Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak najnowsze prognozy NBP kształtują ścieżkę inflacji w Polsce
  • Dlaczego firmy „chomikują” pracowników i jak demografia oraz rola obcokrajowców zmieniają polski rynek pracy.
  • Co będzie głównym motorem wzrostu gospodarczego i jaką rolę w stymulowaniu inwestycji odegrają środki unijne.
  • W jaki sposób polska gospodarka uodporniła się na szoki energetyczne i które branże zyskują na konkurencyjności.

Powodem rewizji prognoz inflacji był oczywiście wzrost cen surowców energetycznych ze względu na konflikt na Bliskim Wschodzie. Poprzednia projekcja bazowała jeszcze na stanie sprzed marca, nie ujmowała więc tego czynnika. Cut-off date dla aktualnego dokumentu to 17 czerwca.

NBP zakłada w swojej centralnej ścieżce, że w 2026 r. inflacja sięgnie średniorocznie 2,9 proc., o 0,6 pkt proc. wyżej niż przewidywano w marcowej projekcji. Dynamika cen nie powinna jednak wyjść poza przedział odchyleń wokół celu inflacyjnego NBP (tj. ponad 3,5 proc. r/r) i w czwartym kwartale br. ma kształtować się na średnim poziomie 3,2 proc. Wzrost inflacji w drugiej połowie roku będzie m.in. efektem powrotu stawki VAT na paliwa do 23 proc., a bliżej końca roku (i w 2027 r.) także odwracania się trendów inflacji żywnościowej, która dziś zaczyna być wręcz ujemna.

Kluczowym założeniem bazowego scenariusza kreślonego przez bank centralny jest, że w średnim okresie sytuacja na rynku surowców energetycznych będzie się normalizować.

Czytaj więcej

Wzrost PKB Polski w 2026 roku. MFW rewiduje prognozę w górę

Bezpieczna inflacja

Zgodnie z projekcją NBP, w 2027 r. inflacja ma zacząć stopniowo opadać w kierunku środka celu inflacyjnego, tj. 2,5 proc., osiągając tę wartość w drugiej połowie roku. Średnioroczna dynamika cen ma sięgnąć 2,7 proc., o 0,3 pkt proc. powyżej oczekiwań z marcowej projekcji.

Co natomiast kluczowe, w 2028 r. sytuacja ma powrócić do stanu prognozowanego przez analityków NBP w marcu, czyli inflacji nawet lekko poniżej punktowego celu. Bank centralny przewiduje, że dynamika cen będzie wówczas sięgać około 2,2 proc.

Podobnie sytuacja ma wyglądać w przypadku inflacji bazowej, tj. bez cen żywności i nośników energii. Szok naftowy z Zatoki Perskiej podniósł jej trajektorię na lata 2026-2027 średniorocznie do 3 proc. (o 0,5-0,6 pkt proc. powyżej projekcji z marca), ale w 2028 r. miara ta powinna opaść w okolice 2,4 proc. Co więcej, dr hab. Jacek Kotłowski, dyrektor Departamentu Analiz i Badań Ekonomicznych NBP podkreślał, że wzrost inflacji bazowej w Polsce od marca nie wynikał z nasilenia się wewnętrznych źródeł presji cenowej, ale był skoncentrowany w pojedynczych kategoriach mocno zależnych od cen paliw, m.in. w turystyce zorganizowanej i cenach biletów lotniczych. – To daje powody do optymizmu, ale trzeba oczywiście cały czas to śledzić – mówił.

Glapiński mniej płochliwym gołębiem

Prognozy inflacji są wprawdzie wyższe niż w poprzedniej edycji dokumentu, z marca (kolejno o 0,6 i 0,3 pkt proc.), niemniej cały projektowany przez NBP obraz wskazuje, że czynniki popytowe nie zagrażają stabilności procesów inflacyjnych w kraju.

