12,5 mld zł – tyle deficytu w handlu towarami nagromadziło się w polskiej gospodarce od początku roku. Wyliczenia Głównego Urzędu Statystycznego za okres styczeń-maj (bo tego okresu dotyczy ta wartość) wskazują, że ten rok, podobnie jak poprzedni, zapewne również zakończymy pod kreską.

Tak duży minus to przede wszystkim efekt bardzo niekorzystnej relacji handlowej od lat utrzymywanej z Chinami. Z 680 mld zł zakupów, jakich Polska dokonała za granicą od stycznia do maja, aż 106 mld zł to zakupy z „największej fabryki świata” (15,6 proc. ogółu). Do kwestii nierównowagi handlowej z Chinami odnosił się w rozmowie z „Rz” przedstawiciel tamtejszego MSZ, zapewniając, że Pekin „rozumie obawy Polski”.


Więcej niż w drugiej gospodarce świata, bo 129 mld zł, wydaliśmy wprawdzie w Niemczech, ale na tym kierunku od lat utrzymujemy dodatnie saldo, bo Niemcy rewanżują nam się, płacąc 177 mld zł  za towary w ciągu pięciu miesięcy tego roku. W przypadku ChRL, eksport nie zakopuje importowego kanionu. 

Od nadwyżki do deficytu

Choć bycie na minusie z Chinami jest niejako wpisane w DNA naszej gospodarki (jak i większości innych krajów korzystających z niskich cen towarów z Azji), to wcześniej udawało się utrzymywać całościowo dodatni bilans handlowy. Na plusie kończyliśmy m.in. lata 2016, 2017, 2019, 2020, 2023 i 2024.

Od trzech lat widać jednak sukcesywne pogarszanie się polskiego salda handlu zagranicznego:

  • 2020: plus 53,7 mld zł
  • 2021: minus 2,9 mld zł
  • 2022: minus 92,5 mld zł
  • 2023: plus 48,6 mld zł
  • 2024: plus 3,0 mld zł
  • 2025: minus 26,3 mld zł

Pięć miesięcy tego roku potwierdza trwałość tego trendu:

  • I-V 2023: plus 24,6 mld zł
  • I-V 2024: plus 18,1 mld zł
  • I-V 2025: minus 13,0 mld zł
  • I-V 2026: minus 12,5 mld zł

Taka trajektoria krzywej saldowej skłania ekonomistów do stawiania prognoz mówiących o dalszym pogłębianiu deficytu. Tak przewiduje m.in. Erste Bank Polska i PKO BP.

Czytaj więcej

Piotr Arak: Montownia, która może być czymś więcej

Dlaczego tyle importujemy?

Marcin Luziński, ekonomista Erste Bank Polska, jako główny powód rosnącego deficytu wskazuje cykl gospodarczy, w który weszła gospodarka – przyspieszenie wzrostu PKB i poprawa krajowej koniunktury sprzyja popytowi wewnętrznemu, który z kolei jest zaspokajany towarami zagranicznymi.

– Drugim czynnikiem jest słabość koniunktury w Europie Zachodniej, zwłaszcza w Niemczech. Nasza gospodarka eksportuje przede wszystkim do Europy, więc przy słabszym popycie u naszych głównych sąsiadów, polski eksport radzi sobie słabiej – przypomina Luziński.

Negatywnie na polskim rachunku odbija się też konflikt na Bliskim Wschodzie, bo ceny dóbr energetycznych – których nasza gospodarka pozostaje importerem – poszły w górę.

– Warto jeszcze pamiętać o zwiększonych krajowych wydatkach zbrojeniowych, które w znacznej mierze opierają się na imporcie. To oznacza, że wzrost deficytu handlowego jest częściowo pokłosiem decyzji politycznych – dodaje Luziński.

Struktura deficytu ważniejsza niż jego głębokość

Jak wskazują ekonomiści, sama wartość deficytu niekoniecznie musi być dla gospodarki szkodliwa – ważniejsza jest struktura relacji handlowych, a więc nie to, ile importujemy, lecz co importujemy oraz w jaki sposób ten import zwiększa przyszły potencjał gospodarczy, o ile w ogóle.

– Zakupy maszyn, technologii, komputerów i półproduktów mogą być ceną modernizacji firm oraz budowy nowych zdolności produkcyjnych. Dane za 2025 r. i początek 2026 r. wskazują, że część wzrostu importu ma właśnie taki inwestycyjny charakter – zauważa Szymon Fabiański, ekonomista PKO Bank Polski.

– Z kolei droższe paliwa, samochody, sprzęt zbrojeniowy oraz rosnący napływ towarów konsumpcyjnych z Chin mogą pogarszać saldo bez proporcjonalnego wzrostu potencjału eksportowego, a niekiedy także wypierać krajową produkcję – dodaje.

Czytaj więcej

Przemysł post-PRL umiera. Spada produkcja wódki, węgla i traktorów

Struktura polskiego importu wskazuje raczej na ten pierwszy przypadek, czyli zakupy stymulujące gospodarkę. Dominuje bowiem kategoria „maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy”, odpowiadająca za ponad 1/3, bo 35,6 proc. importu. Z kolei typowo konsumpcyjne towary – będące bezpośrednią konkurencją dla produkcji krajowej – stanowią niewielką część zakupów za granicą. Tu przoduje żywność z 8,3-proc. udziałem.

Obecny deficyt jest zatem bardziej kosztem szybkiego wzrostu i inwestycji i odzwierciedleniem relacji cen w eksporcie i imporcie niż sygnałem narastającego kryzysu – podsumowuje ekspert PKO Bank Polski.

Ryzyko odpływu kapitału

Marcin Luziński z Erste Bank Polska, który również podkreśla, że samo ujemne saldo handlowe – w oderwaniu od jego struktury – nie musi być dla gospodarki szkodliwe, wskazuje jednak, że deficyt ma prawo budzić niepokój. W połączeniu z innymi zjawiskami ekonomicznymi może bowiem prowadzić do nagłego odpływu kapitału.

– Lampka alarmowa powinna się zapalać, gdy dochodzi do zjawiska podwójnych deficytów – wysokiego deficytu obrotów bieżących oraz finansów publicznych i jednocześnie wyraźnej obecności funduszy inwestycyjnych w finansowaniu zagranicznym – mówi Luziński.

Czytaj więcej

Chiny zaglądają zachodnim firmom w krytyczne dane. I to zgodnie z prawem

– W takiej sytuacji, przy wzroście obaw rynkowych, może dojść do nagłego odpływu kapitału, który utrudnia reakcję polityki fiskalnej i ma ujemne skutki gospodarcze – tłumaczy.

W Polsce mamy już wysoki deficyt finansów publicznych oraz ujemne saldo handlowe. Natomiast deficyt obrotów bieżących – jak ocenia ekonomista Erste Bank Polska – pozostaje „umiarkowany”, a struktura finansowania jest „stabilna”.