„Marjane Satrapi zmarła ze smutku nieco ponad rok po śmierci Mattiasa Ripy, jej męża i miłości jej życia” – tej treści oświadczenie przesłali krewni reżyserki do Agence France Presse.
Była świetną artystką. Mieszkała w Paryżu, ale zawsze mówiła o swoim irańskim pochodzeniu, chciała, by jej kraj kojarzył się nie z reżimem, lecz z głęboką kulturą.
Czytaj więcej
Urodziła się i dorastała w Iranie, mieszka w Paryżu. Światowe uznanie przyniósł jej animowany film „Persepolis”, w którym opowiedziała o pełnych pr...
Irańskie dzieciństwo Marjane Satrapi
Urodziła się 22 listopada 1969 r. Pochodziła z inteligenckiej, zamożnej rodziny, jej matka była praprawnuczką króla Nassera-al-Din Shaha – szacha Iranu z dynastii Kadżarów. Marjane dorastała w Teheranie, gdzie uczyła się we francuskim licem. Była jeszcze dzieckiem, gdy narodził się reżim Chomeiniego, w Iranie zaczęto ograniczać prawa obywatelskie i zaczęła się wojna Iranu z Irakiem.
– Pamiętam, że kiedy w 1978 r. podróżowaliśmy z rodzicami po Europie, traktowano nas naprawdę po królewsku – opowiadała mi w wywiadzie. – Irańczycy uchodzili wówczas za ludzi kulturalnych, wykształconych i zamożnych. Dwa lata później pojechaliśmy do Włoch i kelnerzy ledwo nas w restauracjach obsługiwali, okazując nam masę pogardy. A przecież myśmy się nie zmienili. Zmienił się rząd irański – podkreślała.
Gdy Mariane skończyła 14 lat, rodzice wysłali ją do szkoły do Wiednia. – Czułam się tam w pewien sposób gorsza. Moi koledzy na pytanie „Skąd jesteś?” odpowiadali; „Z Francji”, „Z Austrii”, ja mówiłam: „Z Iranu, ale...” Ciągle się tłumaczyłam – wspominała.
Kiedy w Iranie wybuchła rewolucja islamska, byłam dzieckiem. I właśnie z punktu widzenia dziecka, jakim wówczas byłam, chciałam opowiedzieć o życiu, mojej rodzinie, moim kraju
Po szkole wróciła do Teheranu, gdzie skończyła wydział komunikacji wizualnej, potem studiowała grafikę w School of Decorative Arts w Strasbourgu. Po dyplomie zamieszkała w Paryżu. Była wziętą ilustratorką, współpracowała też z „The New York Times”.
– Już jako dojrzała dziewczyna, oglądając w telewizji wiadomości z Iranu, powtarzałam przyjaciołom: „To nieprawda, wcale tak nie jest...” Opowiadałam im o moim własnym, irańskim świecie. Wolnym od fundamentalizmu i nienawiści. Wreszcie ktoś z nich powiedział: „Napisz o tym” – mówiła.
Mogła wtedy powstać pasjonująca wspomnieniowa powieść. Ale Satrapi szukała języka najbardziej uniwersalnego, zrozumiałego dla wszystkich. Wybrała komiks, który był jej bliski, także dlatego, że zachwyciła się pracami Arta Spiegelmana. Wreszcie, w 2007 r., razem z Vincentem Paronnaudem zrealizowała długometrażową animację „Persepolis”.
Czytaj więcej
Zamiast pozwolić odbiorcom odczuć ciężar sytuacji, Kasia Babis nieustannie dopowiada, tłumaczy, moralizuje.
„Persepolis”, najważniejszy film Marjane Satrapi
– Nie jestem politykiem socjologiem czy historykiem. Jestem kobietą, która urodziła się w określonym miejscu i czasie. Kiedy w Iranie wybuchła rewolucja islamska, byłam dzieckiem. I właśnie z punktu widzenia dziecka, jakim wówczas byłam, chciałam opowiedzieć o życiu, mojej rodzinie, moim kraju – powiedziała mi w wywiadzie
I „Persepolis” jest właśnie filmem o dorastaniu dziecka w czasie irańskiej rewolucji.
