Od 4 września w Apple TV+ będzie można oglądać „Mayday” (polski tytuł: „Katastrofa w duecie”) Jonathana Goldsteina i Johna Francisa Daleya. Dorociński wystąpił w tym filmie w dużej roli, partnerując Ryanowi Reynoldsowi i Kennethowi Branaghowi. W „Katastrofie w duecie” grają też m.in. Maria Bakalova czy David Morse.

Reklama
Reklama

Producenci nie ujawniają szczegółów, ale pokazali już pierwszy zwiastun filmu. Akcja toczy się w 1989 roku. Grany przez Reynoldsa porucznik Troy „Assassin” Kelly ma do wypełnienia tajną misję w ZSRR. Jednak jego samolot zostaje ostrzelany i dochodzi do katastrofy. Gdy Troy odzyskuje przytomność, jest obok niego Nikołaj Ustinow, były wysoko postawiony agent KGB, w którego wciela się Kenneth Branagh. Ustinow jest fanem Ameryki i chce Troyowi pomóc wydostać się z matni. Twórcy zapowiadają nieoczywistą opowieść o relacjach łączących dwóch ludzi z przeciwnych stron barykady.

Nieoficjalnie: Marcin Dorociński zagra w filmie „Mayday” Rosjanina

A Marcin Dorociński? Choć Apple nie ujawnia szczegółów opowiadanej w „Katastrofie w duecie” historii, z pierwszych przecieków wynika, że polski aktor gra Rosjanina Aleksandra Wołkowa, który ściga głównych bohaterów filmu. Nie wiadomo dokładnie, kim jest: być może ważnym przedstawicielem radzieckich organów bezpieczeństwa, kierującym akcją pojmania szpiega. Z pewnością jest to duża rola. W zwiastunie, w którym królują Reynolds i Branagh, polski aktor pojawia się wielokrotnie. On sam 14 lipca, w dniu premiery trailera, na Facebooku napisał: „Jest! Pierwszy zwiastun MAYDAY właśnie wylądował. Na ekranie Ryan Reynolds, Kenneth Branagh, @mariabakalovaofficial … i gdzieś pomiędzy nimi skromny chłopak z Kłudzienka”.

Marcin Dorociński przed premierą filmu ujawnia niewiele szczegółów. Zapewne zabrania mu tego podpisany z producentami kontrakt. W czerwcu 2024 roku, po ostatnim klapsie na planie „Mayday”, aktor na Facebooku napisał: „Kończę prawie czteromiesięczną pracę przy tym fantastycznym projekcie”. Nie ukrywał też, że czuje się zachwycony, iż mógł grać z wybitnymi aktorami, m.in. Kennethem Branaghiem. Wcześniej, w czasie zdjęć w Budapeszcie zamieścił prywatne zdjęcie z tym aktorem i napisał m.in: „»Są takie rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się filozofom« – powiedział tytułowy bohater »Hamleta« Szekspira. I są takie spotkania aktorskie, o których nie śniło się mnie – bo nie miałem śmiałości, bo myślałem – Jak to? Ja? Gdzie? Kiedy? Dlaczego?”. Dalej Dorociński pisał o aktorskim Olimpie, dodając: „Obok Oliviera i Guinnessa siedzi (na nim) Sir Kenneth Branagh. I kiedy dowiedziałem się, że zagram z nim w filmie, to wstrzymałem oddech – raz, dwa, trzy: oddychaj głęboko Marcin – mówiłem sobie. Musiałem się uszczypnąć. I nie powiem. Kolana mi zmiękły. W gardle zaschło. Ale było wspaniale”. 

Marcin Dorociński buduje sobie pozycję w kinie światowym

„Marzcie! Bo warto!” – skończył. W jednym z postów napisał też, że „warto było zrobić 1200 tape’ów”. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” wyjaśniał: „To nie znaczy, że pretendowałem do ról w 1200 filmach. Nagrałem 1200 scen, nierzadko potwornie zmęczony, w trakcie pracy nad serialem czy innym filmem. Potem ogromną pracę wykonywała moja agentka Ania Świątek, która je selekcjonowała, montowała i wysyłała”. 

Długo nie przychodziła pozytywna odpowiedź. Ale dzisiaj aktor ma już w swoim dorobku znaczące role w światowych produkcjach, m.in. w dwóch częściach „Mission Impossible: Dead Reckoning”, „Anthropoidzie”, gdzie wystąpił obok Cilliana Murphy’ego czy serialach Netflixa „Gambit Królowej” i „Vikings: Valhalla”. 

Czytaj więcej

Nowa filmowa „Lalka” na finiszu. Premiera 28 września

Dorociński mówi o sobie „chłopak z Kłudzienka”. Skromność nie pozwala mu zapomnieć, skąd się wywodzi. Dziś mieszka w Warszawie, z żoną i dwojgiem dzieci. Chroni własną prywatność, na „ściankach” pojawia się tylko z okazji premier swoich filmów.

Aktor stworzył wspaniałe kreacje m.in. w filmach Wojciecha Smarzowskiego (przede wszystkim w „Róży”), Marka Koterskiego, Sławomira Fabickiego, Bartosza Konopki, a ostatnio „Minghunie” Jana P. Matuszyńskiego. Swoje zdolności komediowe udowodnił w filmach Kingi Dębskiej czy serii o „Teściach”. Już we wrześniu zobaczymy go w roli Stanisława Wokulskiego w nowej ekranizacji „Lalki” Macieja Kawalskiego. Ale nie ulega wątpliwości, że bez robienia wokół siebie rozgłosu i wypraw do Hollywood, Marcin Dorociński staje się aktorem, który buduje sobie również dobrą pozycję w kinie światowym.