Ten optymistyczny wydźwięk projekcji mógł stać za wyraźnie gołębim przekazem z ust prezesa Glapińskiego podczas czwartkowej konferencji po posiedzeniu RPP. Określał on wówczas Radę jako „ostrożne gołębie”, a siebie jako mniej płochliwego w tym gronie. Nie wykluczał wręcz, że podczas kolejnego posiedzenia Rady – 8–9 września – złoży wniosek o obniżkę stóp procentowych o 25 pkt baz., „jeśli sytuacja będzie taka jak teraz”. Nie przesądzał, czy jego potencjalny wniosek o obniżkę znalazłby większość w Radzie.

Optymistyczny ton, kontrastujący z nastrojami nie tylko w EBC czy Fedzie, ale też bliżej nas – m.in. w Czechach, silnie wpłynął na nastroje wokół złotego. Polska waluta wyraźnie osłabiła się względem euro, dochodząc w piątek do poziomu 4,35 zł. – Po słowach Glapińskiego waluta w parze z euro znalazła się na najniższym poziomie od końcówki 2024 r. – zauważa Roman Ziruk, starszy analityk Ebury. Ruch złotego mógł być też wzmocniony tym, że Glapiński podkreślił, iż nie jest zaniepokojony słabym złotym. – Łagodzenie tonu przez NBP powoduje osłabienie złotego, co z kolei jest formą poluzowania polityki pieniężnej i daje nieco oddechu eksporterom – komentuje Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Czytaj więcej

Stopy procentowe w dół jeszcze w tym roku? Glapiński: jestem mniej ostrożnym gołębiem

Zmiany na rynku pracy

Bazowa ścieżka najnowszej projekcji NBP zakłada też, że dynamika wynagrodzeń w gospodarce narodowej jest już blisko końca trendu spadkowego i w 2027 r. powinna ustabilizować się poniżej poziomu 6 proc. r/r. Fakt skonwertowania tej miary w pobliże spodziewanej dynamiki produktywności pracy również powinien stabilizować inflację w celu. Temu trendowi sprzyja nie tylko słabszy popyt na pracę, ale też m.in. niska skala podwyżki płacy minimalnej.

– Rynek pracy stał się czynnikiem, który fundamentalnie sprzyja utrzymywaniu się niskiej inflacji – zauważał Kotłowski. Jak wskazywał, nadal na rynku pracy mamy spadek liczby przepracowanych godzin. – Indeks bezrobocia ze wskaźnikiem liczby godzin, którą chcieliby pracować Polacy, rozchodzi się. Pracy nie ma tyle, ile pracownicy by chcieli – wyjaśniał. – Praca jest chomikowana: firmy nie chcą zwalniać pracowników, bo potem bardzo ciężko ich zatrudnić i wyszkolić, ale popyt na pracę nieco się obniża. Na to wskazują też dane o ofertach pracy, w ujęciu rok do roku większość notuje ujemną dynamikę – dodawał. Zwracał przy tym uwagę, bazując na wskazaniach Szybkiego Monitoringu NBP, że spada średnia wysokość planowanej podwyżki przy stabilizacji udziału firm, które podwyżki deklarują.

Zmienia się także struktura zatrudnienia w polskiej gospodarce: rośnie liczba pracujących obcokrajowców, niezależnie od formy zatrudnienia. – Obcokrajowcy zapełniają dużą część luki, która powstaje na rynku pracy – mówił Kotłowski. Spada natomiast liczba Polaków pracujących na umowy o pracę. – To w dużym stopniu efekt demografii. Co roku około 300 tys. osób odchodzi na emeryturę. Młode osoby, wchodzące na rynek pracy, w dużym stopniu pracują na umowy cywilnoprawne – tłumaczył dyrektor Departamentu Analiz i Badań Ekonomicznych NBP.

PKB Polski na 3,7 proc.

W ujęciu realnym dynamika płac powinna wahać się w horyzoncie projekcji w okolicach 2,5-3,5 proc., co powinno stabilizować tempo wzrostu konsumpcji prywatnej, w zasadzie już od teraz, w okolicach 3 proc. r/r. – Wzrost popytu w gospodarce również nie powinien generować nadmiernej presji inflacyjnej – mówił w czwartek prezes NBP Adam Glapiński.

