinem Dorocińskim – śmieje się aktorka. 

A Radosław Drabik dodaje:

— W historii kina znany jest efekt Kuleszowa. W zależności od tła ta sama twarz aktora wydaje się smutna, radosna, groźna, czuła. My odkryliśmy efekt Kuleszy. Każda minuta filmu, w której pojawia się Agata Kulesza, jest absolutnie zajebista. 

Kamila Urzędowska obsadzona w roli Izabeli Łęckiej bez castingu

Izabelę Łęcką gra Kamila Urzędowska, najbardziej znana z roli Jagny w serialu „Chłopi” DK i Hugh Welchmanów. Dostała tę propozycję bardzo wcześnie, bez castingu. Twórcy od początku wierzyli, że będzie wymarzoną, niejednoznaczną, bardzo współczesną Izabelą. Sama aktorka pięknie mówi o swojej roli, ale zachowuje poczucie humoru. Zapytana, dlaczego przyjęła tę rolę, odpowiada z uśmiechem, bez wahania:

— Dla sławy i pieniędzy!

Wyrazistą i bardzo współczesną postać Kazimiery Wąsowskiej gra Maria Dębska.

Czytaj więcej

„Lalka” w Teatrze Dramatycznym. Jest hit przed filmem i serialem

– Tak bywa – śmieje się Radosław Drabik – Marysia grała w  „Bo we mnie jest seks” Kalinę Jędrusik, a teraz gra rolę, którą Jędrusik stworzyła w „Lalce” Hasa. 

Aktorka zaś mówi, że zakochała się w tej postaci już podczas lektury powieści:

– Bo to jest kobieta niezwykła, która wyprzedza swoją epokę. Bogatą wdową. Jak sama mówi – jej mąż był tak dobrze wychowany, że szybko umarł. Ona niczego nie musi, wszystko może. I korzysta z życia. Wyemancypowana, mądra, postępowa. Jest w kontraście do postaci Izabeli, bo żyje na maksa. A ja lubię grać postacie, które są silniejsze ode mnie. Zaś  pomysłem na tę postać jest to, że ona jest w Wokulskim szaleńczo zakochana. Kobieta, która rozstawia facetów po kątach, nagle traci dla kogoś głowę. Tym jest to trudniejsze, że przyjaźni się z Izabelą. Bywa toksyczna, okropna, ale też wzruszająca. 

Ten film pozwolił jej zagrać dwa utwory na fortepianie, o czym zawsze marzyła jako osoba, która na wydział aktorski w łódzkiej PWSFTViT przeniosła się z Akademii Muzycznej.

W nowej „Lalce” nawet epizody i niewielkie role grają aktorzy tej miary, co Krystyna Janda, Maja Ostaszewska, Andrzej Chyra, Karolina Gruszka, Borys Szyc, Dawid Ogrodnik, Maciej Stuhr, Mateusz Damięcki.

Bohaterem „Lalki” jest też Warszawa

– Orson Welles powiedział kiedyś, że malarz musi mieć sztalugi, żeby pracować, a reżyser potrzebuje armii. Zawsze mi się marzyło, by zrobić film ze wspaniałym zespołem, z wielkim rozmachem. I to była fantastyczna praca – mówi reżyser Maciej Kawalski. 

Na planie rzeczywiście zebrała się znakomita ekipa: za kamerą stanął jeden z najlepszych dziś autorów zdjęć Piotr Sobociński jr., scenografię zaprojektowali Katarzyna Sobańska, Marcel Sławiński i Anna Mocny, kostiumy – Aneta Brzozowska. Za montaż odpowiada Przemysław Chruścielewski. 

A wreszcie, jak twierdzą twórcy, jest jeszcze jeden bohater ich „Lalki”. To Warszawa. Mieszkańcy Krakowskiego Przedmieścia protestowali, gdy filmowcy na dwa tygodnie zamknęli ruch w okolicy ich domów. Ale efekt na ekranie jest imponujący. 

Czytaj więcej

„Lalka”. Zaczęła się wojna na trailery. Jesienią film i serial

– Nasz film będzie ukłonem dla tego miasta – mówi Marek Kondrat. – A ono na taką dokumentację zasługuje. 

Producenci nie podają informacji na temat budżetu filmu, wiadomo, że w ostatniej chwili wycofała się z finansowania TVP, a szacunki specjalistów mówią o ok. 40-60 mln.

Dziś ekipa „Lalki” jest na finiszu. Twórcy pokazali dziennikarzom kilka scen z filmu, rzeczywiście pięknie zagranych i sfilmowanych. Premiera ma się odbyć 28 września w Teatrze Wielkim, na ekrany kin film wejdzie 30 września. Dystrybutorem będzie Kino Świat.