Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaki wpływ na na poziom szacowanego niezrealizowanego zysku NBP na złocie miał spadek rynkowych cen złota
- Na czym polega dylemat banku centralnego między realizacją zysków a rolą złota jako „finansowej fortecy”
- Od czego zależy przyszła cena złota i jakie prognozy dla kruszcu mają analitycy.
- Dlaczego chwalona strategia NBP w kwestii złota zaczyna budzić obawy ekspertów.
127,5 mld zł – tyle, według danych Narodowego Banku Polskiego, wynosił na koniec czerwca tzw. niezrealizowany zysk na zasobach złota banku centralnego. To kwota stanowiąca różnicę między rynkową ceną zasobów złota NBP a średnią ceną jego zakupu. Na koniec lutego ten niezrealizowany zysk szacowany był przez bank na około 193 mld zł, czyli kwotę o ponad 65 mld zł wyższą niż cztery miesiące później. W tym czasie kruszec wyraźnie potaniał – jego cena spot spadła z około 5,3 tys. dol. za uncję pod koniec lutego do około 4 tys. dol. obecnie, a więc o około jedną czwartą.
Poziom niezrealizowanego zysku na złocie jest o tyle kluczowy, że miała to być podstawa programu „polski SAFE 0 proc.”, proponowanej przez prezydenta Nawrockiego alternatywy wobec unijnego programu SAFE. Doradca ekonomiczny prezydenta Nawrockiego Leszek Skiba szacował w marcu, że łącznie kwota możliwa do uzyskania dzięki operacjom na rezerwach złota mogłaby w ciągu kilku lat dojść do 185 mld zł „z potencjałem wzrostu przy rosnących cenach złota”.
Jak ocenia obecnie Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas Bank Polska, ostatni spadek cen złota obnaża słabość tej idei. – To trochę budowanie zamku na piasku. Nawet gdybyśmy założyli, że w momencie, gdy ten pomysł się pojawił, zostałyby wdrożone niezbędne prace legislacyjne i wszystko poszło szybką ścieżką, to liczenie na blisko 200 mld zł byłoby trudne – komentuje.
Złoty bufor wciąż trzyma fason
W dłuższym horyzoncie jednak obecne wyceny złota wyglądają jak chwilowa korekta – jeszcze rok temu uncja kosztowała mniej niż 3,5 tys. dol., a rok wcześniej jeszcze o około tysiąc dolarów mniej. – Złoto wciąż jest w trendzie wzrostowym, tylko skorygowało bardzo gwałtowne wzrosty z ostatniego roku – ocenia Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP.
Uśredniony koszt zakupu złota w rezerwach NBP można szacować obecnie na około 2,3 tys. dol. za uncję, więc nawet przy cenie rynkowej około 4 tys. dol. „poduszka” dla realizacji zysku na złocie pozostaje duża. Korekta pokazuje natomiast, że pomysły wykorzystania niezrealizowanego zysku na tym elemencie rezerw NBP wymagają umiaru. – Jego szacunki nie powinny być bazą dla jakichkolwiek planów zakupowych – mówi Dybuła.
Czytaj więcej
- Nie wykluczam, że jeśli sytuacja będzie taka jak teraz, to na posiedzeniu po wakacjach złożę wniosek o obniżkę stóp procentowych o 25 punktów baz...
– Instytucje finansowe patrzą na zyski z uwzględnieniem ryzyka, mierzonego wahliwością cen obserwowaną obecnie, podczas historycznych kryzysów i w hipotetycznych scenariuszach. Gdy rezerwy składają się z aktywów o zmiennej cenie, jak złoto, wiarygodność NBP wymaga unikania sytuacji, w której bank centralny najpierw wypłaci zrealizowane zyski, a później będzie się tłumaczył ze znacznych niezrealizowanych strat. Z tego powodu, nawet kiedy złoto biło rekordy, szacowałem, że bezpieczny do zrealizowania zysk ze sprzedaży złota jest bliższy 50 mld niż 200 mld zł – wyjaśnia z kolei Sobolewski. Jak wskazuje, realizacja całego zysku byłaby bezpieczna, gdyby NBP trwale sprzedał zmienne cenowo składniki portfela, jak złoto. – Tylko wtedy stracilibyśmy odporność na scenariusze skrajne i podważylibyśmy sensowność dotychczasowej strategii, sprowadzając NBP do roli spekulanta, a nie stabilnej finansowej fortecy – dodaje. To clou znaczenia rezerw: zyski z nich są oczywiście mile widziane, ale nie mogą przesłaniać podstawowej roli tych zasobów, czyli wiarygodności i stabilności polskiej waluty nawet w scenariuszach skrajnych.