– W Stanach zaproponowano mi zrobienie na kanwie „Persepolis” soap-opery telewizyjnej w stylu „Beverly Hills 90210” – opowiadała. – Zgłosił się też do mnie producent z Hollywood, który chciał nakręcić film z Jennifer Lopez i Bradem Pittem w rolach moich rodziców. Ale ja wiedziałam, że muszę trzymać się rysunku, zwłaszcza że spotkałam Vincenta Paronnaud, który chciał ze mną nad tym projektem pracować. Film aktorski byłby tylko kolejną ekranową opowieścią o Trzecim Świecie. Pewnie bardzo banalną. Rysunek, zwłaszcza czarno-biały, dodaje mojej historii uniwersalizmu i abstrakcji. Dzięki temu z postaciami z „Persepolis” może zidentyfikować się Francuz, Brazylijczyk, Chińczyk. A dla mnie to powrót do rodzinnego Iranu, którego granice są dla mnie zamknięte – przyznała Satrapi.
W czarno-białej animacji bohaterom głosu użyczyły m.in. Catherine Deneuve i jej córka Chiara Mastroianni.
Cztery lata później Marjane Satrapi, znów razem z Paronnaudem, zaadaptowała na duży ekran komiks „Poulet aux prunes” o muzyku, który straciwszy swoje ukochane skrzypce, postanawia położyć się na łóżku i czekać na śmierć. Potem były kolejne filmy, m.in. „The Vioces” z Ryanem Reynoldsem, a w 2019 r. Satrapi nakręciła „Skłodowską”. Polską laureatkę Nagrody nobla zagrała w jej filmie Rosamund Pike.
Pięć lat później Satrapi pokazała film „Dear Paris”. To znowu była opowieść o życiu i śmierci. Monica Bellucci stworzyła na ekranie postać sopranistki, której śmierć publicznie już ogłoszona, gdy tymczasem ona budzi się w kostnicy.
Marjane Satrapi tęskniła za ojczyzną
Satrapi chciała być jak najdalej od polityki: – Wierzę tylko w demokrację. I wolność słowa. Chcę mówić głośno, co myślę, mieć prawo, by opowiadać swoje historie – mówiła. – Polityka rodzi podziały: na Zachód, Wschód, chrześcijan, muzułmanów. Ja opowiadam po prostu o ludziach i ich życiu. Musimy zrozumieć, że również za telewizyjnymi wiadomościami o atakach terrorystycznych, wojnach, interwencjach zbrojnych kryją się jednostki. Że jak gdzieś wybucha bomba, to nie ginie masa, tylko kilkadziesiąt osób. A każda z nich ma swoje życie, marzenia i bliskich, których osieroca – podkreślała.
Tęskniła za ojczyzną. – Czasem, kiedy zamykam oczy, mam pod powiekami obraz rodzinnego Teheranu i ogromne połacie pokrytych śniegiem gór – mówiła. – Wtedy odczuwam niemal fizyczny ból. Ale też nie mogę narzekać. Świetnie czuję się we Francji, kocham Paryż. I mogę tu głośno krzyczeć w imieniu tych wszystkich, którym odebrano prawo głosu – zaznaczała.
Dziennikarz francuskiego „Le Monde” napisał: „Marjane Satrapi była głosem kobiet Iranu po protestach wybuchających w Republice Islamskiej po śmierci 22-letniej Mahsy Amini w 2022 roku, zakatowanej za rzekome naruszenie kodeksu ubioru dla kobiet. Na paryskim proteście z okazji drugiej rocznicy śmierci Amini Satrapi była wśród tych, którzy skandowali »Kobiety, życie, wolność«”.
Załamała się po śmierci męża, producenta, scenarzysty i aktora szwedzkiego pochodzenia, Mattiasa Ripy, który zmarł 29 kwietnia 2025 r. w wieku 53 lat. Spędzili razem blisko 30 lat. Zagrał w jej zabawnym filmie „La bande des Jotas” i ostatnim „Dear Paris”. Przyjaciele reżyserki mówią, że nigdy się po jego śmierci nie podniosła.
Zmarła w Paryżu 4 czerwca 2026 r.