W tym roku szczególnym motorem wzrostu gospodarczego będą oczywiście inwestycje, ich najwyższej dynamiki w ujęciu rok do roku, przekraczającej 10 proc., NBP spodziewa się w ostatnim kwartale. – W pierwszym kwartale dynamika inwestycji wyniosła 8,7 proc. r/r. Mamy bardzo wyraźne wzrosty w sektorze publicznym, który w dużym stopniu będzie beneficjentem KPO. Ale mamy też wzrosty w sektorze prywatnym. Inwestują firmy z różnych branż, w tym m.in. usług, transportu, budownictwa, a ostatnio także przemysłu przetwórczego – zaznaczał Kotłowski.

Jak wyjaśniał, NBP zakłada w tym roku wydanie około 60 mld zł z KPO. – A jest duża szansa, że część tych środków będzie jeszcze rozpędem wydawana w 2027 r. – mówił ekonomista. – Wydawanie środków z KPO wyraźnie przyspieszyło. Po maju proces wydawania środków był już zaawansowany w ponad 50 proc., a na poziomie podpisanych umów około 87 proc. – wyliczał.

Łącznie, według centralnej ścieżki projekcji NBP, PKB Polski w tym roku ma urosnąć realnie o 3,7 proc. r/r, co jest prognozą nawet nieco wyższą od rynkowej średniej prognoz (3,5 proc.). W kolejnych dwóch latach wzrost gospodarczy powinien oscylować w okolicach 3 proc. (konkretna prognoza to 2,8 proc. w 2027 r. i 3 proc. w kolejnym), m.in. ze względu na mniejszą niż w 2026 r. skalę napływu środków unijnych.

Bank centralny zrewidował względem marca prognozy na ten rok w dół o 0,2 pkt proc., a na kolejny o 0,1 pkt proc., co jest m.in. efektem osłabienia po stronie spożycia prywatnego (kanałem niższych realnych dochodów, acz wpływ tego czynnika łagodzi obniżka stóp procentowych o 25 pb w marcu, której poprzednia projekcja nie zakładała), ale też pewnej rewizji ścieżki inwestycji w tym roku.

Jednocześnie Kotłowski podkreślał, że skala obecnego szoku jest znacznie mniejsza niż po ataku Rosji na Ukrainę. – Dzięki większej dywersyfikacji źródeł energii polska gospodarka jest zdecydowanie lepiej przygotowana do absorpcji skutków tego szoku niż w 2022 r. – mówił.

Jednocześnie wskazywał, że polska gospodarka wciąż pozostaje konkurencyjna, choć są branże, które radzą sobie gorzej. Kotłowski zauważał, że od 2020 r. polski eksport w ujęciu cen stałych urósł o 40 proc., przy unijnej średniej na poziomie 11 proc. – Wciąż pozostajemy dość tanią gospodarką, pomaga też jej dywersyfikacja. – Narzekamy czasem, że nie mamy gwiazd eksportowych, ale jednocześnie jesteśmy bardziej odporni na szoki sektorowe – podkreślał. Wśród sektorów o największym wzroście udziału eksportu w imporcie strefy euro ekonomista wskazywał m.in. sektor drzewny, odzieżowy czy skórzany. Silnie rośnie też rola eksportu usług, m.in. w transporcie, IT czy księgowości.

Generalnie lepiej obecnie radzą sobie w polskiej gospodarce m.in. producenci pozostałego sprzętu transportowego (to m.in. branża lotnicza czy morska) czy działalność związana z oprogramowaniem. Problemy meldują m.in. producenci metali czy mebli, gdzie jest największa presja konkurencyjna. Wśród głównych barier rozwoju firmy wymieniają m.in. niski popyt, wysokie koszty pracy, koszty energii i konkurencja zagraniczna.