Warto też pamiętać, że zysk, który można by wygenerować zmieniając strukturę rezerw NBP po sprzedaży części zasobów złota, to tylko część wyniku finansowego banku centralnego. – Źródeł zmienności wyniku NBP jest dużo: na zysk wpływają m.in. mało przewidywalne wahania kursów walutowych, cen obligacji, cen złota i cen akcji. Bardziej przewidywalne są pożytki z utrzymywanych rezerw, w tym odsetki i dywidendy, a także koszty operacji krajowych, czyli odsetki płacone przez NBP z tytułu rezerwy obowiązkowej i emisji bonów pieniężnych. A do tego dochodzi decyzja, czy i kiedy konkretne zyski realizować – wyjaśnia Sobolewski.
Przypomnijmy: zgodnie z obowiązującymi przepisami 95 proc. zysku NBP zasila w kolejnym roku budżet państwa. Nie ma co wyrokować w połowie roku, ale osłabienie złotego w pierwszym półroczu względem głównych walut w rezerwach daje nadzieję na pierwszy od 2021 r. zysk NBP. Byłby to miły prezent dla rządu na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi.
Co dalej z cenami złota?
Tak szybko, jak złoto w ostatnich miesiącach taniało, tak również może drożeć. – Historyczny wzrost wartości złota w czasach kryzysowych okazał się tym razem pułapką, bo zbyt wielu inwestorów w niego uwierzyło. Prawdopodobnie to podaż lub strach przed podażą ze strony inwestorów instytucjonalnych z Bliskiego Wschodu sprawiły, że po ataku na Iran cena złota znalazła się pod presją – mówi Sobolewski.
Co dalej? – W kolejnych miesiącach najistotniejszymi czynnikami najprawdopodobniej pozostaną: zachowanie dolara, polityka Fedu oraz rynkowe wyceny ruchów FOMC (amerykańskiego odpowiednika RPP – red.). Sporo negatywnych informacji jest już zdyskontowanych przez kruszec – komentuje Tomasz Niewiński, ekspert rynków surowcowych w Biurze Strategii Rynkowych PKO BP. – Według FedWatch podwyżka stóp w USA możliwa jest już we wrześniu, lecz jeśli do niej nie dojdzie, a kurs EUR/USD pójdzie do góry zgodnie z prognozami PKO BP, wówczas w dalszej części roku widziałbym złoto w okolicach 4,5-4,8 tys. dol. za uncję – dodaje.
Sobolewski: chapeau bas
Zmiana składu rezerw walutowych NBP w ostatnich latach wyraźnie podniosła zmienność ich wycen. Kamil Sobolewski przyznaje: NBP zrobił na złocie dobry interes. – NBP chyba najmocniej na świecie zagrał kartą, że może czekać nas kryzys euro czy dolara, i obligacji denominowanych w nich. Nasze rezerwy złota, ale też ETF akcyjne, których NBP zgromadził już na ponad 70 mld zł, mają być wówczas zabezpieczeniem – mówi.
– Trzeba Glapińskiemu oddać, że zagrał tę kartą dużo wcześniej niż tłum zaczął o tym mówić, i to jest przyczyna tego, że średnia cena zakupu złota to około 2,3 tys. dol. za uncję, gdy rynkowa przekracza 4 tys. Chapeau bas – dodaje, wyrażając jednocześnie wątpliwości przed dalszym zwiększaniem udziału złota w rezerwach NBP. – Nie trzyma się wszystkich jajek w jednym koszyku. Przy udziale ponad 30 proc. zaczynam mieć obawy, czy to już nie za dużo – mówi.